Zima nie rozpieszczała fotografów. Miałem nadzieję na jakieś zdjęcia drzew oblepionych śniegiem. Niestety...Więc w ramach protestu - kilka zdjęć zrobionych na przedwiośniu.
29 kwietnia 2012
25 kwietnia 2012
Opowieści spod karmnika - Czarno to... ma na głowie...
Oto historia korupcji niemal doskonałej.
Gdzieś w grudniu pojawiła się pierwsza. Przy małym karmniku wystawionym tuż przy domu. Wywołała niezłą sensację. Wszyscy rzucili się do okna, czego oczywiście sikora nie zniosła. Poleciała... Co wtedy sobie powiedzieliśmy na wzajem, nie nadaje się do publikacji. Na szczęście siła bodźców pokarmowych była wielka. Po paru godzinach wróciła. Mogliśmy się wtedy jej przyjrzeć. I określić czym to to małe szare jest. Sikora uboga czy czarnogłowa. Różnice są minimalne. Negocjacje trwały długo i były bardzo burzliwe. W końcu się udało dojść do konsensusu... czarnogłowa!
Przez blisko miesiąc ptak czasem się pojawiał. Ot przyleciał raz czy dwa razy dziennie, złapał coś z karmnika czy napchał dziób słoniną. Bywał jednak tylko w tym jednym miejscu, tuż przy domu. Któregoś dnia pojawiły się dwie sikorki. Znowu była sensacja. Dwie czarnogłówki pod oknem. Ale cały czas trzymały się wyłącznie blisko domu.
Zacząłem fotografowanie z ukrycia. Przylatywały bogatki, trznadle, bogatki, trznadle, modra... trznadle, kowalik... dzięcioł, trznadle, trznadle... czarnogłowa!!! Jest!!! Przy trzeciej czy czwartej zasiadce. Po kilkunastu godzinach spędzonych w ukryciu. Następnego dnia pojawiła się znowu. Parę razy ładnie zapozowała najadła się i odleciała. Najlepsze zaczęło się za kolejnych kilka dni. Chyba z dziesięć czarnogłówek uwijało się dookoła karmnika!!! Normalnie chyba się zmówiły na fejsie czy jak. Wkrótce pełno ich było zarówno dookoła domu, karmników... wszędzie.
I tak już zostało. Bywało, że w ciągu kilkugodzinnej zasiadki widziałem niemal same czarnogłówki... i trznadle. Prawie zawsze zjawiały się całymi stadami. Pół godziny nic a potem wpadały niczym tatarska orda i brały co ich.
Przyszła wiosna. Większość gdzieś odleciała ale dwie zostały. Uznały, że jeśli jest żarcie to jet fajnie. Zagnieździły się w budce zawieszonej na starej obórce. W cieniu lipy posadzonej przeze mnie kilkanaście lat temu. Ile razy wychodzę na podwórko, pyskują mi coś w swoim języku oburzone, ze zakłócam im spokój. A ja patrzę na ptaki, które dały się mi skorumpować do ostatniego piórka.
23 kwietnia 2012
Rosły trawy nad Wisłą...
... a że już doszedłem do tego co trzeba poklikać, by złożyć zdjęcia w panoramę, to je sfotografowałem. I pewnie Was jeszcze parę razy nadwiślańskimi panoramami pokatuję...
19 kwietnia 2012
Wzorki polne...
Czasem dobrze jest tak odmienić perspektywę. Spojrzeć na świat inaczej. Widać wtedy inne rzeczy niż z poziomu ziemi. Tak jak w słynnej scenie ze "Stowarzyszenia Umarłych Poetów". Ansel Adams, jeden z najsłynniejszych amerykańskich fotografów krajobrazu, miał na dachu swojego samochodu przymocowaną specjalną platformę. Jakby bagażnik dachowy, który utrzyma człowieka, statyw i aparat. Tak sobie myślę... samochody były chyba wtedy troszeczkę masywniejsze.
Szedłem sobie przeciwpowodziowym wałem i patrzyłem na świat z góry. I trafiłem na miejsce gdzie świstak kręcił się w kółko i malował wzorki. Pewnie bym nie zwrócił na to uwagi, gdybym szedł drogą tuż przy polu.
Ileż to radości mogą dać człowiekowi proste rzeczy .
16 kwietnia 2012
Opowieści spod karmnika - "panowie, bogatki za oknem"
Bogatki pojawiały się przy karmniku codziennie. I odkryły go jako pierwsze. W czasie gdy przy mojej stołówce pojawiały się trzy ptaki na krzyż, były to właśnie bogatki.
Bogatki to małe spryciary. Wystarczy przypomnieć historię z wyjadaniem śmietanki w Anglii. W owym czasie mleczarz rozwoził o świcie butelki i ustawiał przed domami. Również i w Polsce. Tylko u nas najczęściej stawiał je przed mieszkaniem w bloku. W Anglii zaś przed domkiem. Tam też pewnego razu jedna sikorka zauważyła, że pod aluminiowym kapslem (tak tak... kiedyś mleko było nie w kartonikach tylko szklanych butelkach zakorkowanych grubą folią aluminiową) zbiera się pyszna śmietanka. Wkrótce wszystkie sikory w okolicy, czekały rano na mleczarzy. Inne sikorki podpatrzyły naszą bohaterkę i ku "wielkiej radości" mieszkańców dziurawiły kapsle w całej okolicy. Ba... w krótkim czasie plaga "dziurawych kapsli" rozeszła się znacznie dalej. Badacze zajmujący się tym problemem przeanalizowali kiedy i gdzie sikory zaczęły dobierać się do śmietany. Otrzymali praktycznie koncentryczne kręgi z centrum w miejscu, gdzie pierwsza mała mądrala wpadła na ten pomysł.
Zimą sikory łączą się w wielogatunkowe stada. Czasem dołączają do nich kowaliki, pełzacze, mysikróliki czy nawet dzięcioły. W zeszłym roku koło mnie w takim stadku kręciły się raniuszki. Miałem lekką nadzieje, że będą także tej zimy i uda się je skorumpować oraz sfotografować. Ale niestety. Nie zobaczyłem w okolicy nawet czubka ich ogona.
Bogatki w takim stadzie mają swoją hierarchię. Najważniejszy sikor jest najbardziej żółty i ma gruby czarny pasek na brzuchu. Kiedy podlatuje do jedzenia wszyscy mu ustępują. Choć czasem trzeba użyć dodatkowego argumentu w postaci dzioba. Im niżej w hierarchii tym czerni i żółtego na brzuszku jest mniej. Samice mają delikatny czarny pasek i wyraźnie mniej żółci w żółci...
![]() |
| Sądząc z wielkości czarnego paska na brzuchu i pozy to dyrektor albo co najmniej prezes rady nadzorczej... |
![]() |
| ... marzący o jak najszybszym dobraniu się do koryta... eee... karmnika |
![]() |
| Tym niżej w hierarchii pozostawało zbieranie okruchów z ziemi... |
![]() |
| |
15 kwietnia 2012
Wiosna... ???
Wiosna jaka jest każdy widzi... zimno, sucho... Nic nie chce rosnąć. W zeszłym roku o tej porze łąki były zieloniutkie i cieszyły oczy, zawilce w lesie szalały w najlepsze, kaczeńce na łąkach rozchylały pąki.
Kilka dni temu wybrałem się do pobliskiego lasu, by sprawdzić jak sytuacja wygląda obecnie. Tydzień wcześniej było jeszcze szaro i buro. Jedynie tu i ówdzie sterczały maleńkie koronki zawilców, wyrastające z zeszłorocznych liści. Jak powiedział mój przyjaciel: "wiosna a smutno jakoś w lesie". Trudno się swoją drogą dziwić. Nocami potrafiły być nawet sześciostopniowe mrozy!
Bezśnieżna i mroźna zima pewnie również się przysłużyła. Część roślin mogła po prostu wymarznąć. Tak jak około setki krokusów, które posadziłem jesienią dokoła domu. Prawie żaden nie pojawił się wiosną! I nawet część tych zadomowionych i rosnących od kilku lat nie przetrwała zimy.
Tym razem zawilce prawie kwitły. Ja wiem, że "prawie" czyni wielką różnicę. Ale lepszy zawilec w pąku niż żaden. Pewnie jeszcze kilka dni (byle ciepłych) i lasy powinny rozbłysnąć bielą kwiatów.
![]() |
| To był chyba najbardziej rozwinięty zawilec tego dnia. Był jeden i samotny... |
![]() |
| --- reszta wyglądała najwyżej tak! |
![]() |
| A zrobiłem po lesie kilka kilometrów... |
![]() |
| ... i obejrzałem parę hektarów zawilcowisk. |
![]() |
05 kwietnia 2012
Wielkanoc
04 kwietnia 2012
Wisła - od ucha do ucha ...
Pogoda była przez ostatnie dni wyjątkowo paskudna. Deszcz, śnieg, grad i do tego wiatr. Wiatr co prawda bardzo dobrze wychowany. Nie przekraczał na ogół dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym. Ale i tak wyjście na podwórko przy tych marnych 50 km/h i sypiącym mokrym śniegu nie było specjalną frajdą. Pozostało więc siedzenie w domu. Siedziałem zatem i myślałem, czym by tu się pożytecznym zająć. Przypomniałem sobie, że kiedyś zrobiłem nad Wisłą, serię zdjęć do złożenia w panoramę. Odszukałem je i trochę się pobawiłem komputerem. Mamy więc ciepły letni wieczór (pamiętam, ze kiedy robiłem zdjęcia, terkotały obok mnie derkacze) do obejrzenia w tą zimną wiosnę.
Obejrzałem przy okazji zdjęcia zrobione równo rok temu. W lasach i na łąkach było już zielono, kwitły na potęgę zawilce, miodunki i parę innych takich. Teraz jeszcze wszędzie jest szaro. Zawilce wypuszczają dopiero pierwsze liście, wyglądające niczym maleńkie zielone koronki. Po dziwnej zimie mamy dziwną wiosnę.
01 kwietnia 2012
Opowieści spod karmnika - kowaliki...
Długo trwało, zanim kowaliki przekonały się do mojej stołówki. Byłem już po chyba kilkudziesięciu godzinach spędzonych w ukryciu. Słyszałem je jak odzywają się w pobliskim lesie. Nieraz bardzo blisko. Najbliższe drzewa znajdowały się dosłownie kilkanaście metrów od karmnika i ukrycia. Ale nie wychyliły zza drzew nawet czubka dzioba. Myślałem, że nic nowego nie uda się mi w tym roku sfotografować, bo to już początek marca i lada moment ptaki zajmą się ważniejszymi sprawami.
Aż tu nagle, gdy przyglądałem się trznadlom zajadającym rozsypane na ziemi proso, usłyszałem furkot a potem łomot. Z karmika powieszonego na żerdce wysypywała się kukurydza, słonecznik, pszenica i co tam jeszcze było... a w środku szalał niebiesko-rudy ptaszek z bandycką przepaską na oku. Zachowywał się niczym barbarzyńcy w Rzymie, rozrzucając wszystko na prawo i lewo w poszukiwaniu czegoś lepszego...
Od tej pory już jakoś poszło. Kowaliki zaczęły pojawiać się regularnie. Tylko, że zamiast odwzajemnić się współpracą za dostarczany słonecznik (jadły wyłącznie jego), poruszały się tak błyskawicznie, że nawet autofokus nie nadążał z ustawieniem ostrości. Najczęściej po prostu wlatywały do wnętrza karmnika, robiły tam straszny hurgot i odlatywały prosto do lasu. Nawet jeśli przysiadały na jakimś przygotowanym do tego patyku, to trwało to mgnienie oka. Postanowiłem więc być podstępny. W szczelinach starego pnia drzewa, który leżał pod karmikiem, poukrywałem tu i ówdzie smakowite ziarna słonecznika. I to trochę pomogło. Ale i tak na większości zdjęć mam ich ogonki albo nieostre głowy, bo własnie ptaki przeskoczyły o pięć centymetrów... Ale cóż, już Ansel Adams mawiał, iż najlepszym przyjacielem fotografa jest kosz na śmieci.
![]() |
| Kowalik to jedyny nasz ptak, który potrafi biegać po pniu drzewa nawet głową w dół. Żadne dzięcioły czy pełzacze tego nie umieją . |
![]() |
| Napchać dziób słonecznikiem i... |
![]() |
| ... zwiewać. W tym kowaliki były najlepsze! |
30 marca 2012
W olsie przedwiośnie...
Sczerniały dachy i pola
Na drodze błoto do kolan,
Gołębie gruchają dziś głośniej:
Przedwiośnie!
Przedwiośnie!
I wróble ćwierkają inaczej
I wrona inaczej dziś kracze...
Maria Terlikowska
25 marca 2012
Opowieści spod karmnika - narąbany gość...
Dzięcioł duży... nie dość, że codziennie musiał się nieźle narąbać, to jeszcze ewidentnie leciał sobie ze mną w kulki. Przylatywał do darmowej stołówki, tylko wtedy, gdy w ukryciu mnie nie było. Ile razy podchodziłem czy przejeżdżałem samochodem pobliską drogą, widziałem jak wsuwa słoninę. Wchodziłem do ukrycia... dzięcioła ani na lekarstwo. Nawet po dobrych kilku godzinach siedzenia. I to bez względu na to czy wchodziłem sam czy też ktoś mnie odprowadzał, by zamaskować moje pozostanie. Taki twardogłowy cwaniak.
Przez cały czas zaledwie kilka razy był łaskaw się pojawić i zapozować do zdjęcia. I to tak, że zanim zdążyłem ostrożnie obrócić obiektyw do pionowego kadru, machał skrzydłem w moją stronę i odlatywał z furkotem. W ciągu kilkudziesięciu godzin jakie spędziłem w ukryciu, widziałem go z bliska ze trzy razy i zrobiłem zaledwie kilka zdjęć.
Kiedyś odwiedzała mnie para dzięciołów średnich. Ale od kilku lat ich nie ma. W pobliskim lesie mieszka też, dzięcioł czarny. Ale zlekceważył moje starania całkowicie. Choć w marcu zaczął już zawzięcie głosować, w zasięgu obiektywu nie zobaczyłem nawet kawałka dzioba.
![]() |

23 marca 2012
Opowieści spod karmnika - dzwońcu jeden!
Dzwoniec odwiedził mnie raz. Jeden jedyny. I był twardzielem. Usiadł na drucie od elektrycznego pastucha grodzącego pobliską łąkę. Nawet nie próbował niczego skosztować. Siedział tylko i patrzył się na wszystko z wyższością i pogardą widoczną w paciorkowatych oczkach. Zaprezentował swój znacznie potężniejszy niż u trznadli dziób. Po minucie machnął skrzydłami i tyle go widziano. Z plebsem jadać nie będzie...
Nieobecność dzwońców tej zimy nieco mnie zdziwiła. Zawsze kręciło się ich trochę. Wiosną para czy dwie gnieździła się w okolicy. Ale cóż. Matka Natura bywa nieprzewidywalna.
22 marca 2012
Opowieści spod karmnika - sznertle...
Jesienią postanowiłem zejść na złą drogę i skorumpować ptaki pod domem. Miałem w tym swój niecny cel. Liczyłem, że skorumpowane ptaki dadzą się mi sfotografować.
Wybrałem kilka miejsc w których powinno być dobre światło o różnych porach dnia. Przygotowałem słoninę i rozmaite ziarnowate łakocie... Rozstawiłem ukrycia. Podałem do stołu. Pozostało czekać.
Ale Matka Natura postanowiła być przewrotna. Minął grudzień a tu zimy ani śladu. Ciepło... Pożywienia w lesie pod dostatkiem i nikt nie chciał dać się skorumpować. Słonina wisi, słonecznik, proso i kukurydza też nie znika.
W połowie stycznia nadal nic się nie zmieniło. Kilka dziobnięć na słoninie i tyle. Ptaków w pobliżu jak na lekarstwo. Zacząłem się zastanawiać co zrobić z pełnym workiem przygotowanego pokarmu.
Przyszła druga połowa stycznia. Dwudziestostopniowy mróz skuł ziemię. Liczyłem, że teraz ktoś się skusi na moje frykasy. A tu nadal nic. Ba, nawet ptaków zrobiło się jeszcze mniej! Może nagły spadek temperatury spowodował, że się wyniosły gdzieś w cieplejsze rejony Europy? Nie wiem. Ale od lat nie miałem ich tak niewiele ich wokół domu. Kiedyś na każdej wywieszonej słoninie potrafiło siedzieć kilkanaście sikorek. Do karmików przychodziły mazurki, trznadle, dzwońce, sójki, dzięcioły, sikory. Zdarzały się grubodzioby, czyżyki i na przedwiośniu nawet zięby. A teraz... nic! Czasem tylko jakaś samotna bogatka czy modraszka. Od niemal trzech miesięcy nikt nie chce dać się skorumpować. Zastanawiałem się coraz poważniej co zrobić. Pod koniec lutego miała przyjechać grupa osób na warsztaty fotografii przyrodniczej. I fotografowanie z ukryć przy karnikach jest w planie. Kupiłem dodatkowych kilka kilogramów słoniny i porozwieszałem wszędzie dokoła. Jedynie co zyskałem to kilka sikorek pojawiających się tuż przy samym domu.
I paradoksalnie, dopiero w lutym, kiedy mrozy zelżały zaczęło pojawić się trochę ptaków. Im było cieplej i bliżej wiosny tym było ich więcej ale... tylko przy jednej stołówce. Pozostałe przygotowane miejsca świeciły pustkami. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Może to efekt nietypowej jesiennej zimy... może miejsce nie pasowało ptakom z jakiejś nieznanej mi przyczyny... a może jeszcze co innego. Jedyne co przychodzi mi do głowy to zacytować mistrza Bułhakowa.. "a diabli wiedzą".
W każdym razie przynajmniej w jednym miejscu można się było wziąć do pracy. Początek zimowego fotografowania przy karmikach w drugiej połowie lutego. Nieprawdopodobne. Ale jednak.
![]() |
| Trznadel ma poważny życiowy problem. Gdzie zbudować gniazdo i z jak zdobyć samicę... |
20 marca 2012
Brzezina
Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy -
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje.
Bolesław Leśmian
18 marca 2012
Wieczorem w lesie...
Wybrałem się do lasu, sprawdzić jak się miewają zaprzyjaźnione przebiśniegi. Wokoło śpiewały sikory i drozdy. Dzięcioły bębniły w najlepsze. Czasem jakiś kowalik przemknął po pniu. Gdzieś w oddali trąbiły żurawie. Po raz pierwszy w tym roku usłyszałem też grzywacze.
A przebiśniegi... rosły sobie w najlepsze. Drżąc czasem z przejęcia, że już ciepło i wiosennie...
A przebiśniegi... rosły sobie w najlepsze. Drżąc czasem z przejęcia, że już ciepło i wiosennie...
11 marca 2012
Nad Mazowsza równiną...
... wierzby rosły od dawna. Od dziesiątków i setek lat. Mieszkały w nich rozmaite czarty i demony. Oraz szpaki, sikory, czasem dudki i masa innych stworzeń. Szybko rosły i były dla mieszkańców wsi i miasteczek źródłem taniego opału. Ostatnio jest ich coraz mniej i mniej. Tam gdzie jeszcze kilkanaście lat temu były piękne wierzbowe aleje - dziś jest pusto... Jak dowiedział się mój przyjaciel od gospodarza wycinającego piękną starą przydrożną wierzbę - "trzeba iść z duchem czasu".
Ale nawet jeśli wierzba jest niemal całkiem przepróchniała jej duch patrzy na wszystko dokoła z ponadczasową wyższością...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































