W pierwszym brzasku dnia
ubrane w światło i ciszę
rzeczy budzą się z ciemności
jak było na początku świata.
Anonim
Hymn na Jutrznię
W ramach poszukiwania nowych krajobrazów, nowych tematów do zdjęć i nowych wrażeń wybraliśmy się nad... Wieprz. Nieodległy w sumie, bo po godzinie jazdy byliśmy na miejscu.
Wieprz to niezwykła rzeka, dzika, intensywnie meandrująca, pełna zakoli i starorzeczy. Są tam miejsca, w które nawet dojść jest trudno. Próba przejścia przypomina wędrówkę przez dżunglę, każdy krok wymaga walki z trawami po pas i gęstymi chabaziami.
Zatrzymaliśmy się na kilka dni przy takim zakolu. Z trzech stron otaczała nas woda. Z jednej strony tuż obok, z drugiej brzeg trochę dalej, z trzeciej było może ze sto metrów gęstych traw i znowu brzeg a z czwartej... ledwo widoczna polna droga, którą czasem dojeżdżają tu wędkarze. Na plus trzeba dodać, że miejsce było dosyć czyste. Zebraliśmy zaledwie małą siateczkę śmieci: jakieś pudełko po zanętach, dwie butelki, puszkę po piwie i kukurydzy... Zazwyczaj z takich miejsc wywozimy porządny worek z pozostałościami ludzkiej obecności.
A z innej beczki, nie wiem czy wiecie ale do Wieprza wpada rzeczka o nazwie Świnka! Nie jest duża, ma jakieś 40 kilometrów długości i przy ujściu zaledwie kilka metrów szerokości. Kiedyś tam pojedziemy. Sfotografować ujście Świnki do Wieprza to jest coś.
Jak zawsze w terenie otworzyłem oczy chwilę przed świtem. Na niebie galopowały skłębione chmury, gdzieniegdzie przez okienka prześwitywało jasne niebo. Na wschodzie coś przecierało się czerwonawo. Złapałem aparat, statyw i powędrowałem szukać miejsca, gdzie można ciekawie ten poranek nad rzeką uwiecznić. Pies oczywiście uznał, że idzie ze mną i będzie mi pomagał... na razie zadbał bym nie szedł zbyt szybko, bo zaczął mi wywijać pod nogami radosne ósemki. Mógłbym się w pośpiechu przecież o coś potknąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz