28 października 2014

Święto Konika Polskiego w Wojnowie





Gospodarstwo Majdan tuż obok Wojnowa to miejsce magiczne. Absolutnie i całkowicie. Kto był, ten wie. Kto nie był, niech żałuje.
Od 14 lat w połowie sierpnia, gospodarze Majdanu Anna i Sławomir Niedbalscy z pomocą rodziny i wielu znajomych organizują Święto Konika Polskiego. Atmosfera iście rodzinna i niepowtarzalny klimat tych spotkań z konikiem polskim sprawia, iż każdy kto raz tu przyjedzie, z przyjemnością wracać już będzie stale.

W trakcie Święta Konika Polskiego odbywa się Wszechstronny Konkurs Konika Polskiego będący jednocześnie memoriałem profesora Tadeusza Vetulaniego. Składa się z trzech części: leśnego rajdu terenowego, próby terenowej w trakcie której trzeba pokonać rozmaite czasem wymyślne przeszkody oraz wyścigu na dystansie 400 metrów. 

Od tego roku WKKP jest dopuszczony jako alternatywna wierzchowa próba dzielności. 
Dla zainteresowanych dokładny regulamin jest na stronie "koniki polskie"









Przygotowania do rajdu terenowego "Szumi dokoła las"...

Masaż przed osiodłaniem należy się koniowi jak psu buda.

Rajd terenowy odbywa się w pobliskim lesie.

...trzeba przebyć 20 kilometrów w czasie nie dłuższym niż dwie godziny.

A wszystko to pod czujnym okiem weterynarzy. Jeżeli w punkcie kontrolnym koń będzie miał zbyt wysokie tętno, zostaje zdyskwalifikowany. Po rajdzie koniki są polewane chłodną wodą. I zasłużony tego dnia odpoczynek...  

Drugiego dnia kolejne zmagania. Rano przegląd weterynaryjny i start do próby terenowej "Na mazurskim szlaku".

Przeszkody na próbie terenowej...

...wymagają również sprawności od jeźdźców. To kółko należało wcześniej podnieść niemal z ziemi i to bez zsiadania z konia.

Między przeszkodami można było się trochę rozpędzić...


...i hop...



Chyba całkiem nieźle wyszło...


My też nie będziemy gorsi...

Naprzód! Już widać metę...

Jeszcze tylko wyścig "Z rozwianą grzywą" na dystansie 400 metrów... 

...i to już koniec rywalizacji. Ostatni etap WKKP dobiegł końca.

W tym roku drobnym dodatkiem do całej imprezy była wystawa moich zdjęć koników polskich. Pogoda co prawda tego dnia zrobiła psikusa, bo w czasie festynu porządnie się rozpadało, ale za to tłumy zwiedzających tym liczniej ją odwiedziły.









04 października 2014

Koniki polskie pozdrawiają poznańskie osiołki....



W naszym końskim stadzie też wszystko przebiega zgodnie z naturą. Nikt nas nie rozdziela ani nie krytykuje. Szczęśliwie jesteśmy daleko od polityków i p'osłów wszelakiej maści. Instynkt, swoboda i matka natura robią swoje. By życie trwać mogło nieprzerwanie a na świecie znów po 11 miesiącach zawitał nowy członek stada.
Życie jednak jest piękne...



















30 września 2014

Wisła - wiosenny deszczyk



Właściwie to wybrałem się nad Wisłę nie na zdjęcia a na spacer z rodziną. Aparat wziąłem tak dla przyzwoitości. No bo jak to tak bez aparatu. Mimo, że był zaledwie koniec kwietnia pogoda była iście letnia. Nie spodziewaliśmy się, że nadejdzie mała złośliwa chmurka i w ciągu kilku minut zmoczy nas całkowicie. Nawet, gdybyśmy chcieli się gdzieś ukryć to i tak nie byłoby gdzie. Dotarcie do stojącego nad brzegiem samochodu trwałoby dłużej niż cała ulewa. Po chwili słońce wyszło znowu i tylko ślady na piasku wskazywały na niedawny deszcz.












28 września 2014

Koniki polskie - wielki ziew




Nie ma to jak porządne ziewanie z rana... dotlenia, ćwiczy i rozluźnia mięśnie, zapewnia gimnastykę dla języka - aby kołkiem nie stanął, likwiduje nocny szczękościsk, no i... jak wygląda! Sami oceńcie:














28 sierpnia 2014

Nie śmiejta się z Wąchocka




Znają go wszyscy. Głównie z dowcipów. Mało kto jednak wie, że Wąchock nie jest wsią, tylko miastem! Nie ma więc sołtysa tylko burmistrza! Jest tam natomiast jedyny w Polsce pomnik sołtysa. Chciałem go zobaczyć i sfotografować. Niestety przewrotny los spłatał mi figla. A jakże, w Wąchocku nie mogło być inaczej. Akurat sołtysa wywieźli na taczkach! I to dosłownie! Z powodu remontu pomnik został zdemontowany i przewieziony do magazynu. Na taczce...

Ale Wąchock to nie tylko dowcipy. Znajdują się tu jedne z najcenniejszych zabytków romańskich w Polsce. Trzeba tylko udać się do opactwa cystersów... wejść do środka i zanurzyć się w historii. Niektóre ściany w tym opactwie były już stare gdy Jagiełło lał Krzyżaków pod Grunwaldem. Cystersi sprowadzili się na to miejsce w 1179 roku!

Zapraszam więc do Wąchocka.




Klasztor już z daleka robi wrażenie.

Po lewej stronie romański kościół - najstarsza część zabudowań opactwa.

Wnętrze kościoła ma barokowy wystrój. Ściany i stropy pokryte są freskami autorstwa osiemnastowiecznego malarza Andrzeja Radwańskiego.

Krużganki klasztorne z pozostałościami...   
... po dawniejszych jeszcze freskach.

Z krużganków można wejść do romańskiego kapitularza. Czyli miejsca gdzie zbierała się kapituła zakonna i pod wodzą opata obradowała o ważnych i mniej ważnych sprawach. 

XIII wieczny kapitularz to jeden z najcenniejszych i najpiękniejszych zabytków romańskich w Polsce.  Zachował się praktycznie w niezmienionym stanie.

Wrażenie jest niesamowite. Świadomość, że setki lat temu wyglądało to niemal identycznie...  Do tego niezwykła cisza. Niemal widziałem sylwetki dawnych mnichów...

I w tej ciszy usiadłem na ławeczce, podziwiając zdobienia romańskich kolumn. 

Płyta nagrobna opata Rafała Zaborowskiego z 1521 roku.
Wirydarz i wieża kościoła widziana z krużganków klasztoru.
Romańska fraternia czyli miejsce zbierania się mnichów i wspólnej pracy. Obecnie jest tu małe muzeum.












25 sierpnia 2014

Koniki polskie - wodopój



Tabunowe konie piją grupowo. Przynajmniej w tym tabunie, który miałem okazję przez kilka dni obserwować. Nikt nie śmiał się wyłamać. Sygnał dawała pewnie dominująca klacz... ale dla mnie był on niewidoczny. Po prostu, nagle konie podnosiły głowy i równym szeregiem szły nad pobliską rzekę. Widzieliście kiedyś konie idące gęsiego? Następowało grupowe wciąganie wody i po kilku minutach powrót na łąkę...

I zdarzało się to zaledwie kilka razy na dzień! Kiedy pierwszy raz konie zeszły nad wodę nie zdążyłem zrobić żadnych zdjęć. Idące stępa konie dotarły nad wodę szybciej niż ja galopując przez chaszcze. Gdy dotarłem na miejsce skąd miałem dobry widok, zobaczyłem jedynie majtające się w krzakach końskie ogony.

Na kolejną okazję musiałem czekać ze trzy godziny. W sumie bardzo fajne zajęcie. Siedząc na ziemi i jednym okiem obserwując pasące się leniwie konie, marzyłem o niebieskich migdałach.
Gdy zobaczyłem ruch w interesie, puściłem się biegiem nad brzeg. Zdążyłem razem z pierwszym koniem. Tym razem samo picie trwało zresztą trochę dłużej więc spokojnie mogłem zająć się fotografowaniem.