11 sierpnia 2026

Zapiski z drogi - Organy niebo tnące...






„Wyobraźnię i fantazję należy trenować. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Żaden artysta nie znajduje tylko w samym sobie dość energii twórczej i musi być podłączony do akumulatora – tak nazwałem Związek, z tym, co potrafimy dostrzec w zasięgu ręki, wzroku, na codziennej drodze. Dostrzec urodę samotnego drzewa – usłyszeć przejmującą ciszę kamienia. Umieć szczerze zdziwić się różnorodnością form, jakie demonstruje materia wody, i tajemniczym racjonalizmem dostrzeżonym w strukturze kryształu”.

 

Władysław Hasior





W 1966 roku na przełęczy Snozka niedaleko Czorsztyna stanął nietypowy pomnik, nazywany często "Organami Hasiora". Kilkunastometrowa konstrukcja o wielkich stalowych zębach skierowanych prosto w niebo. 

Podobno miały grać... ale nie grały. Muzyka miała być wspaniała. Jak ktoś napisał miała być w niej siła ziemi, trwałość gór, szum deszczu i lament po tych co odeszli. 
Podobno zaginęły piszczałki, które miały być zamocowane gdzieś na górze. Dlaczego nie zamówiono kolejnych? 
Podobno wzywano również znawców instrumentów dętych. Chodzili, oglądali, analizowali, robili jakieś badania... 
Jeden z nich podsumował. "To lipa z tymi piszczałkami. Organy powinny grać same, powietrze miało wpadać między te zęby, rozdzielać się, rozrywać, przyśpieszać - to wtedy powstaje dźwięk. Jak w obluzowanych gontach starego kościoła. Niby gdzie oni chcieli te piszczałki zamontować? To miało grać samo z siebie."

Tajemnicę milczenia Organów zabrał Hasior ze sobą...

Sam pomnik też budził kontrowersje. Do 2010 roku widniał na nim napis, poświęcający go poległym w walce o utrwalanie władzy ludowej na Podhalu. Niektórzy historycy twierdzą, że autor do końca nie wiedział, że taki napis pojawi się na pomniku. Inni znowu powtarzają, że jak się dowiedział, to zrobił tak, że organy nigdy nie zagrały. Będziecie mieli ten pomnik ale on nie zaśpiewa nigdy - miał powiedzieć. Chciał żeby pomnik poświęcony był wszystkim poległym i w czasie wojny i po niej. A może samą formą artysta dał znać o swoich przekonaniach? Te wielkie stalowe zęby czy szpony jakby rozdzierające świat? 

I dlaczego artysta uznany na świecie, porównywany do Rauschenberga czy Warhola i znany z swojej niezależności, indywidualista prowokator, który nigdy nie był dworakiem peerelowskiej władzy, dostał to zlecenie? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Świadków coraz mniej, z wiarygodnością też coraz gorzej... 

Po upadku komunistycznych władz, trwały długie dyskusje o dalszych losach pomnika. Niektórzy chcieli go usunąć w ramach dekomunizacji. On rdzewiał...
Przeciwko usunięciu pomnika protestowali nie tylko artyści ale też okoliczni mieszkańcy dla których Organy stały się kultowym elementem krajobrazu a nie deklaracją polityczną. Argumentowano też, że niszczenie dzieła światowej sławy artysty, byłoby najzwyklejszym wandalizmem.  W końcu zrobiono remont, usunięto felerny napis. Być może Organy wróciły do takiej formy, jaka była w zamyśle autora. 


Zastanawiałem się jak ten pomnik sfotografować. Chodziłem dookoła i przymierzałem się z różnych stron. Ale kiedy oglądałem go własnymi oczami - pomnik robił wrażenie. Zaś zamknięty w kadrze aparatu - wyglądał zwyczajnie do obrzydliwości. W końcu zdesperowany i zniechęcony usiadłem pod nim i wpatrzyłem się w niebo. Może przyjechać tu o świcie, może o zachodzie słońca? A gdyby się trafiły jakieś burzowe chmury? Tylko, że od miesiąca nie spadła nawet kropla deszczu.
Kurczę... 

I wtedy, gdy tak z bliska przyglądałem się wielkim stalowym zębom, przyszedł mi do głowy zupełnie inny pomysł. Nie da się zrobić nic ciekawego z daleka, to zróbmy to z bliska! Założyłem na aparat obiektyw typu rybie oko i wszedłem pod pomnik. Monstrualne zęby w zakrzywionej przestrzeni oddały wreszcie moje emocje... 
Czasami trzeba po prosu usiąść i pozwolić swobodnie płynąć myślom.