niedziela, 10 lipca 2011

Majowy Poranek...

4 maja 2011. Wiosna w pełni. Drzewa już z całkiem rozwiniętymi liśćmi, na łąkach trawy do pół łydki. Kaczeńce prawie przekwitły. Po zawilcach  w lasach już niemal ani śladu.
Obudziłem się jakoś o świcie i postanowiłem wyskoczyć na pobliską kaczeńcową łąkę. Może znajdę jeszcze ładne kwiaty. Jak słońce wzejdzie wyżej będzie zbyt ostre na ich fotografowanie.
Wyjrzałem za okno i w pierwszej chwili nie zrozumiałem co zobaczyłem... wszytko było zasypane śniegiem. Podwórko, dachy, płot... Złapałem aparat i wybiegłem z domu...






Kaczeńcowa łąka... jedynie tam gdzie stała woda nie było biało.
Kaczeńce były zbyt delikatne i śnieg przygniótł je do ziemi  




Wystając spod śniegu kłosy zarodnionośne skrzypu...
... widziałem coś takiego po raz pierwszy w życiu. I wcale bym się nie zdziwił  gdyby nie po raz ostatni.
Mniszki lekarskie miały jakby y lekka ogłupiałe miny...



Śnieg rozpuszczał się bardzo szybko, już o ósmej nie było po nim ani śladu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz