Pędziłem przez mazowieckie laski piaski i karaski... jechałem do Łowicza. Fotografować procesję Bożego Ciała. Niezwykle barwną, kolorową ...
I nagle zobaczyłem obok czerwone pole. Depnąłem po hamulcach i jakimś cudem udało się naleźć miejsce do zaparkowania. Obecnie panuje moda na kopanie głębokich rowów wzdłuż dróg. Pewnie ma to jakiś głębszy sens ale skutecznie uniemożliwia zatrzymanie się, gdy widzę coś ciekawego. No i niewykluczone, że gdyby takie rowy były dziesięć lat temu to już by mnie na świecie nie było. Uciekałem raz przed wariatem wyprzedzającym na zakręcie. Wypadł mi prosto na czołówkę. Zwiałem na pobocze i jakoś udało się mi zapanować nad samochodem. Obecnie często miałbym wybór: czołowe albo rów!!!
Kiedy wysiadłem z samochodu zobaczyłem przed sobą kilka hektarów w czerwieni. Złapałem aparat i pobiegłem w pole...
Niemal się spóźniłem do Łowicza...



