27 maja 2014

Koniki polskie - Urodzić się w deszczu...


Pogoda latoś nie rozpieszcza. Koników polskich też. W tym roku rodziły się w deszczu...


Przyszłam na świat a tu leje....
...Mokro wszędzie, zimno wszędzie!
I jeszcze swędzi... co za koszmar...
Pobrykam sobie, może będzie cieplej!
A kuku??
Gość z aparatem... lepiej się schowam za mamę.
Niech nikt mi nie wmawia, że to się je...
To rozumiem... jeść, jeść, jeść, jeść, jeść, jeść, jeść, jeść !!!








15 maja 2014

I nie napijesz się przez słomkę...





Dawno, dawno temu skontaktował się ze mną redaktor z jednego Wielkiego Wydawnictwa.
- Czy masz zdjęcia pijącego ptaka?
- Eeeee... nie mam...
A potem zacząłem się zastanawiać. Trzeba by takie zdjęcie zrobić. Pijące ptaki widziałem wielokrotnie. Tylko jak to utrwalić na zdjęciu? Ptaki piją w sposób specyficzny. Nie potrafią przełykać tak jak my. Z racji, że nie są ssakami, nie mają mięśni odpowiedzialnych za ssanie... Muszą nabrać porcję wody do dzioba a potem podnieść głowę do góry i poczekać aż woda spłynie sobie przełykiem do brzuszka. I tak po kropelce... Żeby wypić parę łyków wody taki łabędź, bocian czy wróbel musi się trochę postarać. I parę razy pokiwać głową.
Zresztą nawet nie udałoby się pokazać tego na jednym zdjęciu.
I dopiero niedawno, gdy siedziałem sobie nad starorzeczem przy zaprzyjaźnionych łabędziach, udało się mi zrobić całą serię zdjęć.
Więc panie redaktorze, nie wiem czy pan pamięta jak dwadzieścia lat temu się pan pytał o takie zdjęcia?
To teraz już je mam...

A swoją drogą, zawsze się uśmiecham radośnie jak widzę Kaczora Donalda pijącego coś przez słomkę. Podobnie jak Jamesa B. strzelającego osiemdziesiąt razy z sześciostrzałowego pistoletu bez przeładowania.







09 maja 2014

Ostatki...




Czas zawilców dobiegł już końca. Rozwijające się na drzewach liście zasłaniają światło. Lada moment nawet w słoneczny dzień będzie tu... ciemno. Wszystko co rosło na dnie lasu czekać będzie na kolejną wiosnę.
Utrwaliłem więc ostatnie zawilce .... i zupełnym przypadkiem pierwszego komara. Na szczęście był chyba jeszcze w szoku (poporodowym?) i mnie nie dziabnął. Siedział i kontemplował rzeczywistość.











23 kwietnia 2014

Wróciły...?



Jedno z moich ulubionych, nadwiślańskich starorzeczy.Otoczone łąkami i pięknymi wierzbami. Bywam tu częstym gościem i nie raz skrzyżowałem z tym miejscem obiektywy (link lub drugi link). Kiedyś, dawno dawno temu gnieździły się tu łabędzie. Opisywałem nawet jak zadziorna łyska odgoniła łabędzia od swoich młodych (link) albo ojciec łabędź tłumaczył mi, bym trzymał się z dala od brzegu, gdy na środku pływają jego dzieci (link). Potem łabędzie zniknęły. Doszły do mnie plotki, że ktoś po prostu jednego ptaka upolował i zjadł. Nagotował rosołek czy zrobił jakieś pieczyste. Przez blisko dwadzieścia lat starorzecze było puste. Nawet łyski zniknęły. Inne ptaki zresztą też. A był moment, że budowały tam gniazda rybitwy czarne czy perkozy. Jedynie na przelotach pojawiało się tam trochę ptaków. Dwa lata temu przez parę dni koczowało tam kilkadziesiąt łabędzi.

I niespodziewanie, gdy ostatnio przyjechałem tam o świcie, zobaczyłem w pierwszych promieniach słońca pływającego na środku jednego łabędzia... a po chwili pod brzegiem spostrzegłem wielkie, kopulaste gniazdo i siedzącą na nim samicę.

Mam do tych ptaków ogromny sentyment. Być może biorący się z czasów, gdy jako szczenię dostałem w swoje łapki "W krainie łabędzia" Włodzimierza Puchalskiego? Więc pewnie w tym roku nieraz będą tematem moich zdjęć.




Kiedy usiadłem na brzegu podpłynął i zmierzył mnie uważnie wzrokiem...
... a potem zajął się swoimi sprawami, nie bacząc na latającego nad nim...
... mistrza drugiego planu.
Głównie zaprzątała go pielęgnacja...
... upierzenia, przerywana leniwym pływaniem.

Ożywił się dopiero gdy nad wodą przeleciała kolejna para łabędzi. Poderwał się jakby chciał je pogonić...

... a potem wrócił nastroszony i dumny.







18 kwietnia 2014

Zamroziło i zawiało...




Dziwna była zima tego roku, mógłbym napisać niczym Heniek Sienkiewicz. Zanim na dobre się zaczęła, to już się skończyła. Trwała może wszystkiego ze dwa tygodnie. Ale za to mróz dochodził do dwudziestu stopni i wiatr też sobie nie żałował. Przewiewał śnieg z miejsca na miejsce, odsłaniał ziemię i kurzył ile się dało. Mimo, że śniegu było niemało, potrafił ogołocić całe hektary pól zaś przy każdej kępie drzew czy nierówności terenu potworzyć metrowe zaspy przekładane nawianym z pól pyłem.

Tak więc tej zimy śnieg... raczej nie był... biały...














16 kwietnia 2014

Wielkanoc






No proszę, tym razem Święta Wielkanocne zapowiadają się ciepło i zielono... zeszłoroczna tradycja nie została utrzymana. Zatem na te wiosenne święta:

Jaja na twardo to kiepski symbol życia zatem więc życzymy każdemu stada wyklutych kurczaczków drepczących krok w krok za nami...

Jak najmniej baranów w ludzkiej skórze...

Stada zajęcy kicających bez obaw przed obiektywem...

Co najmniej po beczce wody na głowę w Lany Poniedziałek - podobno to szczęście przynosi...

Rzeżuchy porastającej wszystko co może (widziałem kiedyś klawiaturę komputera porośniętą zieloną rzeżuszką :)

Wiosennej wiosny, letniego lata, jesiennej jesieni i zimowej zimy...

Spełnienia nawet tych najskrytszych marzeń...

Słońca w sercu i w umyśle...

.............................................

............................................

Powyżej proszę sobie dopisać własne życzenia...




                                                                            Danusia, Robert i Krzyś Dejtrowscy






11 kwietnia 2014

Sypnęło i na... cerkiewki




Śnieg sypał. Czasem mniejszy, czasem większy... Po zrobieniu całe jserii zdjęć zawiei w lesie i kilkukrotnym czyszczeniu obiektywu, zacząłem się zastanawiać, co zrobić z tak pięknie zaczętym dniem. I wtedy przyszło mi do głowy, że bieszczadzkie cerkiewki mogą w tym śniegu dobrze wyglądać. Ruszyłem więc ich szlakiem. Pogoda okazała się... bieszczadzka. Raz sypał śnieg, tak że nie było niemal nic widać a raz lał deszcz. Mimo kilku prób nie udało się mi sfotografować cerkiewki w Równi. Podjeżdżałem tam chyba ze 3 razy i za każdym razem lało. Mimo, że kilka kilometrów wcześniej - w Hoszowczyku padał słuszny śnieg. W Smolniku czekałem chyba z pół godziny. W końcu, zniechęcony ciapiącym deszczykiem, ruszyłem i wtedy zaczęła się śnieżyca. Wracałem kilkaset metrów na wstecznym biegu, bo nie było jak zawrócić. A bałem się, że śnieg jak się zaczął, tak i zaraz może się skończyć. Miałem zresztą rację... ale zdążyłem.




Hoszowczyk

Smolnik

Smolnik

Smolnik

Żłobek






02 kwietnia 2014

Sypnęło jak...




W połowie marca pojechałem na niemal trzy dni w Bieszczady.
Na nizinach było przedwiośnie... znaczy marzec. Przebiśniegi i leszczyny zaczynały kwitnąć.
Po drodze się zaczęło, dogoniła mnie wichura, która wyłączyła prąd w kilkudziesięciu tysiącach domów w Polsce. Widok pędzącego falami i padającego niemal poziomo deszczu był niezapomniany. Do tej pory widziałem coś takiego tylko w filmach.
Gdzieś w połowie drogi, gdy przejeżdżałem przez las, musiałem dać gaz do dechy. W dach i szybę zaczęły walić jakieś gałęzie. Chciałem jak najszybciej wyjechać na otwartą przestrzeń. Przyłapałem się nawet na myśli, że na szczęście tym razem jadę sam a rodzina siedzi bezpiecznie w domowym zaciszu. Szczęśliwie skończyło się na hałasie. Samochód wytrzymał atak drzew.
Dojechałem na miejsce w najbardziej obrzydliwą jesienną pogodę. Pochmurny listopad z meczącą mżawką i przejmującym wilgotnym zimnem.
Obudziłem się następnego dnia i za oknem zobaczyłem... zimę. Wszystko zabielone i sypiący gęsty śnieg. Ruszyłem więc, myśląc co by tu sfotografować. Śniegu napadało tyle, że po południu zacząłem się poważnie zastanawiać czy zabrałem ze sobą łańcuchy. Czy też z racji na wiosnę już je wyjąłem z bagażnika. Mniejsze i lżejsze samochody zaczęły już mieć problemy.
Do wieczora napadało miejscami kilkanaście centymetrów śniegu.
W nocy pogoda zmieniła się znowu. Powrócił obrzydliwy listopad. Rano rozpuściła się reszta śniegu. Potem zaczęło padać... potem zaczęło padać bardziej... Na Mazowsze wracałem w ulewnym deszczu.
Dwa dni później pogoda znowu się zmieniła. Zaczęło się piękne, słoneczne przedwiośnie.














PS. Kiedy myślałem nad tytułem przypomniała się mi pierwsza scena z filmu Tomasza Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza "Ciało". Kto widział, ten wie co co chodzi...





14 marca 2014

Wylazły całkiem...




Jednostronna znajomość między mną a wami
rozwija się nienajgorzej

Wiem, co to listek, co płatek, kłos, szyszka, łodyga, 
i co się z wami dzieje w kwietniu, a co w grudniu

Chociaż moja ciekawość jest bez wzajemności,
nad niektórymi schylam się specjalnie, 
a ku niektórym z was zadzieram głowę.

Wisława Szymborska  "Milczenie roślin"


















07 marca 2014

Trochę lansu...




Miło mi się przyznać, że w konkursie na Fotografa Roku Okręgu Mazowieckiego Związku Polskich Fotografów Przyrody kilka moich zdjęć zdobyło nagrody.

Wystawę pokonkursową można oglądać do końca marca w Muzeum Ziemi w Warszawie . Potem ma być pokazywana w innych miastach.




Popatrz mi prosto w oczy
I miejsce w kategorii "Inne zwierzęta"

Światło i cień
II miejsce w kategorii "Rośliny, grzyby, śluzowce i porosty"

Smocze wzgórze
III miejsce w kategorii "Inne zwierzęta"

Aranea Airlines
III miejsce w kategorii "Zestaw"
(Zestaw 4 zdjęć)














27 lutego 2014

Wylazły bardziej...




Po kilku dniach ponownie wybrałem się na  przebiśniee... e... znaczy przebiliście. Zaledwie parę dni temu wyglądały tak: "Wylazły..."
Tym razem nie musiałem ich szukać, widać je było z daleka. Niektóre nawet zdążyły zakwitnąć. Czyżby to już definitywny koniec zimy? Czy też tegoroczna pogoda spłata nam kolejny figiel i w kwietniu lub maju sypnie śniegiem? Swoją drogą poranek 4 maja sprzed trzech lat wyglądał tak:

Majowy poranek 2011

Hmmm...