Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galanthus nivalis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galanthus nivalis. Pokaż wszystkie posty

26 lutego 2017

Przebiły się




Po kilku ciepłych, niemal wiosennych dniach, nagle spadło kilka centymetrów śniegu. To mnie skłoniło do sprawdzenia co się dzieje w pobliskim lesie. Tym bardziej, że zza chmur zaczęło błyskać słońce. Odkąd pamiętam rosły tam wiosną dzikie przebiśniegi. Koniec lutego to trochę wczesna pora. Ale może? Poszliśmy zatem całą rodziną szukać, może jeszcze nie wiosny, ale przedwiośnia.
Zaczęło się ciekawie. Na starej gruszy pod domem po raz pierwszy w tym roku siedziało kilka szpaków. I nawet jakby próbowały trochę śpiewać. Jeden nawet mnie bezczelnie nabrał. Przez chwilę zaintonował piosenkę kosa. Dopiero po kilku sekundach, mając już brwi wysoko podniesione, zorientowałem się, iż jestem robiony w konia. Potem nad łąkami przeleciało kilka skowronków. Nie śpiewały jeszcze ale poćwierkiwały coś w skowrończym języku.
Mimo słońca było chłodno. Przenikliwy wiatr wciskał się pod kurtki.
Kiedy doszliśmy na miejsce, przeleciało nad nami kilka żurawi. Z trąbieniem, o którym mój przyjaciel mówił, że to jakby ktoś otwierał drzwi do nieba.

Krzyś nie wytrzymał i pobiegł przodem. Chciał być pierwszy.

- Chyba nie ma - krzyczy z daleka.

Szkoda. Choć pora na nie trochę wczesna. Jeszcze kilka dni temu wszystko zmarznięte było na kość.

- Są!! Są!! Maleńkie wychodzą spod śniegu - krzyczy nagle podekscytowany - i tu i tam! Pokazuje swoją łapką.

Faktycznie masa zielonych, może centymetrowych dzióbków wystaje spod śniegu. Miejscami widać nawet pąki kwiatowe. A w kilku miejscach były już prawie rozwinięte kwiaty.

Rzuciłem się do fotografowania. Przebiśniegów w śniegu nie widziałem już kilka lat. Zimy były jakieś takie niezimowe.

Wróciłem do domu zmarznięty i przemoczony. Godzina leżenia na mokrym śniegu nie wyszła moim ubraniom na dobre. Szczęściem do domu było blisko. Ledwie kilkaset metrów.
















22 lutego 2015

Latosie... czyli wiosnobranie




W zeszłym tygodniu spotkałem nad Wisłą skowronki i gęsi... dziś korzystając z pięknego porannego słońca postanowiłem zajrzeć do zaprzyjaźnionych leśnych przebiśniegów. Gdyby były to... no właśnie. Rok temu pojawiły się w pierwszym tygodniu marca.

I ku mojemu zaskoczeniu...  były! Co prawda nie do końca przebiśniegi a przebiliście i kilka przebimchów ale niektóre miały nawet niemal rozwinięte kwiaty. Więc tydzień temu zapewne też mógłbym je już sfotografować. W połowie lutego!

W lesie śpiewały sikory i kowaliki. Czasem przeleciało stadko gęsi, bębniły dzięcioły a słońce grzejące plecy rozleniwiało zupełnie...

Czyżby więc już...?

Powoli...?

Nadciągała...?



















14 marca 2014

Wylazły całkiem...




Jednostronna znajomość między mną a wami
rozwija się nienajgorzej

Wiem, co to listek, co płatek, kłos, szyszka, łodyga, 
i co się z wami dzieje w kwietniu, a co w grudniu

Chociaż moja ciekawość jest bez wzajemności,
nad niektórymi schylam się specjalnie, 
a ku niektórym z was zadzieram głowę.

Wisława Szymborska  "Milczenie roślin"


















18 lutego 2014

Wylazły...




Środek lutego, sobota rano... wybrałem się do pobliskiego lasu. Chciałem odwiedzić zaprzyjaźnione przebiśniegi i sprawdzić jak się czują rosnące nieopodal wawrzynki.
Doszedłem na miejsce, rozejrzałem się... no i... nic jeszcze nie ma. Już chciałem się zawinąć i ruszać dalej, gdy dostrzegłem coś maleńkiego, zielonego... Nachyliłem się i... jest! Paskudztwo jedno... a obok drugie, trzecie... Nie ma nawet centymetra wysokości ale wyłazi z ziemi... Kilka sztuk nawet przebijało się przez resztki śniegu! Jakby nie miały co robić.

Wawrzynki na szczęście jeszcze nie zakwitły. Dopiero są nabrzmiałe pąki.

Dzień później usłyszałem pierwsze skowronki. Pięć sztuk przeleciało nad moją głową, poćwierkując sobie po swojemu. Znad pobliskich stawów dobiegały głosy żurawi. Kilka razy pojawiły się też gęsi.
W lesie podśpiewywały sikorki i jakieś inne kowaliki.

Czyżby na razie koniec z zimowymi zdjęciami? Nawet się nie nacieszyłem zimą... Kiedyś to bywało tak (link) i to w najlepszym razie na początku marca.



















18 marca 2012

Wieczorem w lesie...

Wybrałem się do lasu, sprawdzić jak się miewają zaprzyjaźnione przebiśniegi. Wokoło śpiewały sikory i drozdy. Dzięcioły bębniły w najlepsze. Czasem jakiś kowalik przemknął po pniu. Gdzieś w oddali trąbiły żurawie. Po raz pierwszy w tym roku usłyszałem też grzywacze.
A przebiśniegi... rosły sobie w najlepsze. Drżąc czasem z przejęcia, że już ciepło i wiosennie...










08 marca 2012

Coś drgnęło...

Jeszcze niedawno zimno było jak (nie obrażając psów) w psiarni...  Do tego wiatr wywiewający resztki ciepła nawet spod wiatroszczelnego ubrania. Włóczenie się po lesie czy nad Wisłą nie przyniosło praktycznie żadnych zdjęć.

Za to teraz... powoli ... coś... zaczyna się dziać...

Kilka dni temu słyszałem skowronki. Latały sobie nad łąkami i poćwierkiwały nieśmiało. Przy starych wierzbach zaczęły skwierczeć pierwsze szpaki. No i zaczęły podśpiewywać trznadle. Na razie bardzo cicho i niepewnie, jakby zaskoczone, że po zimie odzyskały głos. Za to bogatki dzwonią zawzięcie i prężą swoje żółte brzuszki. Wydawało mi się też, że słyszałem w lesie jakiegoś drozda... Pojawiły się gęsi latające wzdłuż Wisły sporymi kluczami. Czasem się trafi jakieś stado łabędzi...  Śmieszki zaczęły prezentować godowe ubarwienie i chwalić się swoimi czekoladowymi łepkami.





Odwiedziny u zaprzyjaźnionych leśnych przebiśniegów stały się moją wiosenną tradycją. Z czystym sumieniem mogę  napisać - zaprzyjaźnionych - bo odwiedzam je corocznie od kilkunastu lat. W tym roku co prawda zamiast przebiśniegów zobaczyłem przebiliście... Dwa czy trzy nawet próbowały kwitnąć, co jest sporym osiągnięciem. Kilka dni wcześniej nie było ich wcale...  

Niedaleko w leszczynowym zagajniku też coś się zmieniło. Na szczytach krzewów wszystkie kwiaty były już rozwinięte i żółte. Nie mogłem ich sfotografować bo musiałbym umieć latać... albo wjechać do lasu ciężarówką z podnośnikiem. Na dole, gdzie chłodniej, kwiaty dopiero zaczynały pękać. Ale jeszcze kilka ciepłych dni i wiosna zejdzie niżej.  

Wawrzynki latoś nie obrodziły. Zresztą  od kilku lat coraz mizerniej wyglądają. Coś przestała im moja okolica pasować. Z kilkunastu stanowisk dziś zostało ledwie kilka. I to tych najbardziej rachitycznych. Może zmiana stosunków wodnych po wybudowaniu w pobliżu stawów retencyjnych im zaszkodziła? Nie wiem? Ale to była jedyna większa środowiskowa zmiana w okolicy... A może coś innego czego ułomnymi ludzkimi zmysłami nie jesteśmy w stanie zauważyć.

Wierzby na zacisznej i nasłonecznionej polanie  już wybuchły  kotkami.  Od lat wiem, że jeśli chcę nacieszyć oczy wiosennymi baziami to najpierw trzeba pójść właśnie tam i jak zwykle się nie zawiodłem...   Z oddali wszystko błyszczało jakby ktoś obsypał gałęzie brokatem.


04 grudnia 2011

Przebiśnieg i zawilec w jednym stali domu...

Mógłbym napisać za Sienkiewiczem "dziwna była wiosna tego roku"...  śnieg spadł w maju, słońce czasem prażyło jak latem. Pierwsze bociany przyleciały w czasie śnieżycy (przynajmniej w moich okolicach). Przebiśniegi pojawiły się wyjątkowo wcześnie i kwitły bardzo długo... Tak długo, że spotkały się nos w nos... przepraszam... kwiat w kwiat z zawilcami, choć jak powiedział mój kolega "to przecież się praktycznie wyklucza".
I jeszcze po drodze spadł śnieg więc miałem po raz pierwszy w życiu okazję oglądać przebijające śnieg... zawilce.






27 maja 2011

Z życia przebiśniegów.

Przebiśniegi w tym roku dopisały. Już 28 lutego w zaprzyjaźnionym lesie było ich pełno. Więc musiały się obudzić z tydzień wcześniej...