czwartek, 27 października 2011

W obronie...




Szedłem leniwie brzegiem starorzecza. Między starymi wielkimi wierzbami, które już kilkakrotnie tu na blogu występowały.  Kątem oka obserwowałem  równie leniwie płynącego niedaleko łabędzia. Sielanka po prostu. A Słowianie lubią sielanki :) 
Nagle usłyszałem gwałtowne "ping ping ping ping... " łysek. I chlupot wody! Łabędź wpłynął w żerującą się na skraju trzcin rodzinę łysek!  Z kilkoma dopiero co wyklutymi młodymi - małymi czarnymi puchatymi kuleczkami, jakby maźniętymi na wierzchołku czerwonym lakierem. Pewnie by je zupełnie zlekceważył ale łyski poderwały się gwałtownie. Jedna zgromadziła dokoła siebie pisklęta i ukryła się gdzieś w nadbrzeżnej roślinności a druga ruszyła...  do ataku. Na wielokrotnie większego łabędzia... ! Z zacietrzewieniem takim, że łabędź który początkowo wykonał tylko kilka takich ruchów jakby chciał się odgonić od męczącej muchy, w końcu poderwał się do lotu i sromotnie opuścił pole bitwy...
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Zdążyłem zrobić trzy zdjęcia z których wyszło jedno.










piątek, 21 października 2011

Konin...

... a w nim chyba najstarszy polski drogowskaz. A nawet nie tylko polski ale i europejski znajdujący się poza granicami dawnego Imperium Rzymskiego.  Zbudowany z gruboziarnistego piaskowca pochodzącego prawdopodobnie z pobliskich kamieniołomów stoi na dziedzińcu kościoła św Bartłomieja. Na nim widoczny jest łaciński napis sprzed prawie 900 lat

Roku Wcielenia Pańskiego 1151
do Kalisza z Kruszwicy tu prowadzi punkt,
wskazuje to formuła drogi i sprawiedliwości,
którą kazał uczynić komes palatyn Piotr
i starannie tę drogę przepołowił,
aby był go pamiętny,
racz każdy podróżny modlitwą prosić
łaskawego Boga.
(tłumaczenie Krzysztofa Dunin-Wąsowicza)

Niby wszystko jasne ale koniński słup jest bardziej tajemniczy.
Nie do końca wiadomo kim był palatyn Piotr... Wersje są dwie...
W jaki sposób tyle lat temu, kiedy nie znano GPS'ów i geodetów ustawiono go dokładnie w połowie odległości między Kaliszem i Kruszwicą odległymi o 100 km. W/g mojego GPS różnica liczona w prostej linii jest nie większa niż kilkaset metrów!
Niektórzy historycy zastanawiają się czy słup nie jest jeszcze starszy.... czy pogańska jeszcze rzeźba,  która zamiast zniszczona jako zło wcielone, została użyta w innym znaczeniu w XII wieku.













czwartek, 20 października 2011

Zima idzie...

 ... trzeba zwiewać do ciepłych krajów. Za chwilę będzie tu co najmniej minus siedemset...



Machać machać... nie ociągać się... tam dokąd lecimy jest mniejszy VAT...

Panta rhei kai ouden menei...



Fala jej mętna jak oko złzawione;
W niej niebios blaski i brzegi zielone,
I stare zamki pomieszane razem,
Drżą jednym żywym uroczym obrazem...

Lecz czyż ją widział, gdy brzemię zimowe
Zrzuca, ze snu się zbudzić niecierpliwa?
Gdy burzą grzmiącą piersi wznosząc płowe
Wściekła gniotące okowa rozrywa?

                                   Roman Zmorski 

















poniedziałek, 17 października 2011

Idę sobie do drewutni...



... a tam cieśla... i to do tego tyczy mi drewno...
Ten przedziwny chrząszczyk ma trochę ponad centymetr długości i ponad  pięciocentymetrowe czułki czułki. To tak jakbyśmy my mieli gdzieś dziesięciometrowe antenki na głowie!!!
A tycz cieśla nie dość, ze radzi sobie doskonale to jeszcze całkiem sprawnie lata. Co widać na ostatnim zdjęciu...
Ta dziwna nieco nazwa pochodzi od dźwięków wydawanych przez zaniepokojone owady, przypominających nieco piłowanie drewna i wzoru na czułkach podobnego do tego na tyczkach pomiarowych.





... i tyle go widziałem...


niedziela, 9 października 2011

Nadwiślańskie lasy łęgowe.

Niegdyś porastały regularnie zalewane doliny rzeczne. Dziś zajmują zaledwie mały procent swojej pierwotnej powierzchni. Szacuję się, że te najprawdziwsze, naturalne łęgi zajmują zaledwie 1% tego co kiedyś rosło.  Regulacja i wycinki przetrzebiły je bardzo skutecznie. Dziś trzymają się kurczowo nieuregulowanych odcinków rzek. Głównie Wisły i Bugu. 
A są łęgi najbogatszym siedliskiem leśnym w Europie. Takim odpowiednikiem lasu tropikalnego. Można w nich spotkać około 40% gnieżdżących się u nas ptaków, żab wielką rozmaitość, owadów mrowie...  I to w największych zagęszczeniach. Kiedyś nocowałem nad Narwią  i od śpiewania słowików aż trzęsła się ziemia. W bezpośredniej okolicy mojego namiotu wytężało swe dzioby tyle samców, że nie byłem w stanie ich zliczyć!
Jednocześnie jest to jedno z najbardziej zagrożonych siedlisk w Europie. Niewiele brakuje by lasy łęgowe w  ogóle zniknęły z mapy... 













środa, 5 października 2011

Koniki polskie - takie tam galopki...



...
W oczach pusto, pulsują mi skronie
Wyczekuję swojej kolei
Tylko te konie, konie, konie,
Galopują w stronę nadziei
...
                                   Jonasz Kofta
















poniedziałek, 3 października 2011

Nadwiślańskie noce...

Dwa dni temu nad Wisłą... Światła na drzewach to reflektory samochodów wędkarzy, którzy obficie zjechali korzystając z ciepłej jesiennej nocy.


niedziela, 2 października 2011

Dawno temu gdzieś na Polesiu...

...

dom i dziadkowie
wsparci o siebie na ganku
bez jednego gestu sprzeciwu
spokojnie jak równinna rzeka
spływają z prądem
                  do ujścia
....
                        Józef Baran



Zabłądziłem... jechałem gdzieś przez Polesie z mapą na kolanach i liczyłem skrzyżowania. W rzeczywistym świecie było o jedno więcej niż w papierowym więc skręciłem za wcześnie. Wjechałem w drogę asfaltową, jak na polskie warunki... nawet elegancką. Mającą ewidentnie wiele lat ale... nie istniejącą na mapach. Po kilkunastu kilometrach zorientowałem się, że coś się nie zgadza. Miały być jakieś wsie a tu tylko pola. Postanowiłem jechać dalej, kierunek z grubsza się zgadzał. I nagle trafiłem na wioskę zagubioną wśród pól przy nieistniejącej drodze... i zobaczyłem widok jak z obrazów mistrza Chełmońskiego... Dwa piękne domy pamiętające prawdopodobnie czasy powstania styczniowego a być może i listopadowego...
I zastanawiałem się wielokrotnie czy nie podjechać w to miejsce teraz, zobaczyć jak to wygląda. Ale się boję. Wolę pamiętać jak było. Pewnych miejsc nie należy odwiedzać po latach, bo można się srodze rozczarować...