Zaczęło się niewinnie. Zatrzymałem się przy niewielkim, położonym tuż przy wiejskiej drodze, stawiku. Kiedyś nawet gnieździła się tam jakaś łyska. Wiosną tokowało trochę rozmaitych żab. Ale nie w jakiś porywających ilościach. W sumie choć stawik jest urokliwy (i tradycyjnie po naszemu zaśmiecony) traktowałem go po macoszemu i omijałem. I teraz pewnie też zrobiłbym podobnie, gdybym kątem oka nie zobaczył lądującego ciemnego ptaka.
- Łyska po latach wróciła - pomyślałem i zjechałem na pobocze.
Oczywiście okazało się, że nie. Prawdopodobnie na chwilę przysiadła nad brzegiem wrona. Ale zobaczyłem w wodzie trochę kijanek. Wróciłem więc do samochodu po sprzęt...
 |
| Zaczęło się niewinnie... |
 |
| ... ale kilka kroków dalej kijanki występowały w ilościach hurtowych! I to nie są nieostre zdjęcia tylko... "ruchome" kijanki. Na tym jedna na środku na dole zdjęcia (taka brzuszkiem do góry) postanowiła się nie ruszać przez ułamek sekundy... |
 |
| Kilka wielkich kłębów kijanek wirowało w jakimś dziwnym tańcu... Po co? Dlaczego? Nie wiem . |
 |
| Kiedy podwinąłem spodnie i wszedłem do wody, część zaczęła krążyć dookoła mnie i skubać w stopy. Taki darmowy peeling. No proszę. A niektórzy muszą za coś takiego (co prawda w wersji rybiej) płacić spore pieniądze! |
Wróciłem do domu i natychmiast zrzuciłem zdjęcia na dysk. Kiedy się okazało, że kijanki poruszały się na tyle szybko, że 1/100 sekundy była zbyt długim dla nich czasem, wróciłem natychmiast nad stawik. Niestety... kijanki pływały już w rozproszeniu. Od wykonania zdjęć minęła zaledwie godzina...