Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

27 maja 2018

Las, światło i kokoryczki




Na koniec wiosny lasy rozświetliły się kokoryczkmi...



Słońcem byliśmy!
Cieniem jesteśmy!
Słońcem będziemy!
Dziećmi swych dzieci!
                                  da capo senza fine


Edward Stachura - Piosenka, której nie da się przestać śpiewać













26 lutego 2017

Przebiły się




Po kilku ciepłych, niemal wiosennych dniach, nagle spadło kilka centymetrów śniegu. To mnie skłoniło do sprawdzenia co się dzieje w pobliskim lesie. Tym bardziej, że zza chmur zaczęło błyskać słońce. Odkąd pamiętam rosły tam wiosną dzikie przebiśniegi. Koniec lutego to trochę wczesna pora. Ale może? Poszliśmy zatem całą rodziną szukać, może jeszcze nie wiosny, ale przedwiośnia.
Zaczęło się ciekawie. Na starej gruszy pod domem po raz pierwszy w tym roku siedziało kilka szpaków. I nawet jakby próbowały trochę śpiewać. Jeden nawet mnie bezczelnie nabrał. Przez chwilę zaintonował piosenkę kosa. Dopiero po kilku sekundach, mając już brwi wysoko podniesione, zorientowałem się, iż jestem robiony w konia. Potem nad łąkami przeleciało kilka skowronków. Nie śpiewały jeszcze ale poćwierkiwały coś w skowrończym języku.
Mimo słońca było chłodno. Przenikliwy wiatr wciskał się pod kurtki.
Kiedy doszliśmy na miejsce, przeleciało nad nami kilka żurawi. Z trąbieniem, o którym mój przyjaciel mówił, że to jakby ktoś otwierał drzwi do nieba.

Krzyś nie wytrzymał i pobiegł przodem. Chciał być pierwszy.

- Chyba nie ma - krzyczy z daleka.

Szkoda. Choć pora na nie trochę wczesna. Jeszcze kilka dni temu wszystko zmarznięte było na kość.

- Są!! Są!! Maleńkie wychodzą spod śniegu - krzyczy nagle podekscytowany - i tu i tam! Pokazuje swoją łapką.

Faktycznie masa zielonych, może centymetrowych dzióbków wystaje spod śniegu. Miejscami widać nawet pąki kwiatowe. A w kilku miejscach były już prawie rozwinięte kwiaty.

Rzuciłem się do fotografowania. Przebiśniegów w śniegu nie widziałem już kilka lat. Zimy były jakieś takie niezimowe.

Wróciłem do domu zmarznięty i przemoczony. Godzina leżenia na mokrym śniegu nie wyszła moim ubraniom na dobre. Szczęściem do domu było blisko. Ledwie kilkaset metrów.
















02 czerwca 2015

Chodzi lisek koło drogi...



Pogoda była paskudna. Zachmurzyło się i zaczął siąpić wkurzający deszczyk. Nie pierwszy i nie ostatni tej chłodnej wiosny. Zastanawiałem się czy nie wracać ale droga była wąska więc jechałem dalej rozglądając się i szukając miejsc, które warto byłoby kiedyś skrzyżować z moim obiektywem. I wtedy na drodze zobaczyłem lisa!
Zahamowałem delikatnie i zapiąłem na aparat dłuższy obiektyw. Zrobiłem kilka zdjęć przez uchylone okno... lis się na mnie patrzył i w ogóle nie zareagował. Otworzyłem więc drzwi i wyszedłem z samochodu.

Lis mnie olał...

Robiąc kolejne zdjęcia zbliżałem się coraz bardziej...

Lis mnie nadal olewał...

W końcu nie zważając na deszcz i kałuże, położyłem się na ziemi w odległości ledwie paru metrów od niego.

Lis nadal mnie olewał...

Migawka aparatu trzaskała raz za razem.

Lis trochę posiedział ze smętną miną, popatrzył na mnie lekko zdziwiony. Potem wstał i zaczął buszować w wysokiej trawie. Nie miałem jak robić zdjęć, bo widziałem tylko poruszające się uszy. W pewnym momencie lis podskoczył lekko i... po chwili zobaczyłem zadowoloną choć mokrą mordę z nornikiem w zębach.

Kurczę no...

I nadal kompletnie mnie olewał.

Nie tylko on... deszcz również... coraz bardziej...





Przy takiej pogodzie można tylko siedzieć i wyglądać jak ostatnie nieszczęście.

Chyba, że głód zmusi do działania.

Wtedy trzeba się ruszyć i trochę rozejrzeć....

Dzięcioła pewnie nie upoluję...

Więc popatrzmy czy nie ma czegoś na ziemi. Jeden celny sus w trawy i...

... obiad złapany! I choć deszcz futro moczy to...

...czasem trzeba się zatrzymać bo... takie jest życie.




A przy okazji zobaczcie też koniecznie kogo spotkał na swej drodze Krzyś i jego Miś Detektyw:







27 lutego 2015

Konwaliowe światła i cienie...





Źle sprawowałam się wczoraj w kosmosie.
Przeżyłam całą dobę nie pytając o nic,
nie dziwiąc się niczemu.

Wykonywałam czynności codzienne,
jakby to było wszystkim co powinnam.

Wdech, wydech, krok za krokiem, obowiązki,
ale bez myśli sięgającej dalej
niż wyjście z domu i powrót do domu.

Świat mógł być odbierany jako świat szalony
A ja brałam go tylko na zwykły użytek.

                    Wisława Szymborska




Ach czasem udawało mi się uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy już przed śniadaniem...

                    Lewis Carroll - "Po drugiej stronie lustra"


















22 lutego 2015

Latosie... czyli wiosnobranie




W zeszłym tygodniu spotkałem nad Wisłą skowronki i gęsi... dziś korzystając z pięknego porannego słońca postanowiłem zajrzeć do zaprzyjaźnionych leśnych przebiśniegów. Gdyby były to... no właśnie. Rok temu pojawiły się w pierwszym tygodniu marca.

I ku mojemu zaskoczeniu...  były! Co prawda nie do końca przebiśniegi a przebiliście i kilka przebimchów ale niektóre miały nawet niemal rozwinięte kwiaty. Więc tydzień temu zapewne też mógłbym je już sfotografować. W połowie lutego!

W lesie śpiewały sikory i kowaliki. Czasem przeleciało stadko gęsi, bębniły dzięcioły a słońce grzejące plecy rozleniwiało zupełnie...

Czyżby więc już...?

Powoli...?

Nadciągała...?



















27 listopada 2014

Z lasu wylazło...




Nie dość, że wylazło z lasu prosto mi pod obiektyw, to jeszcze bezczelnie zaczęło się oblizywać. A potem odwróciło się do mnie pewną... bardzo istotną częścią ciała i... niespiesznie zniknęło za drzewami. Widząc niektóre miny miałem ochotę powiedzieć:

- w pełni się z tobą zgadzam ale nie rozmawiajmy o polityce...












19 listopada 2014

Wariacje na światło i zawilce




Oto słońce przenika światłem bór daleki,
Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru.
Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru
Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki!

Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie,
Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną,
Zastać na nikłym trwaniu i sprawdzić naocznie
To właśnie, co już drzewa widziały przede mną.

                                         Bolesław Leśmian















29 maja 2014

Gwieżdżą się gwiazdnice po lasach...




 A taka cisza na ten czar pobliski
  Szła z dala jakby wiek mijał za wiekiem,
  Nie czyniąc zmiany nie tykając wcale
  Pilnie ku słońcu roziskrzonych kwiatów
  ...

                              Bolesław Leśmian














09 maja 2014

Ostatki...




Czas zawilców dobiegł już końca. Rozwijające się na drzewach liście zasłaniają światło. Lada moment nawet w słoneczny dzień będzie tu... ciemno. Wszystko co rosło na dnie lasu czekać będzie na kolejną wiosnę.
Utrwaliłem więc ostatnie zawilce .... i zupełnym przypadkiem pierwszego komara. Na szczęście był chyba jeszcze w szoku (poporodowym?) i mnie nie dziabnął. Siedział i kontemplował rzeczywistość.











14 marca 2014

Wylazły całkiem...




Jednostronna znajomość między mną a wami
rozwija się nienajgorzej

Wiem, co to listek, co płatek, kłos, szyszka, łodyga, 
i co się z wami dzieje w kwietniu, a co w grudniu

Chociaż moja ciekawość jest bez wzajemności,
nad niektórymi schylam się specjalnie, 
a ku niektórym z was zadzieram głowę.

Wisława Szymborska  "Milczenie roślin"