piątek, 12 sierpnia 2011

Bieszczady - Buczyny pod Tarnicą....


 Wspinaczkę na Tarnicę przerwała gwałtowna burza i gradobicie. Grad wielkości fasolek walił po uszach   prawie jakby Matka Natura chciała wszystkich ukamienować. Szlakiem zaczęły płynąć strugi wody. Normalnie strumienie wody po kostki!  Jakiekolwiek chowanie się przed deszczem straciło sens, bo po kilku chwilach mokry byłem do... no do końca!
Jak już się rozpadało, to tradycyjnie nie skończyło do wieczora. Krótką chwilę mniejszego deszczu wykorzystałem na sfotografowanie starych buków, które mokre nabrały nowego życia i kolorów.
Potem pozostało tylko ostrożne zejście do Wołosatego.  Chwila nieuwagi na mokrej glinie mogło zaowocować  turlaniem, jeśli nie radosnym zjazdem błotnistą i kamienistą zjeżdżalnią.
Ale przynajmniej człowiek wiedział, że żyje :)
















4 komentarze:

  1. Piękne te buki :) A na marginesie to szkoda, że na tej glinie chociaż nie...do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo było takich, którzy zaliczyli tę glinę :) Barwnie wyglądli. Najlepsza była grupka młodych, zaczęli od tańców na błocie a skończyli bitwą na błoto... mnie się udało cudem niemal ale parę razy musiałem jakiś bardzo ekspresyjny taniec... wykonać.

    OdpowiedzUsuń
  3. W Bieszczady koniecznie trzeba jesienią albo zimą pojechać. Widoki piekne, ludzi prawie zero. Bajka.
    świetny blog i dobre zdjęcia.
    Na dzisiaj zakończę w tym miejscu.

    Pozdrawiam Robert Dziewulski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem :) Bywałem i wiosną i zimą i jesienią
      Pozdrawiam

      Usuń