czwartek, 8 września 2011

Nadwiślańskie łachy - a na nich białoczółki...

... najmniejsze nasze rybitwy. Zaledwie wielkości jerzyka. Ptaka oczywiście a nie kolczastego gościa naszych ogrodów. Zwyczaje mają oryginalne. Aby zdecydować się na zamieszkanie w jakiejś okolicy, potrzebują rozległych bezludnych plaż. Między innymi takich jak nadwiślańskie wyspy. Jeśli jednak wyspa zarośnie choćby rzadką trawą, ptaki przenoszą się w inne miejsce. Jeśli innych miejsc zabraknie bo ktoś rzekę ureguluje, wyniosą się całkiem. Nad Wisłą jest ich jeszcze trochę. Widywałem kolonie po dwadzieścia - trzydzieści par.  Kilka lat temu,  gdy gościłem nad  Loarą, przez tydzień zauważyłem zaledwie jednego ptaka... 
Życie rybitwiego samca nie jest proste. Samica ocenia go po wielkości przyniesionych ryb. Za mała albo brzydka i facet ma przechlapane.  



Gniazdo to po prostu dołek w piasku. Obok ślady narysowane końcówkami skrzydeł przy starcie do lotu.
Jestem niezły gość... taką rybę złapałem...
... więc można próbować się przypodobać...
... tym bardziej, że te małe są ciągle głodne.

I nastarczyć nieraz trudno.
W upalne dni rodzice co chwila lecą się schłodzić w wodzie. Gdy wrócą, maluchy robią ci się da by wepchnąć się pod mokry brzuszek.
Rodziców nie ma... ja udaję kamyk na piasku...




4 komentarze:

  1. Robert, a pozwolisz na skopiowanie tego wpisu do mnie na plamkę? Jest kapitalny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ukrywam, że popularna białoczułka jest jednym z najbardziej lubianych przeze mnie ptaków :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt, jest w miej coś takiego delikatnego i subtelnego. Nawet jak na rybitwę. Co roku wypatruję ich z niecierpliwością. I niestety co roku widuję ich coraz mniej :(

    OdpowiedzUsuń