Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
12 marca 2017
Wisła sprzed lat...
Przeszukując czeluście stojących na biurku twardych dysków, znalazłem zapomniane zdjęcia znad Wisły. Zrobiłem je dokładnie 7 lat temu, na początku marca 2010 roku. Poziom wody był wtedy podwyższony, podobnie jak w tym roku jeszcze tydzień temu. Tylko zamiast wiosny mieliśmy zimę w pełni. Chodź sądząc z tego, że brak jest na zdjęciach nawet odrobiny kry, siarczystego mrozu raczej nie było.
Oto Dolina Środkowej Wisły siedem lat temu w czasie marcowej śnieżycy. Bo przecież w marcu powinno być jak w garncu.
25 stycznia 2016
Przypomniała sobie...
Zima jakby sobie o nas przypomniała. Po bodaj dwóch latach przerwy, mogę znowu robić zdjęcia zamarzającej rzeki i Mazowsza w zimowej szacie. Początek stycznie przyniósł kilkunastostopniowe mrozy i opady śniegu. Którejś nocy padający biały puch oblepił gałęzie. Wybrałem się więc zobaczyć co tam słychać nad Wisłą.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| Zima to szczególnie trudny czas dla zwierząt. Bobry nie są wyjątkiem. Dokąd sięgnęły zęby, wszystko zostało objedzone. |
![]() |
| Dawno już nie miałem okazji podziwiać takich widoków. |
![]() |
| Nadbrzeżne zarośla łęgowe wyglądały... |
![]() |
| ... jak z innego świata. Poczułem się jakbym przeszedł przez szafę. |
![]() |
| Zauroczony chłonąłem baśniowy krajobraz. |
![]() |
| Po południu śnieg niestety zaczął się obsypywać. Następnego dnia było nadal zimowo ale już nie tak niezwykle. |
18 kwietnia 2014
Zamroziło i zawiało...
Dziwna była zima tego roku, mógłbym napisać niczym Heniek Sienkiewicz. Zanim na dobre się zaczęła, to już się skończyła. Trwała może wszystkiego ze dwa tygodnie. Ale za to mróz dochodził do dwudziestu stopni i wiatr też sobie nie żałował. Przewiewał śnieg z miejsca na miejsce, odsłaniał ziemię i kurzył ile się dało. Mimo, że śniegu było niemało, potrafił ogołocić całe hektary pól zaś przy każdej kępie drzew czy nierówności terenu potworzyć metrowe zaspy przekładane nawianym z pól pyłem.
Tak więc tej zimy śnieg... raczej nie był... biały...
11 kwietnia 2014
Sypnęło i na... cerkiewki
Śnieg sypał. Czasem mniejszy, czasem większy... Po zrobieniu całe jserii zdjęć zawiei w lesie i kilkukrotnym czyszczeniu obiektywu, zacząłem się zastanawiać, co zrobić z tak pięknie zaczętym dniem. I wtedy przyszło mi do głowy, że bieszczadzkie cerkiewki mogą w tym śniegu dobrze wyglądać. Ruszyłem więc ich szlakiem. Pogoda okazała się... bieszczadzka. Raz sypał śnieg, tak że nie było niemal nic widać a raz lał deszcz. Mimo kilku prób nie udało się mi sfotografować cerkiewki w Równi. Podjeżdżałem tam chyba ze 3 razy i za każdym razem lało. Mimo, że kilka kilometrów wcześniej - w Hoszowczyku padał słuszny śnieg. W Smolniku czekałem chyba z pół godziny. W końcu, zniechęcony ciapiącym deszczykiem, ruszyłem i wtedy zaczęła się śnieżyca. Wracałem kilkaset metrów na wstecznym biegu, bo nie było jak zawrócić. A bałem się, że śnieg jak się zaczął, tak i zaraz może się skończyć. Miałem zresztą rację... ale zdążyłem.
![]() |
| Hoszowczyk |
![]() |
| Smolnik |
![]() |
| Smolnik |
![]() |
| Smolnik |
![]() |
| Żłobek |
02 kwietnia 2014
Sypnęło jak...
W połowie marca pojechałem na niemal trzy dni w Bieszczady.
Na nizinach było przedwiośnie... znaczy marzec. Przebiśniegi i leszczyny zaczynały kwitnąć.
Po drodze się zaczęło, dogoniła mnie wichura, która wyłączyła prąd w kilkudziesięciu tysiącach domów w Polsce. Widok pędzącego falami i padającego niemal poziomo deszczu był niezapomniany. Do tej pory widziałem coś takiego tylko w filmach.
Gdzieś w połowie drogi, gdy przejeżdżałem przez las, musiałem dać gaz do dechy. W dach i szybę zaczęły walić jakieś gałęzie. Chciałem jak najszybciej wyjechać na otwartą przestrzeń. Przyłapałem się nawet na myśli, że na szczęście tym razem jadę sam a rodzina siedzi bezpiecznie w domowym zaciszu. Szczęśliwie skończyło się na hałasie. Samochód wytrzymał atak drzew.
Dojechałem na miejsce w najbardziej obrzydliwą jesienną pogodę. Pochmurny listopad z meczącą mżawką i przejmującym wilgotnym zimnem.
Obudziłem się następnego dnia i za oknem zobaczyłem... zimę. Wszystko zabielone i sypiący gęsty śnieg. Ruszyłem więc, myśląc co by tu sfotografować. Śniegu napadało tyle, że po południu zacząłem się poważnie zastanawiać czy zabrałem ze sobą łańcuchy. Czy też z racji na wiosnę już je wyjąłem z bagażnika. Mniejsze i lżejsze samochody zaczęły już mieć problemy.
Do wieczora napadało miejscami kilkanaście centymetrów śniegu.
W nocy pogoda zmieniła się znowu. Powrócił obrzydliwy listopad. Rano rozpuściła się reszta śniegu. Potem zaczęło padać... potem zaczęło padać bardziej... Na Mazowsze wracałem w ulewnym deszczu.
Dwa dni później pogoda znowu się zmieniła. Zaczęło się piękne, słoneczne przedwiośnie.
PS. Kiedy myślałem nad tytułem przypomniała się mi pierwsza scena z filmu Tomasza Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza "Ciało". Kto widział, ten wie co co chodzi...
04 grudnia 2011
Przebiśnieg i zawilec w jednym stali domu...
Mógłbym napisać za Sienkiewiczem "dziwna była wiosna tego roku"... śnieg spadł w maju, słońce czasem prażyło jak latem. Pierwsze bociany przyleciały w czasie śnieżycy (przynajmniej w moich okolicach). Przebiśniegi pojawiły się wyjątkowo wcześnie i kwitły bardzo długo... Tak długo, że spotkały się nos w nos... przepraszam... kwiat w kwiat z zawilcami, choć jak powiedział mój kolega "to przecież się praktycznie wyklucza".
I jeszcze po drodze spadł śnieg więc miałem po raz pierwszy w życiu okazję oglądać przebijające śnieg... zawilce.
I jeszcze po drodze spadł śnieg więc miałem po raz pierwszy w życiu okazję oglądać przebijające śnieg... zawilce.
10 lipca 2011
Majowy Poranek...
4 maja 2011. Wiosna w pełni. Drzewa już z całkiem rozwiniętymi liśćmi, na łąkach trawy do pół łydki. Kaczeńce prawie przekwitły. Po zawilcach w lasach już niemal ani śladu.
Obudziłem się jakoś o świcie i postanowiłem wyskoczyć na pobliską kaczeńcową łąkę. Może znajdę jeszcze ładne kwiaty. Jak słońce wzejdzie wyżej będzie zbyt ostre na ich fotografowanie.
Wyjrzałem za okno i w pierwszej chwili nie zrozumiałem co zobaczyłem... wszytko było zasypane śniegiem. Podwórko, dachy, płot... Złapałem aparat i wybiegłem z domu...
Śnieg rozpuszczał się bardzo szybko, już o ósmej nie było po nim ani śladu...
Obudziłem się jakoś o świcie i postanowiłem wyskoczyć na pobliską kaczeńcową łąkę. Może znajdę jeszcze ładne kwiaty. Jak słońce wzejdzie wyżej będzie zbyt ostre na ich fotografowanie.
Wyjrzałem za okno i w pierwszej chwili nie zrozumiałem co zobaczyłem... wszytko było zasypane śniegiem. Podwórko, dachy, płot... Złapałem aparat i wybiegłem z domu...
![]() |
| Kaczeńcowa łąka... jedynie tam gdzie stała woda nie było biało. |
![]() |
| Kaczeńce były zbyt delikatne i śnieg przygniótł je do ziemi |
![]() |
| Wystając spod śniegu kłosy zarodnionośne skrzypu... |
![]() |
| ... widziałem coś takiego po raz pierwszy w życiu. I wcale bym się nie zdziwił gdyby nie po raz ostatni. |
![]() |
| Mniszki lekarskie miały jakby y lekka ogłupiałe miny... |
27 maja 2011
Z życia przebiśniegów.
Przebiśniegi w tym roku dopisały. Już 28 lutego w zaprzyjaźnionym lesie było ich pełno. Więc musiały się obudzić z tydzień wcześniej...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































