18 października 2013

Aranea Airlines...



Co zrobić kiedy jest się małym pajączkiem z krótkimi łapkami a świat jest znacznie większy niż rodzinne chaszczowisko na łące. Sposób okazuje się banalnie prosty. Trzeba w wietrzny dzień wejść najwyżej jak się da i zacząć snuć nitkę pajęczyny... pajęczyny babiego lata. Gdy nić będzie wystarczająco długa, wiatr ją uniesie...  i przy okazji pajączka na jej końcu. Taki sposób na podróżowanie może być całkiem skuteczny. Wiatr potrafi nieść pajączki nawet kilkaset kilometrów. I co prawda większość babiego lata wędruje dość nisko nad ziemią, jednak niekiedy znajdowano je nawet na wysokości  półtora kilometra. Wyobrażacie sobie... leci taki Drimlajner, z którego dziś akurat nic nie odpadło ani nic się nie zepsuło a obok na swej nici babiego lata podróżuje mały pajączek!
Co ciekawe jest to sposób wędrowania nie jednego ale wielu gatunków pająków. Nawet niekoniecznie blisko spokrewnionych.

Babie lato fotografowałem już kilkukrotnie z różnym skutkiem. Ale czegoś takiego nie widziałem jeszcze nigdy. Wracałem właśnie ze Sławatycz, kiedy żona zajmująca miejsce pasażera i mająca więcej czasu na rozglądanie się dookoła krzyczy:

- Stój! Babie lato na łące!
- Eeee tam... już mam zdjęcia.
- Ale tu jest go dużo, cała łąka zasłana.

Po krótkich negocjacjach zawracamy. W ciągu tej minuty czy dwóch przejechaliśmy wszak ponad kilometr. Rozglądamy się uważnie. Tu i tam jest trochę pajęczyny, ale nic nadzwyczajnego. Dojeżdżamy do rzeczonej łąki... o faktycznie... wszystko białe! Jedna, jedyna łąka w okolicy zasnuta wprost nieprawdopodobnie. Dlaczego akurat tylko ta? Nie wiem. Wychodzę i robię kilka zdjęć. Mimo, iż staram się uważać i omijać co większe skupienia pajęczyny, po paru krokach mam buty i spodnie całe białe. Niestety pogoda jest fatalna. Szaro, buro i ponuro. Zdjęcia wychodzą płasko i nieciekawie. Zastanawiam się co robić. Dokładne oględziny nieba skutkują krótką decyzją. Zostajemy i czekamy.

Po chyba trzech godzinach, tuż przed zachodem słońca, trafia się wreszcie we właściwym miejscu małe okienko w chmurach. Biegam po polu i robię zdjęcia jak szalony, bo niskie słońce szybko chowa się za lasem. Wszystko trwa może kwadrans.
Wraz z ostatnimi błyskami światła wracam do samochodu. Ruszamy dalej. Wkrótce robi się ciemno i zaczyna padać deszcz.

Według staropolskich legend, babie lato to rzucona na ziemię przędza z wrzeciona Matki Boskiej. Miała przypominać gospodyniom o czasie przędzenia i potrzebie okrycia biednych na zimę. Kiedyś nie tylko w chłopskich zagrodach ale nieraz i we dworach w długie jesienne i zimowe wieczory materiał na ubrania robiono samemu.














08 października 2013

Popatrz koniu w oczko...




Oczy konia są zwierciadłem jego duszy, studnią bez dna...

                                                            zasłyszane gdzieś 










28 września 2013

Korony w chmurach




Pieniny - piękne góry do których nie mam szczęścia. W jednym roku padła mi karta pamięci i kilkaset zdjęć przeminęło z wiatrem. Nawet specom zajmującym się odzyskiwaniem danych, nie udało się nic uratować. Dobrze, że karta miała wieczystą gwarancję. Wymienili mi w serwisie od ręki, mimo że przyniosłem ją rozprutą przez odzyskiwaczy.
W kolejnym roku, przez trzy tygodnie pobytu pod Trzema Koronami, miałem w sumie trzy pogodne dni. Przez ile dni lało tak, że mogłem jedynie siedzieć lub leżeć i czytać, nawet już nie wspomnę.
Te zdjęcia powstały, gdy  rozeszły się na chwilę chmury i wybrałem się o świcie na słowacką stronę. Pół godziny po zrobieniu ostatniego, zachmurzyło się znowu. Gdy wróciłem do Polski zaczęło mżyć. Znaczy wszystko wróciło do normy.
Na razie nie wybieram się w Pieniny. Poczekam trochę. Nie chcę zapeszać...

















27 września 2013

Fukam, pływam... pełen serwis




Jeże pływają niechętnie ale jeśli zajdzie taka konieczność, to wówczas radzą sobie całkiem dobrze. Widziałem coś takiego zaledwie dwa razy w życiu. I tym razem udało się mi uchwycić to niecodzienne zjawisko. Kilkanaście lat temu nie nadążyłem z ręcznym ustawieniem ostrości. Bo wbrew pozorom płynący jeż rozwija niezłą prędkość.
















06 września 2013

Wróciła?




Kiedyś miałem oswojoną ropuchę. Zjawiła się pewnego wieczora i została. Mieszkała gdzieś pod schodami i co noc wychodziła na wycieraczkę, by w świetle lampy polować na różne kręcące się dokoła robale. Oswoiła się do tego stopnia, że w ogóle nie zwracała uwagi na przechodzących ludzi. A że postanowiła przebywać w dość strategicznym miejscu, co chwila ktoś ją omijał. Musieliśmy po prostu wieczorami zrezygnować z używania wycieraczki i nauczyć się przy wchodzeniu czy wychodzeniu z domu stawiać hmmm... ponadnormatywne kroki. Jedynie psy były odporne na naukę. Potrącana przez nie ropucha przyglądała się wtedy z oburzeniem i pogardą.

Przez krótki czas na wycieraczce polowały dwie ropuchy. Mała i duża. Ale trwało to krótko. Została większa. Taka mniej więcej wielkości mojej dłoni.

Po jakiś dwóch latach zniknęła. Nie wiadomo co się z nią stało. Czy ją ktoś zjadł? Czy też znalazła lepszy punkt żywieniowy? Czy też nastąpił naturalny kres jej żywota? Z racji na wielkość musiała mieć dobrych parę lat. Przez chyba trzy lata z powodu braku ropuchy owady pod lampą mogły harcować do woli.

Aż tu nagle, kilka dni temu otworzyłem drzwi i stanąłem oko w oko z łypiącą na mnie ropuchą. Ta sama? Chyba raczej nie. A może jednak?
W każdym razie, trzepoczące co noc w świetle lampy ćmy, przestały być bezpieczne.











29 sierpnia 2013

Wariacje na Młodego i aparat...





Najgorzej to mieć ojca fotografa. Zamiast zaklinać konie i gadać z jeżami, muszę ciągle pozować do różnych dziwnych zdjęć. Życie jest niesprawiedliwe...  




Jurko Bohun

Grisza Melechow

Władzio Łokietek

Giermek Łokietka

Jarema





22 sierpnia 2013

Zabawy Zeusa...



...
chmury pękały czarne
coraz czarniejsze
jakby koni frygijskich groźne tabuny
...

                           Edward Stachura - Metamorfoza (fragment)







05 lipca 2013

Kto rano wstaje temu Bug daje... (3)




Nadbrzeżne lasy łęgowe to najbogatsze siedlisko leśne w Europie. Taki nasz odpowiednik lasów tropikalnych. Można w nich spotkać około 40 % gnieżdżących się u nas ptaków. Do tego ogromne rzesze owadów, całe tłumy ginących coraz bardziej żab (szacuje się, ze w ciągu ostatnich lat wyginęło około 80% żab). Na dodatek wszystko to występuje w największych możliwych zagęszczeniach.
Niestety jest to również jedno z najbardziej zagrożonych europejskich siedlisk. Niegdyś rosły na regularnie zalewanych dolinach rzecznych. Dziś zajmują zaledwie drobny ułamek pierwotnej powierzchni. Uczeni szacują, ze nie jest to nawet 1%! Niewiele brakuje aby lasy łęgowe w ogóle zniknęły z map. Wycinki i regulacja rzek zrobiły swoje. W Polsce można można je spotkać wyłącznie przy nieuregulowanych odcinkach rzek - głównie Wisły i Bugu. I najczęściej zarasta je inwazyjny klon jesionolistny.

Nadbużańskie lasy łęgowe były jednym z najładniejszych jakie widziałem. Przebijały nawet (niestety) nadwiślańskie. Do tego były tak splątane, niedostępne i zapokrzywione, że nawet najtwardsi z wędkarzy tam nie docierali. Czasami czułem się jakbym odkrywał nieznane lądy. Albo był pierwszym człowiekiem w tym miejscu od lat.
Wypracowałem też patent na poruszanie się o świcie przez łęgowe chaszcze. Zakładałem wodery lub wręcz spodniobuty, by rosa nie zmoczyła mnie całkowicie. I przy okazji miałem dobrą ochronę przeciwpokrzywową. Zwykłe kalosze nie zdawały egzaminu. Większość mokrych od rosy roślin, sięgała mi co najmniej do pasa. Po kilkunastu minutach nie dość, że byłem cały mokry, to ściekająca po spodniach woda spływała radośnie do kaloszy...

Inne zdjęcia z uroczyska Trojan:

Kto rano wstaje temu Bug daje

Kto rano wstaje temu Bug daje (2)














03 lipca 2013

Kto rano wstaje temu Bug daje... (2)






Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca
O swe odbicie zsiwiałą kończyną,
Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca, 
Przysklepił muszlę swym ciałem i śliną.

W przerzutnym pląsie, znikliwsza od strzały
Płotka się czasem zasrebrzy na mgnienie
Pod wodą - spojrzyj - prześwieca piach biały
I mchem ruchliwym brodate kamienie.

                  Bolesław Leśmian, ze zbioru "Łąka"




Nadbużańskie uroczysko Trojan jest jednym z moich ulubionych miejsc. Ile razy jestem w parku krajobrazowym "Podlaski Przełom Bugu" staram się tam zajrzeć choć na chwilę.

Inne zdjęcia z Trojana:






Poranek był bardzo mglisty...

...wręcz sprawiał wrażenie, ...

... że słońce nie wyjrzy zza chmurnego nieba.

I wtedy pojawił się pierwszy promień.


A potem... 

było... 

...już tylko...

... lepiej.