Był sobie wulkan. I jak każdy przyzwoity wulkan, wypluwał czasem lawę, dymił, hałasował i złościł się na różne sposoby...
Potem mu przeszło. Na zawsze. Było to... całkiem niedawno - niecałe 300 milionów lat temu czyli w okresie nazywanym przez geologów dolnym permem. Znajdująca się w wulkanicznym kominie magma wystygła i taka już pozostała do dziś.
Wulkan stał się zwyczajną, spokojną górą. Przez miliony lat wędrowała ona razem z kontynentami i powoli dalej zmieniała swoje oblicze. Bezwzględne procesy erozyjne nadgryzały ją coraz bardziej. Aż w końcu z dawnego wulkanu zostało tylko wnętrze - najtwardsza zastygnięta magma wypełniająca dawny komin, samo wulkaniczne serce, można by rzec. Cała reszta zniknęła, zdmuchnięta wiatrem historii... przepraszam - wiatrem geologii. Ze sporego wulkanu ostała się dziś niewielka góra, trochę ponad 350 metrów nad poziom morza. Stoi sobie niedaleko Jeleniej Góry, jakieś dwa rzuty beretem.
Porosła sobie lasem i tylko wystające tu i ówdzie na szczycie skały, przypominające jakby gigantyczne kredki czy ołówki, sugerują, że w głębi może być coś... coś ciekawego.
![]() |
| W XIX wieku powstał tu kamieniołom i rozpoczęto eksploatację skał tworzących dawne wnętrze wulkanu. Po prawie 300 milionach lat, zakrzepnięta magma ujrzała światło dzienne. |
![]() |
| I odsłoniły się wtedy niezwykłe struktury. Stygnące skały utworzyły wielokątne słupy. Czerwonawe od zawartości związków żelaza i spękane w regularny sposób. |
![]() |
| Może więc tajemnice góry nadal czekają na swojego odkrywcę? |
Inne podobne opowieści można znaleźć w mojej książce "Symbole Polskiej Przyrody". Oczywiście w trochę skróconej wersji, inaczej książka miałaby 4 tomy i... cenę trudną do zaakceptowania.


























































