25 lutego 2014

Opowieść o starych drzewach X



Zima była... powiedziałbym raczej, zaistniała, przez chwilę. I Ale pomimo to po trzech latach oczekiwań, udało się mi zrobić jakimś cudem zimową wersję "Opowieści o starych drzewach". W zeszłym roku chociaż zima była długa i śnieżna, pogoda nie chciała mi sprzyjać. Ktoś policzył, że było wtedy zaledwie kilkanaście słonecznych dni. A próby, jakie zrobiłem przy pochmurnej pogodzie były... i tu przemilczę... znaczy, nie nadawały się do pokazania. Rok wcześniej zaś prawie nie było śniegu.
Teraz wreszcie się udało. Słońce, drzewa i ja znaleźliśmy się w jednym czasie i miejscu.












Poprzednie części "Opowieści o starych drzewach":




Opowieść o starych drzewach IX

21 lutego 2014

"Nadejszła... i odejszła..."




Zima przyszła w lutym. Na razie wszystko wskazuje na to, że na chwilę. Chyba, że znowu czeka nas Wielkanoc w śniegu.
Ale jak już się zjawiła, to z całym rozmachem. W dzień było kilkanaście stopni mrozu. Nocami zaś temperatura spadała poniżej - 20. Wisła zaczęła więc w szybkim tempie zamarzać. I dosłownie po kilku dniach, jak to mawiają w moich okolicach - stanęła.

- I jak tam panie Robercie, Wisła stoi?
- Stoi...
 Taka wymiana zdań dla kogoś niewtajemniczonego może wyglądać zabawnie.

Albo taka:
- Był pan nad Wisłą? Idzie woda?
- Idzie, idzie...
To znowu oznacza, że poziom wody w rzece się podnosi i zbliża się powódź. Takie właśnie rozmowy nieraz toczyłem... nadwiślańskie klimaty...

A zanim zdążyłem uporządkować i obrobić zimowe zdjęcia, Wisła... poszła, znaczy lody puściły.





No więc Wisła w moich okolicach stanęła

 Tu i ówdzie zostały niezamarznięte oczka, na których gromadziły się ptaki.

Najwięcej było łabędzi i kaczek...

...widocznych z daleka w podnoszących się oparach 

Jak okiem sięgnąć na rzece lód...







18 lutego 2014

Wylazły...




Środek lutego, sobota rano... wybrałem się do pobliskiego lasu. Chciałem odwiedzić zaprzyjaźnione przebiśniegi i sprawdzić jak się czują rosnące nieopodal wawrzynki.
Doszedłem na miejsce, rozejrzałem się... no i... nic jeszcze nie ma. Już chciałem się zawinąć i ruszać dalej, gdy dostrzegłem coś maleńkiego, zielonego... Nachyliłem się i... jest! Paskudztwo jedno... a obok drugie, trzecie... Nie ma nawet centymetra wysokości ale wyłazi z ziemi... Kilka sztuk nawet przebijało się przez resztki śniegu! Jakby nie miały co robić.

Wawrzynki na szczęście jeszcze nie zakwitły. Dopiero są nabrzmiałe pąki.

Dzień później usłyszałem pierwsze skowronki. Pięć sztuk przeleciało nad moją głową, poćwierkując sobie po swojemu. Znad pobliskich stawów dobiegały głosy żurawi. Kilka razy pojawiły się też gęsi.
W lesie podśpiewywały sikorki i jakieś inne kowaliki.

Czyżby na razie koniec z zimowymi zdjęciami? Nawet się nie nacieszyłem zimą... Kiedyś to bywało tak (link) i to w najlepszym razie na początku marca.



















30 stycznia 2014

Z traktorem na boćki II




Postanowiłem w tym roku powtórzyć fotografowanie bocianów przy pomocy drobnego rekwizytu... traktora. Zeszłoroczne próby (do obejrzenia tutaj) wypadły całkiem obiecująco. Pojechałem więc do przyjaciół w Sławatyczach w czasie sianokosów. Wsiadłem "na pasażera" do traktora i ruszyliśmy, ścinając gęste nadbużańskie trawy. Po kilku minutach pojawiło się chyba z 8 boćków. Te to mają wywiad i rozpoznanie okolicy. Tak jak pisałem wcześniej, wcelowanie w bociana z kolebiącego się traktora było sporym wyzwaniem.... ale nagle kosiarka się zatkała jakimś upartym wiechciem trawy. Trzeba było zejść i ją oczyścić. I tu... bociany nas zupełnie zlekceważyły. Kiedy trzymałem się blisko traktora, traktowały mnie niemal jak powietrze i podchodziły na kilka metrów! Postanowiłem sprawdzić gdzie leży granica ich tolerancji. Dopiero gdy oddaliłem się o jakieś dziesięć metrów, bociany zwróciły na mnie uwagę. Ale nawet wtedy nie odleciały tylko odsunęły się z wyraźnym niesmakiem na dziobach. Pomysł ze stojącym traktorem powtórzyliśmy jeszcze kilkukrotnie. I za każdym razem przynajmniej kilka bocianów szukało smakołyków nie dalej niż dziesięć metrów ode mnie. Potem usiadłem obok wielkiej beli zeszłorocznego siana, narzuciłem się świeżą pachnąca trawą i czekałem na przejazd traktora z bocianim orszakiem. Taka... defilada przed obiektywem.
Wkrótce bociany się najadły i przestały biegać za traktorem. Przez chwilę postały na łące i powoli zaczęły odlatywać. Chyba nakarmiliśmy do syta wszystkie okoliczne boćki.
W kolejnym roku pewnie znowu wproszę się do Sławatycz na bocianokosy...  dobrze Asiu?





Lądowanie
"Szwedzki stół"
Własnie tłusty pasikonik zniknął w gardzieli... 
Co ja połknąłem? - stał tak przez minutę zastanawiając się - ...  kłaczek?
Ruchy, ruchy panienki... traktor się oddala!
Bociany zupełnie mnie lekceważyły o ile nie oddalałem się od traktora
...narzuciłem się świeżą pachnąca trawą i czekałem na przejazd traktora z... 
...bocianim orszakiem.









24 stycznia 2014

Wisła zamarza...



W środku zimy wreszcie zaczęła się zima. Wczoraj rano termometr pokazał -15. Ale dwa dni mrozu to za mało, by Wisła zamarzła więc dla zaostrzenia apetytu zdjęcia z zeszłego roku. Odnalezione i właśnie obrobione w czasie noworocznych porządków na dyskach. 


Chwila przed wzejściem słońca...

Słońce właśnie wschodzi...

Malarstwo abstrakcyjne w wykonaniu Matki Natury

Pierwsze promienie słońca ścielą się po lodzie

Godzina po wschodzie... pora wracać do domu. 



17 stycznia 2014

Koniki polskie - amory




Najlepiej żyje się w tabunie. Bo nie daj Boże zamkną nas w stajni i we wszystko będą się wtrącać jacyś zootechnicy czy inni eksperci... okropność! I żadnej frajdy z życia... Niech żyje wolność! Wolność i swoboda... trawa pod kopytami, wiatr w grzywie i słońce na grzbiecie...!
I niech ktoś powie, że nie to go z zadu...


















16 stycznia 2014

W poszukiwaniu zimy...




Pojechałem w Bieszczady by szukać zimy. Trafiłem na... przedwiośnie. Śnieg, który spadł na początku grudnia właśnie topniał. Nawet na połoninach było go niewiele. Lody na rzekach pękały. Gdyby nie gwałtowne podmuchy wiatru, smagające wszystko z zaskakującą siłą byłoby miło, ciepło i wiosennie. 
Na zdjęciach Kaskady Sanu w Chmielu w zimowo-wiosennej aurze. Gdy je robiłem było tak ciepło, iż przyłapałem się na odruchowym nasłuchiwaniu czy nie śpiewają pierwsze skowronki...


















20 grudnia 2013

Wesołych Świąt


Czego by tu życzyć...?

Aaa... już wiem!
Białego Bożego Narodzenia i zielonych Świąt Wielkanocnych.
Zdrowia i pomyślności wszelakiej.
Szczęścia liczonego w kopach albo przynajmniej w tuzinach.
I żadnych wieści ze świata polityki.
Umiarkowania w świątecznym jedzeniu.
I aby zawsze było już tylko "lepiej"
A fotografom czystej matrycy i naładowanych akumulatorów.

..................................................
..................................................
.................................................

W miejsce kropek należy wstawić swoje najskrytsze marzenia.


Życzy Robert Dejtrowski z rodziną




19 grudnia 2013

Zaklinacz koni V




Heeej... futrzaki...! Tak, o was mi chodzi! Nie stójcie pod drzewami. Chodźcie do mnie. Jest ktoś chętny na poranne czochranie futra!?



Ty pierwsza? No to dawaj nochala.... 

... ej, no... proszę się nie pchać!

Oooo... i kolejna zazdrośnica przyszła.

Zostaw... moje buty są niesmaczne.

Jak się nie będziecie rozpychać, to mogę drapać obie...

Widzisz jak dobrze... 

A może drapanie pod bródką? 

Ależ się tego nalazło... nawet Tata nie ma jak fotografować!





Poprzednie przygody Młodego i koników:

Zaklinacz koni IV

Zaklinacz koni III

Zaklinacz koni II

Zaklinacz koni





13 grudnia 2013

Na brzegu rzeki Bug usiadłem i myślałem...



A droga wiedzie w przód i w przód, 
Choć się zaczęła tuż za progiem - 
I w dal przede mną mknie na wschód, 
A ja wciąż za nią - tak jak mogę...
Znużone stopy depczą szlak - 
Aż w szerszą się rozpłynie drogę ,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? - rzec nie mogę.

           J.R.R. Tolkien "Władca pierścieni"



Jeśli chcesz zbudować statek, nie gromadź ludzi, by zbierali drewno i rozdzielali obowiązki ale wzbudź w nich tęsknotę za rozległym i niekończącym się morzem.

         Antoine Marie Jean-Baptiste Roger de Saint-Exupery





Usiadłem na brzegu, zapatrzyłem się w dal i zamyśliłem. W wodzie odbijały się drzewa. I nagle dostrzegłem w toni wodnej drogę i bramę... portal do innego świata... raz się otwierał raz przymykał... falował w nieskończonej zieloności. Trwał....