Jestże, na Boga żywego, coś szczęśliwszego od tego nasienia ludzkiego, które powszechnie nazywają głuptakami. błaznami, półgłówkami, kapuścianymi głąbami?
Erazm z Rotterdamu - "Pochwała głupoty"
W słoneczny sobotni poranek ruszyliśmy na objazd nadwiślańskich brzegów, zatrzymując się co kilka kilometrów i sprawdzając jak przedwiośnie wygląda w tym roku. Po raz kolejny zjechaliśmy nad rzekę tam gdzie niedawno znalazłem pień starego drzewa, najprawdopodobniej ścięty przez bobry setki lat temu. Opisałem to tu: "Była Wisła, w Wiśle pieniek..."
Wyjechaliśmy zza zakrętu polnej drogi i aż z wrażenia nacisnąłem hamulec. Samochód stanął prawie w miejscu. Przed nami, przez setki metrów rozciągał się niemal monochromatyczny krajobraz. Ktoś chyba postanowił wypalić nadbrzeżne, suche trawy i... spalił kilka hektarów łęgowych zarośli. Na moje niewprawne oko co najmniej 5 hektarów.
Zacisnąłem zęby i klnąc po cichu pod nosem wyciągnąłem aparat. Pożar musiał być całkiem niedawno. Wszędzie unosił się przykry zapach spalenizny. Zwęglona trawa chrupała mi pod nogami. I panowała niemal cisza, zaczynające właśnie wiosenne śpiewy ptaki, przeniosły się gdzieś dalej.
Sądząc z nadpalenia kory, płomienie w tym miejscu sięgały trzech czy czterech metrów. Nic się ludzie nie uczą. Kilka lat temu w naszej okolicy spłonął drewniany dom. Starsza kobieta postanowiła zrobić wiosenne porządki i wypalić trochę traw dookoła podwórka, została bez dachu nad głową. Rok czy dwa wcześniej i kilka wsi dalej pożar suchych traw podsycany przez silny wiatr przeniósł się na drewniany dom. A, że stał on blisko szosy, to mijałem jego zwęglone pozostałości jeszcze przez wiele miesięcy.
Stare topole, sądząc po średnicy, powinny mieć dobrze ponad sto lat. Przeżyły pierwszą wojnę światową, odzyskanie niepodległości, drugą wojnę światową. Czy przetrwają pożar z 2026 roku przekonamy się za kilka miesięcy.
I po co to komu? To, że ginie wtedy mnóstwo zwierząt: owadów, pajęczaków, gryzoni, ryjówek, jeży, jaszczurek, żab, węży a nawet zajęcy czy saren to... no wiem, zgodnie ze starą zasadą chłop żywemu nie przepuści, nawet dziś na ogół na wsiach to na nikim nie robi wrażenia.
Kiedyś lata temu w czasie wędrówki po nadwiślańskich łąkach, spotkaliśmy grabiącą skoszoną trawę, babcię. I jakoś tak nawiązała się rozmowa o tym, co tu robimy. Starsi ludzie na wsiach często są ciekawi. No i opowiadamy, że robimy zdjęcia, które potem można zobaczyć w różnych książkach i że właśnie przed chwilą sfotografowaliśmy dużego zaskrońca i że niełatwo takiego spotkać. A babcia na to:
- Tak. tak... teraz to tych wężów mało, kiedyś to było. Tak... Jak my robili sianokosy, to mąż i 30 potrafił utłuc jednego dnia.
.
Legendy wiejskie mówią, że w ten sposób się użyźnia, bo popiół jest jak nawóz. Ale cóż, są to tylko legendy. Dzieje się dokładnie odwrotnie. Po pierwsze wypalanie niszcząc pokrywę roślinną powoduje szybsze wysychanie gleby i większą podatność na erozję wietrzną i wodną. Innymi słowy mówiąc, jak zawieje wiatr, to wywieje suche, powierzchniowe warstwy gleby gdzieś dalej. Czasem o wiele kilometrów. Co jakiś czas docierają informacje o pyle znad Sahary, który pojawia się nad Europą. To właśnie jest to zjawisko.
Co dzieje się dalej w czasie pożaru? Wysoka, sięgająca czasem nawet kilkuset stopni temperatura, wyjaławia powierzchniową warstwę gleby, zabija żyjące tam mikroorganizmy: bakterie i grzyby. A one niestety pełnią tam ważną funkcję. Uczestniczą między innymi w - uwaga będzie mądre słowo - humifikacji. Czyli przetwarzaniu martwej materii organicznej na próchnicę. Próchnica odpowiada zaś za żyzność gleby. Ma zdolność do gromadzenia wody, więc gleba wolniej wysycha z racji na swoją strukturę, przeciwdziała też erozji.
Ale kto by tam wierzył w jakieś tam bakterie glebotwórcze. Bakterie psze pana to powodują choroby, taką grypę albo inną cholerę... i trza je tępić.
Nawet w szkołach o pożytecznej roli większości bakterii i dziś niewiele się wspomina. Dużo większą wagę program przykłada do bakterii chorobotwórczych, choć stanowią one nawet nie jeden procent wszystkich żyjących na świecie bakterii.
Nie wiem czy wiecie ale dorosły zdrowy człowiek, na wewnątrz i na skórze nawet dwa kilogramy różnych bakterii. Ogromna większość z nich jest dla nas pożyteczna. Bakterie jelitowe między innymi stymulują i wspomagają procesy odpornościowe.
A co się dzieje jeszcze dalej? Próchnica w glebie jest wszak związkiem organicznym i w wysokiej temperaturze również ulega zniszczeniu. A jak napisałem wcześniej odpowiada ona za żyzność gleby. W efekcie regeneracja gleby, odtworzenie flory bakteryjnej i zniszczonej próchnicy może trwać wiele lat. Jeżeli pożar był powierzchniowy i warstwa próchniczna nie została zbyt uszkodzona, regeneracja trwa zaledwie kilka lat. Jeżeli był to głęboki pożar, a ten na taki wygląda i stu lat może być mało. Tak dla porównania, w przeciętnych warunkach w naszym klimacie jeden centymetr pełnowartościowej gleby powstaje w ciągu... 100 do 500 lat!
Jak gdzieś przeczytałem, gleba jest środowiskiem życia, które łatwo zniszczyć a jej otworzenie wymaga czasu geologicznego a nie ludzkiego.
Szczęściem w nieszczęściu spalony teren był otoczony polnymi drogami. Płomienie nie zdołały przedostać się dalej. Gdyby nie to, spłonęłoby nie kilka a kilkanaście lub więcej hektarów.
Tak dla wyjaśnienia... mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, iż grypa jest chorobą wirusową i nie wywołują jej bakterie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz