09 sierpnia 2011

Bieszczady - Nie tak dawno temu pod Lutowskami


Któregoś pięknego dnia o świcie wspiąłem się na niewielki pagórek z którego rozciąga się panorama na niemal całe Bieszczady. Początkowo nie było widać prawie nic. Potem zaczęło być widać coś... i jeszcze  coś... Na koniec rozpogodziło się całkiem. Nie na długo zresztą. Zanim się przepakowałem i postanowiłem powędrować w wyższe góry, pogoda się ustabilizowała i wróciła do tegorocznej normy - zaczęło padać.

















08 sierpnia 2011

Bieszczady - Wleźć na Caryńską...



Wejście na Połoninę Caryńską od Przełęczy Wyżniańskiej to jedna z najkrótszych dróg w wyższe partie gór. Już po półtorej godzinie możemy patrzeć na świat z góry.

Najpierw szlak prowadzi przez buczyny....

.... na granicy lasu można spotkać pojedyncze drzewa...
...coraz to mniejsze i mniejsze.
A potem zaczynają się połoniny...

... tuż pod chmurami!

Na szczycie tu i ówdzie wystają skały.

Wieczór nad Połoniną Caryńską 







07 sierpnia 2011

Idzie robal za robalem...


Wróciłem właśnie z Bieszczadów i próbuję zapanować nad zrobionymi tam zdjęciami. Zanim jednak dam radę pokazać coś nowego czas na trochę wspomnień. Równo dziesięć lat temu, w lipcu 2002 roku, też odwiedziłem Bieszczady. Aby rozruszać nawykłe jedynie do chodzenia po nizinach mięśnie wybrałem  się zaraz po przyjeździe na Magurę Stuposiańską.  W sumie - mały spacerek...  Było mglisto, co chwilę popadywała drobna mżawka. Gdzieś w połowie drogi na szczyt zwróciłem uwagę na coś, co wyglądało jak stara przegniła szmata rzucona w poprzek drogi. I już chciałem dać krok dalej, mrucząc pod nosem parę epitetów w intencji osoby, która zostawiła takiego śmiecia w środku lasu, gdy kątem oka dostrzegłem w tym śmieciu jakiś ruch! Odruchowo spojrzałem uważniej i... okazało się, że stara szmata składa się z tysięcy robali wędrujących ramię w ramię i jeden za drugim! Białych, szklistych larw z czarnymi łepkami. Tworzyły żywy wąż o szerokości kilku do kilkunastu centymetrów i długości niemal dwóch metrów. Z bliska wyglądało mi to na larwy jakiejś muchówki. Niedaleko znałem jeszcze dwa mniejsze takie węże. Nie wiedziałem wtedy co to było! Zrobiłem zaledwie kilkanaście zdjęć. Gdybym wiedział, pewnie przez parę godzin nie ruszyłbym się z tego miejsca fotografując wszystko w najrozmaitszych wariantach. Kiedy wracałem kilka godzin później robale przesunęły się o jakieś dwa metry i trochę rozlazły. Kilka dni później spotkałem podobne larwy na zejściu z Bukowego Berda w stronę Widełek.
Dopiero kilka miesięcy później dowiedziałem się co to było i że miałem więcej szczęścia niż rozumu! To były wędrujące larwy muchówki ziemiórki pleniówki (Sciara militaris) nazywanie pleniem! Jest to tak rzadkie zjawisko, że ilość osób które widziały wówczas plenia w Polsce można policzyć na palcach rąk najwyżej kilku ludzi. Profesor Władysław Strojny, nieżyjący już fotograf przyrody i entomolog, fascynował się tym zjawiskiem ale... nigdy go nie widział na własne oczy.
Nikt nie wie po co te robale wędrują, dlaczego w takim skupieniu... Nie wiadomo kiedy i gdzie się pojawią.
Niegdyś pojawienie się plenia zwiastowało albo niebywałe klęski, wojny... albo, zależnie od okolicy i światopoglądu wielkie szczęście dla znalazcy.




15 lipca 2011

Errare ranarum est...


Coś ostatnio wyciągam z szuflady zdjęcia żab rozmaitych. Teraz rodzynek. Ogarnięte godowym amokiem płazy rzucają się niemal na wszystko co się rusza.  Jeden z moich przyjaciół widział żabę zalecającą się do kołyszącej na falach butelki. Kiedy trafi się na samca swojego gatunku to wydaje on krótkie oburzone rechnięcie i sprawa się kończy. Niestety samiec ropuchy na górze  nie zrozumiał języka samca żaby ...  cóż, nie dość ze samiec z samcem to jeszcze innego gatunku. 
Ciekawe co na to ci, którzy powołują ciągle się na prawa naturalne, to wszak sama natura w czystej postaci.



Peryskopiki kumate...

... czyli po prostu kumaki! Nazywają się się tak, bo w przeciwieństwie do innych żab, które rechoczą, gruchają, trrrkają, mruczą te... kumkają. Nie jest to co prawda takie kumkanie jak z bajkach tylko tylko głębokie  przeciągłe i powolne "Kuuuuuummmmm". Głos znany niemal każdemu  bo jak  niedawno napisał Adam Wajrak niemal w każdym polskim filmie występuje jako "odgłos natury".  Tylko nie jest kojarzony z maleńką żabką. Tym bardziej , ze głos jest donośny. W wieczornym, wilgotnym powietrzu może się nieść ponad kilometr! Aż trudno uwierzyć, że wydaja go mała ledwie kilkucentymetrowa żabka. 
Coś dziwnego jest w kumaczym ubarwieniu. Zlewa się z tłem, tak że stojąc metr od niego czasem trudno go dostrzec. Dopiero gdy się poruszy można go zlokalizować.  A gdy go fotografowałem, miałem problemy z ustawieniem ostrości. Wszystko było nie dość, że maleńkie to jeszcze jakieś takie niewyraźne, rozmywające się. Dosłownie nie widziałem czy ostrość jest na nosie, oku czy uchu! Po pół godzinie bolały mnie oczy i czułem się jakbym spędził z aparatem przy oku co najmniej kilka godzin. 
W ramach kolejnych ciekawostek: kumaki mają trójkątną źrenicę!













11 lipca 2011

Nadwiślański Dziś-świt...




-




Peryskopiki gruczołowate...


...czyli ropuchy. Tu akurat ropuchy szare. Przez lata miałem zaprzyjaźnioną ropuchę mieszkającą u mnie pod schodami. Co wieczór łowiła owady w świetle lampy. Oswoiła się do tego stopnia, że nie zwracała uwagi na biegające po schodach psy i koty czy przechodzących ludzi. Trzeba było uważać by jej nie nadepnąć bo liczyć na to, że się chociaż odrobinę przesunie można było długo i zawzięcie.
I jeszcze ciekawostka: tęczówka w oku ropuch jest pozioma!

Szef wszystkich szefów...

...i małolat na posyłki.




Rosochatki...


"Ja pójdę i położę się, położę
wśród wierzb,
a wtedy może napiszę wiersz".

Wł. Broniewski




Stały się symbolem polskiego krajobrazu... dziś coraz częściej zaniedbywane, wycinane, niszczone. Czasem boję się wręcz pojechać w miejsce gdzie kilka lat temu je widziałem  i fotografowałem. Nie wiem co teraz zastanę. Zbyt często wywołuje to jedynie smutek nad utraconym krajobrazem...






10 lipca 2011

Zaklinacz koni...



No dobra, kto idzie ze mną na spacer?

Może ty?

No co mi mały powiesz?

Uważaj bo mam łaskotki...

A ty lubisz drapanie po nosku?

Powiem ci coś w sekrecie...

... na pewno tam pod lasem  jest dużo lepsza trawa!

Dobra... to idziemy, szkoda czasu na gadanie.

Starczy tej trawy...

... owsa przyniosłem!


Majowy Poranek...

4 maja 2011. Wiosna w pełni. Drzewa już z całkiem rozwiniętymi liśćmi, na łąkach trawy do pół łydki. Kaczeńce prawie przekwitły. Po zawilcach  w lasach już niemal ani śladu.
Obudziłem się jakoś o świcie i postanowiłem wyskoczyć na pobliską kaczeńcową łąkę. Może znajdę jeszcze ładne kwiaty. Jak słońce wzejdzie wyżej będzie zbyt ostre na ich fotografowanie.
Wyjrzałem za okno i w pierwszej chwili nie zrozumiałem co zobaczyłem... wszytko było zasypane śniegiem. Podwórko, dachy, płot... Złapałem aparat i wybiegłem z domu...






Kaczeńcowa łąka... jedynie tam gdzie stała woda nie było biało.
Kaczeńce były zbyt delikatne i śnieg przygniótł je do ziemi  




Wystając spod śniegu kłosy zarodnionośne skrzypu...
... widziałem coś takiego po raz pierwszy w życiu. I wcale bym się nie zdziwił  gdyby nie po raz ostatni.
Mniszki lekarskie miały jakby y lekka ogłupiałe miny...



Śnieg rozpuszczał się bardzo szybko, już o ósmej nie było po nim ani śladu...