wtorek, 5 lipca 2011

Nadwiślańskie łachy - a na nich ostrygojady...



Ciągle zapominam jakie są u nas rzadkie. Spotykam się z nimi ciągle. Kiedyś na jednej z wysp znalazłem dwa gniazda w odległości zaledwie kilku metrów. Żartowałem, że to największa kolonia ostrygojadów w Polsce.
Kiedy jeszcze pracowałem przy badaniach ptaków przyjechał do pomocy jakiś zapalony ptasiarz. Siedzimy i obrączkujemy pisklęta mew pospolitych, kiedy obok przeleciał i zagwizdał ostrygojad. Gość się poderwał jak  oparzony... łapie lornetkę:
- Ty... co to było??
- A to... macham ręką, nie odwracając się nawet - Ostrygojad.
- Jak to, lecimy.. ty wiesz jakie to jest rzadkie!!!!!!!!!!!!!
- No tak ale wiesz... tam jest jedno gniazdo, kilometr pod prąd drugie a po jakiś trzech kilometrach kolejne. Widuje je kilka razy dziennie, to już mi spowszedniały...
Zobaczyć minę tego człowieka... bezcenne :)
Dziś w Polsce ostrygojadów jest trochę więcej, w moich okolicach mniej. Ale w miejscu gdzie kilka lat temu zrobiłem te zdjęcia, widziałem w tym roku parę prowadzącą już podrośnięte dwa młode. Może to nawet ta sama para...



Gniazdo w ostach zawsze będzie bezpieczniejsze.

I pamiętaj smarkaczu, to co podkładam ci pod dziób...

... jest do jedzenia. Jasne!!!









3 komentarze:

  1. o jaki niepodobny do tatusia !
    a na prawdę jedzą ostrygi ?

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak ma, potem sie upodobni :)
    U nas czasem małże z braku ostryg...ale tam gdzie są to chętnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam, że się tak nazywają:)

    OdpowiedzUsuń