czwartek, 27 października 2011

W obronie...




Szedłem leniwie brzegiem starorzecza. Między starymi wielkimi wierzbami, które już kilkakrotnie tu na blogu występowały.  Kątem oka obserwowałem  równie leniwie płynącego niedaleko łabędzia. Sielanka po prostu. A Słowianie lubią sielanki :) 
Nagle usłyszałem gwałtowne "ping ping ping ping... " łysek. I chlupot wody! Łabędź wpłynął w żerującą się na skraju trzcin rodzinę łysek!  Z kilkoma dopiero co wyklutymi młodymi - małymi czarnymi puchatymi kuleczkami, jakby maźniętymi na wierzchołku czerwonym lakierem. Pewnie by je zupełnie zlekceważył ale łyski poderwały się gwałtownie. Jedna zgromadziła dokoła siebie pisklęta i ukryła się gdzieś w nadbrzeżnej roślinności a druga ruszyła...  do ataku. Na wielokrotnie większego łabędzia... ! Z zacietrzewieniem takim, że łabędź który początkowo wykonał tylko kilka takich ruchów jakby chciał się odgonić od męczącej muchy, w końcu poderwał się do lotu i sromotnie opuścił pole bitwy...
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Zdążyłem zrobić trzy zdjęcia z których wyszło jedno.










5 komentarzy:

  1. Ktoś zbiera dane o późnych lęgach łownych kaczek i łysek. Chodzi o przesunięcie daty przedwczesnych łowów.
    Pozwolisz mi na opublikowanie tego materiału na plamce? :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :-)
    Robert, tylko czy potrafiłbyś określić datę tego wydarzenia? Nie musi być dokładna, jednak taka informacja byłaby dość istotna. Bo rozumiem, że wpis powstał jakiś czas później...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo później... :) zdjęcie zrobiłem gdzieś na początku lat 90 ubiegłego wieku. Mógł być gdzieś 1992 lub 93 rok.Sadząc z roślinności to jakiś środek maja.Może udałoby się określić miesiąc jakbym dotarł do negatywów ale do tego potrzebne są poszukiwania archeologiczne. Dużych kilka lat temu poskanowałem co lepsze zdjęcia z negatywów, wszystko spakowałem i ukryłem na dnie szafy... nawet już nie pamiętam, której. Spróbuję coś podziałać ale nie obiecuję efektów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak patrzę na to zdjęcie i sobie myślę... łysek tam nie ma, łabędzi też. Kiedyś ktoś jednego zastrzelił i zjadł... drugi był sam przez rok a potem już nie wrócił... Osoka na zdjęciu też chyba wyginęła... :(

    OdpowiedzUsuń