Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chełmoński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chełmoński. Pokaż wszystkie posty

09 stycznia 2019

Wieczne pióra są wszędzie






Wieczne pióra są wszędzie. W czasie konserwacji obrazu "Babie lato" niespodziewanie okazało się, że Chełmoński był nie tylko malarzem, ale także wielkim wizjonerem i jasnowidzem. Oprócz pajęczych nici, nieoczekiwanie znaleziono bowiem na obrazie... wieczne pióro! I to model stworzony dobrze ponad 100 lat później.

Nie ma w tym żadnego braku logiki i niekonsekwencji, albowiem Chełmoński, jak każdy wybitny artysta, potrafił siłą swojego umysłu podróżować w czasie i w przestrzeni. Gdyby nie ta znana dobrze cecha wielkich twórców, Kris Kelvin nie brałby się za bary z cytoplazmatycznym oceanem oraz nie zastanawiał się, co symetriady mają wspólnego z Harey. Pirx nie spotkałby siebie z czwartku, środy i piątku, a tym bardziej nie strzeliłby sam sobie w zęby. A Ender Wiggin nie ganiałby po całej galaktyce swoich podwładnych, by w ostatecznym rachunku spotkać Prosiaczki.
I co najciekawsze i najważniejsze, nie dałoby się pokonać drogi na Kessel w mniej niż 12 parseków czy drogi z Krakowa do Zielonej Góry w mniej niż 300 kilometrów.

Jak więc widać, pióro z XXI wieku i obraz z XIX wieku nie stanowią absolutnie żadnej sprzeczności. Zresztą wiek XXI i XIX różnią się tylko położeniem "I".










Zapraszam przy okazji na blog, prowadzony przez wylegującego się na zdjęciu młodego człowieka:









02 października 2011

Dawno temu gdzieś na Polesiu...

...

dom i dziadkowie
wsparci o siebie na ganku
bez jednego gestu sprzeciwu
spokojnie jak równinna rzeka
spływają z prądem
                  do ujścia
....
                        Józef Baran



Zabłądziłem... jechałem gdzieś przez Polesie z mapą na kolanach i liczyłem skrzyżowania. W rzeczywistym świecie było o jedno więcej niż w papierowym więc skręciłem za wcześnie. Wjechałem w drogę asfaltową, jak na polskie warunki... nawet elegancką. Mającą ewidentnie wiele lat ale... nie istniejącą na mapach. Po kilkunastu kilometrach zorientowałem się, że coś się nie zgadza. Miały być jakieś wsie a tu tylko pola. Postanowiłem jechać dalej, kierunek z grubsza się zgadzał. I nagle trafiłem na wioskę zagubioną wśród pól przy nieistniejącej drodze... i zobaczyłem widok jak z obrazów mistrza Chełmońskiego... Dwa piękne domy pamiętające prawdopodobnie czasy powstania styczniowego a być może i listopadowego...
I zastanawiałem się wielokrotnie czy nie podjechać w to miejsce teraz, zobaczyć jak to wygląda. Ale się boję. Wolę pamiętać jak było. Pewnych miejsc nie należy odwiedzać po latach, bo można się srodze rozczarować...