piątek, 21 lutego 2014

"Nadejszła... i odejszła..."




Zima przyszła w lutym. Na razie wszystko wskazuje na to, że na chwilę. Chyba, że znowu czeka nas Wielkanoc w śniegu.
Ale jak już się zjawiła, to z całym rozmachem. W dzień było kilkanaście stopni mrozu. Nocami zaś temperatura spadała poniżej - 20. Wisła zaczęła więc w szybkim tempie zamarzać. I dosłownie po kilku dniach, jak to mawiają w moich okolicach - stanęła.

- I jak tam panie Robercie, Wisła stoi?
- Stoi...
 Taka wymiana zdań dla kogoś niewtajemniczonego może wyglądać zabawnie.

Albo taka:
- Był pan nad Wisłą? Idzie woda?
- Idzie, idzie...
To znowu oznacza, że poziom wody w rzece się podnosi i zbliża się powódź. Takie właśnie rozmowy nieraz toczyłem... nadwiślańskie klimaty...

A zanim zdążyłem uporządkować i obrobić zimowe zdjęcia, Wisła... poszła, znaczy lody puściły.





No więc Wisła w moich okolicach stanęła

 Tu i ówdzie zostały niezamarznięte oczka, na których gromadziły się ptaki.

Najwięcej było łabędzi i kaczek...

...widocznych z daleka w podnoszących się oparach 

Jak okiem sięgnąć na rzece lód...







6 komentarzy:

  1. łabędzie w zimowej aurze i mgle wyglądają fantastycznie !
    i może troszkę surrealistycznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba.... trzeba je było oglądać na żywo... to dopiero był surrealizm ;)

      Usuń
  2. W mojej rodzinej wiosce, mówią na wodę, że idzie, kiedy rzeka wylewa na wiosnę. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie mówią tak na każdy przybór wody :)

      Usuń
  3. Już niech zima nie wraca, wolę wiosnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie zimy nie bylo, chodz nie narzekam! bardzo podobaja mi sie zdjecia ;3
    wczoraj dopiero zalozylam bloga, byloby milo jakbys wpadla ;)
    creeating-memories.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń