06 sierpnia 2015

Wariacje na Młodego i aparat - Wodnik Szuwarek



W obecnych okolicznościach przyrody... to tylko przyszło mi do głowy. Powoli przestawiam się na nocny tryb życia a w dzień zapadam w sen... to się chyba nazywa estywacja... Czasami śni mi się taki mały psotny Ktoś...





Dzień dobry... tak się zastanawiam...

...co by tu na przykład spsocić...

...albo może kogoś postraszyć...

- Gul gul gul gul...

- Eeeee... idę sobie, nikt się nie boi.




28 lipca 2015

Gały





Kiedy fotografowałem dość płochliwe kumaki, dokoła wrzało życie. Wszędzie coś rechotało, pluskało i bezczelnie się na mnie gapiło. Dziesiątki wyłupiastych oczu i zielonych mord lekceważyło mnie niemal zupełnie. Oczekując na pojawienie się kumaków kierowałem więc czasem obiektyw w bok... Zwłaszcza jedne oczy zwróciły moją uwagę. Można powiedzieć, że zawróciły mi w głowie. Należały do wyjątkowo zielonej i odważnej żaby. Raz prawie mi wskoczyła do osłony przeciwsłonecznej obiektywu. Na całe szczęście nie nachlapała na soczewkę. Bo musiałbym wyjść z wody i udać się po coś do czyszczenia szkła. A potem od nowa oswajać kumaki  ze swoją obecnością.













29 czerwca 2015

Falując...



Wisła...

Wieczór...

Woda...

Fale...

Światło...


Zapatrzyłem się...

Tak...


Fala swe rysy i szczerby, i sznury
Przesuwa z wolna za wiatru podmuchem
Przez jego pietra z ognia i purpury...
Purpura łamie błękitów przegrody
I w nieprzejrzyste rozżarza się złoto,
Poprzerywane plam czarnych ślepotą
Jakby tam nagle nieobecność wody
Ujęła barwom podłoża dla czaru...


Bolesław Leśmian - "W odmętach wieczoru"

















24 czerwca 2015

Chmurne szaleństwo...





... Szliśmy dalej przez jesienne ścierniska, przez nasypy żółtych piasków, aż ku dalekim borom sosnowym. Szliśmy bez celu określonego, naprzód i nazad, za wrażeniami za obrazami, gadając z ziemią , która głucha dla mieszczan, tysiącami głosów szeptała nam do ucha...

                                                                                                       
                                                                                                     Stanisław Witkiewicz



Świt nie był zbyt ciekawy. Prawie nie robiłem zdjęć, tylko siedziałem na brzegu i chłonąłem atmosferę. I już miałem wracać do domu gdy na bezchmurnym do tej pory niebie, pojawiły się pierwsze chmury. Potem następne i następne. Gnały z ogromną prędkością choć tu na dole trwała zupełna cisza.

Przypomniał mi się wiersz Leśmiana:

Coś srebrnego dzieje się w chmur dali
Wicher do drzwi puka jakby przyniósł list
Myśmy długo na siebie czekali
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świt?



Po chwili nade mną rozkłębily się niesamowite chmury. Biegałem z aparatem jak opętany, bo sytuacja zmieniała się z każdą minutą.

W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych, 
Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,
Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,
Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale
....

Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze,
Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie
I w pierś moją uderzy - i cały się zaskrzę,
I łące nagle drogę rozwidnię do siebie.  

To znowu Leśmian...


Widowisko trwało może z kwadrans. Potem zwyciężyły chmury. Zakryły słońce na wiele godzin. Wieczorem zaczęło kropić...

















10 czerwca 2015

Małe kumate coś...kuma!




Niedawno opisany kumak (Małe kumate coś i Potwór z Bagien) okazał się być forpocztą kumaczej inwazji. Po kilku dniach na zalanych wodą pobliskich łąkach pojawiły się ich dziesiątki. Jak świat, światem (a przynajmniej odkąd sięgam pamięcią) nie widziałem ich tyle w tym miejscu. Ot, zdarzały pojedyncze sztuki, które z lekkim zdziwieniem i melancholią próbowały się nawoływać.
A dziś... cała okolica rozbrzmiewała ich głosami.

Niestety, wszystkie kumały na zalanych wodą łąkach, gdzieś wśród traw i innych zielsk zasłaniających skutecznie widok. Zauważyłem, że uwielbiają chować się w kępach kaczeńców. Nic nie widać, tylko słychać, że gdzieś tu są...

W końcu udało się mi znaleźć jednego desperata tokującego w nieco bardziej odsłoniętym miejscu. Namówienie go na pozowanie zajęło mi prawie godzinę. Na szczęście spłoszony wracał niemal w to samo miejsce - czyli przed obiektyw. W końcu prawie przestał zwracać na mnie uwagę.


Kumak żeby zakumkać musi się nieźle nadąć. Cały! Nie wystarczy tylko gardziołko... 


... również boczki powiększają się znacznie. Czasem można zaobserwować jak robiąc kilka wdechów kumak pompuje się i nadyma coraz bardziej i bardziej...

... aż do momentu, kiedy bardziej się już nie da. I wtedy właśnie powietrze jest powolutku wypuszczane wraz z pięknym "kuuuuuum".

Przy odrobinie szczęścia można dostrzec dookoła kumaka drgającą od tego dźwięku wodę. Widać to wyraźnie na tym i poprzednim zdjęciu. 


A potem... potem trzeba się znowu nadąć i... tak "w kółko Macieju". Swoją drogą koncert kilkudziesięciu kumaków sprawia niesamowite wrażenie. Zupełnie jakby cały świat falował razem z dźwiękiem.



02 czerwca 2015

Chodzi lisek koło drogi...



Pogoda była paskudna. Zachmurzyło się i zaczął siąpić wkurzający deszczyk. Nie pierwszy i nie ostatni tej chłodnej wiosny. Zastanawiałem się czy nie wracać ale droga była wąska więc jechałem dalej rozglądając się i szukając miejsc, które warto byłoby kiedyś skrzyżować z moim obiektywem. I wtedy na drodze zobaczyłem lisa!
Zahamowałem delikatnie i zapiąłem na aparat dłuższy obiektyw. Zrobiłem kilka zdjęć przez uchylone okno... lis się na mnie patrzył i w ogóle nie zareagował. Otworzyłem więc drzwi i wyszedłem z samochodu.

Lis mnie olał...

Robiąc kolejne zdjęcia zbliżałem się coraz bardziej...

Lis mnie nadal olewał...

W końcu nie zważając na deszcz i kałuże, położyłem się na ziemi w odległości ledwie paru metrów od niego.

Lis nadal mnie olewał...

Migawka aparatu trzaskała raz za razem.

Lis trochę posiedział ze smętną miną, popatrzył na mnie lekko zdziwiony. Potem wstał i zaczął buszować w wysokiej trawie. Nie miałem jak robić zdjęć, bo widziałem tylko poruszające się uszy. W pewnym momencie lis podskoczył lekko i... po chwili zobaczyłem zadowoloną choć mokrą mordę z nornikiem w zębach.

Kurczę no...

I nadal kompletnie mnie olewał.

Nie tylko on... deszcz również... coraz bardziej...





Przy takiej pogodzie można tylko siedzieć i wyglądać jak ostatnie nieszczęście.

Chyba, że głód zmusi do działania.

Wtedy trzeba się ruszyć i trochę rozejrzeć....

Dzięcioła pewnie nie upoluję...

Więc popatrzmy czy nie ma czegoś na ziemi. Jeden celny sus w trawy i...

... obiad złapany! I choć deszcz futro moczy to...

...czasem trzeba się zatrzymać bo... takie jest życie.




A przy okazji zobaczcie też koniecznie kogo spotkał na swej drodze Krzyś i jego Miś Detektyw:







28 maja 2015

Opowieść o starych drzewach - Dąb Powstańców




Na terenie Poleskiego Parku Narodowego w czasie Powstania Styczniowego założono polskie obozowisko. Okolica nadawała się do tego idealnie. Niedostępne bagna skutecznie utrudniały jakąkolwiek akcję rosyjskim wojskom. Obóz funkcjonował prawie rok - od czerwca 1863 do marca 1864 roku czyli niemal do klęski Powstania. Potrafił liczyć nawet do tysiąca mieszkańców. Do dziś można znaleźć w lesie jego ślady. Prawdopodobnie razem z innymi powstańcami przebywał tu młodziutki, szesnastoletni wówczas Aleksander Głowacki, który zasłynął po latach jako Bolesław Prus. We wrześniu 1863 roku został ranny w potyczce i dostał się do niewoli.

Przez miejsce dawnego obozu poprowadzona jest dziś ścieżka przyrodnicza "Obóz powstańczy" zaczynająca się we wsi Lipniak. Przy szlaku znajduje się wiekowy dąb nazywany "Dębem Powstańców". Związana jest z nim opowieść, która przetrwała ponad dwieście lat. Tak opisywał to w swoim pamiętniku jeden z powstańców - porucznik Jan Nałęcz Roztworowski:

"Podczas naszego pobytu na Lipniaku podsuwały się niejednokrotnie ku nam podjazdy nieprzyjacielskie, mianowicie kozackie. Na drodze z Lipniaka do Bud Wytyckich stał dąb z konarem, wyciągniętym nad dróżką, w miejscu gdzie ona skręcała się raptownie, konar był tak nisko, że jeździec musiał się dobrze schylić, aby pod nim przejechać. Oddział kozaków chcąc wybadać, co robimy, podsunął się dróżką i natknął na naszą Pikietę, która dała ognia. Paru kozaków puściło się za nią, a jeden z nich padł na miejscu z roztrzaskaną o ten konar głową".

Dziś droga biegnie chyba inaczej, bo nie ma niespodziewanego zakrętu i gałęzi. Chociaż jakiś potężny konar próchnieje na ziemi. Kto wie?
Tylko legenda została...
I drzewo... niemy świadek historii...










Niedawno szukając różnych potrzebnych mi do pracy materiałów, znalazłem informację o najstarszym drzewie w Polsce. To cis rosnący w Henrykowie Lubańskim na Dolnym Śląsku. Wiek jego szacowany jest na niecałe 1300 lat! To znaczy, że gdy Mieszko zwany później pierwszym rządził sobie w najlepsze, drzewo już nie było młode, miało dobrze ponad 200 lat!




24 maja 2015

Małe kumate coś...




Tuż pod domem, w kałuży powstałej po ostatnich deszczach na drodze, pojawił się niespodziewanie kumak. Siedział w płytkiej wodzie i patrzył z wielką powagą.
Nachylając się nad nim usłyszałem jakby cichy śpiew:

Co ty tutaj robisz?
I co ja robię tu... co ty tutaj robisz?
Dwanaście ciężkich szczerozłotych koron moją głowę zdobi.
Jest tyle różnych dróg, co ty tutaj robisz?

- Ach, czasem udawało się mi uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy już przed śniadaniem - pomyślałem... i przestałem się dziwić.

Ponieważ jak to mawiają "chłop żywemu nie przepuści", toteż kumakowi nie darowałem. Poszedłem do domu po aparat, bezczelnie korzystając z okazji, że kałuża była mała i nie było gdzie uciekać, zrobiłem serię zdjęć. 

I wtedy jakbym usłyszał coś znowu...

Już każdy powiedział to co wiedział,
Trzy razy wysłuchał dobrze mnie.
Wszyscy zgadzają się ze sobą,
A będzie nadal tak jak jest.

Robiłem więc zdjęcia dalej nie przejmując się niczym...

... i podziwiając źrenice w kształcie serduszek...

... oraz brzuszek w czerwone palmy, które czasem dawało się zauważyć. 

Brzuszek ten służy kumakowi do odstraszania. Jaskrawy kolor podobnie jak w przypadku biedronek czy salamander oznacza "uważaj - jestem trujący albo przynajmniej niesmaczny".

Kumaki to co prawda nie żaby, jak powszechnie się uważa ale ropuszki czyli przedstawiciele rodziny ropuszkowatych. I są to jedyne nasze płazy, które "kumkają" przeciągłym "kuuuuuum" mniej więcej tak jak żabki w bajkach. Wszystkie pozostałe rechoczą, gulgoczą, terkoczą czy też wydają inne dźwięki, raczej do kumkania niepodobne.








20 maja 2015

Się dokonało...




Pewnego dnia gdzieś w mrokach przedświtu, w zaprzyjaźnionym tabunie koników coś się zaczęło dziać. Jakieś poruszenie... słychać było ciche rżenie, parskania, krótki tętent. Nad ranem wszystko się wyjaśniło...




Uwaga... już jestem. Ale może jeszcze mnie nikt nie zauważył...

Stoję! Stoję! Dobrze, że mam cztery nogi, może jakoś ustoję...

Mamo, mamo... w tej trawie coś się poruszyło, daj się schować!
Nie ma to jak pod opieką mamy i cioci...

Co tam mama ciągle szuka w tej trawie... nic tu nie ma?

Nie ma to jak móc wszystko dobrze olać... 







15 maja 2015

Kaczeńcowe dzieci





...
Ty, który kaczeńce 
wymyśliłeś dla nas
A żaby nauczyłeś
Nocnego kumkania
...

Adam Ziemianin "Modlitwa mojego wieku"















Kochajcie czasem poetę
On jest rybim okiem
Śladem po locie motyla
I wężową łuską między ziołami

Gdy zechce - ognisko rozpali
Na środku pokoju
I firanki z ogniem tańczą
W porywach miłości

Najczęściej jednak bywa
Pasażerem smutnego tramwaju
I bez biletu - nawet ulgowego
Patrzy ludziom w oczy
...

Adam Ziemianin "Jest rybim okiem"