poniedziałek, 19 września 2011

Nadwiślańskie łachy - a na nich ponownie mewy pospolite (siwe) ...




Seria zdjęć sprzed kilkunastu lat kiedy  mewy siwe były jeszcze pospolite. Wszystkie zdjęcia zrobiłem w ciągu kilku dni, na nieistniejącej już wiślanej wysepce, na której gnieździło się chyba ze trzydzieści par. Czyli więcej niż widziałem gniazd w tym roku na wszystkich odwiedzanych wyspach. W niewielki krzew wierzby miałem wkomponowany szałas, z którego mogłem obserwować i fotografować ptaki niemal we wszystkich kierunkach. 


Mewy siwe niepospolite biegają po łachach  z wdziękiem  baletnic... 


Próba sił na granicy terytorium. Dwa ptaki z tyłu kombinują  jakby tu  powiększyć swoje włości. Ten na pierwszym planie się nie daje. Pochyla się w dół i zachowuje jakby dziobał ziemię, zabawnie przy tym gulgocząc. Ornitolodzy nazywają to "choking" i po naszemu oznacza "widzę was i zaraz się wku... rzę"

Wkurzenie objawia się przyjęciem pozycji nazywanej "long call". Ptaki wydają przeciągły modulowany okrzyk, zarzucając przy tym głowę aż na plecy. Jest to jeden z najbardziej znanych głosów mew. Niemal w każdym filmie o morzu słychać je gdzieś w tle. Często wespół z bardzo podobnymi , tylko niższymi, głosami mew srebrzystych . To w naszym języku oznacza... "jeszcze krok i w.. dziób"!

Jeśli to nie pomoże, dochodzi do "dziobo lub skrzydłoczynów". Te mewy  trzymały się za bary przez  kilka długich minut. Miętosząc się dziobami i próbując dosięgnąć skrzydłem.

Zakończenie tych wszystkich twardych negocjacji, prób na głosy czy dzioby.

A wszystko po prostu... tak dla jaj!
Swoją drogą po kształcie plamek można określić kolejność składania  jaj z praktycznie stuprocentową  pewnością. 

Tylko, że potem trzeba sobie cierpliwie przez miesiąc siedzieć  i czekać... 

... aż małe coś postanowi, że ma dosyć wewnątrzjajecznego życia.

Ale wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa  robota...



... bo wszystkie maluchy są wściekle głodne

 rozłażą się wszędzie i też lubią udawać kamyki lub inną materię nieorganiczną .




2 komentarze: