07 czerwca 2023
Gdzieś tam, kiedyś tam nad Pilicą...
18 kwietnia 2023
Coś drgnęło...
Coś drgnęło... w słoneczne marcowe popołudnie, na drodze biegnącej przez podmokły las, poruszył się stary dębowy liść. I choć nie było nawet najmniejszego wiaterku, po chwili drgnął znowu. Ten ruch przyciągnął mój wzrok, zaintrygował. Po kolejnych kilku chwilach liść się podniósł i tak już został. Spod niego błysnęło coś złotego, potem to coś mrugnęło i wynurzyła się... głowa ropuchy. Przez kilka minut nic się nie działo, tylko mocno pulsowało małe ropusze gardziołko.
Była niesamowicie chuda, niełatwo jest przeżyć zimę. Poruszała się powoli, jakby czas biegł dla niej inaczej. Jedna łapa, trzy chwile przerwy, druga łapa cztery chwile przerwy. Sukces! Udało się przesunąć o trzy czy cztery centymetry. Zesztywniałe po zimowym śnie mięśnie ledwie pracowały. Zresztą, znamy to sami. Ile osób jest w stanie, chwilę po przebudzeniu, zerwać się jak sprężyna? A ropucha spała miesiące a nie jakieś tam marne kilka godzin...
09 grudnia 2020
Nadwiślańska wie(rzb)(dźm)a
Chodząc po nadwiślańskich chaszczowiskach, trafiłem kiedyś na wierzbę. Rosła samotna i ukryta przed ludzkim wzrokiem. Żeby się z nią spotkać, trzeba było zejść z utartych ścieżek, wedrzeć się w gęstwinę traw i rozmaitych chabazi porastających nadwiślański brzeg.
Nie była wielka, wzrost miała wręcz niepozorny ale sądząc z wyglądu wiele już przeżyła. Miała wypróchniałe wnętrze i ślady po niegdysiejszych dziuplach - otwory w pniu dziś prowadzące donikąd a właściwie do pustego wnętrza pnia.
Wyglądała trochę jak postać, pochylona nieco i z podniesionymi wysoko ramionami, jakby przerażona tym co dzieje się dookoła. Skojarzyła się mi z jakąś wiedźmą, roztaczającą pieczę nad okolicą. Tak dla wyjaśnienia, pierwotnie słowo "wiedźma" oznaczało "ta która wie" na przykład co robić, gdy ktoś zachoruje. Potrafi doradzić w takiej czy innej sprawie. Negatywnego znaczenia nabrało dopiero później.
Zrobiłem jej kilka zdjęć. Za to poniższe dostałem nawet kiedyś jakąś nagrodę...
30 października 2020
Gdzieś tam pomiędzy...
Coś się kończy, coś się zaczyna... magia początku i magia końca. Ujścia czy źródła rzek miały zawsze coś niezwykłego, coś co mnie wabiło, przyciągało. Byłem przy źródłach Wisły i przy jej ujściach, zjeździłem kilka lat temu Żuławy czyli deltę Wisły. Przeskakiwałem przez niewielkie strumyczki do niej wpadające i brodziłem przez małe rzeczki.
Od lat chciałem sfotografować ujście Sanu do Wisły. Ale ciągle jakoś było nie po drodze.
Aż w końcu trafiłem. W środku lata tego roku. Trzeba było tylko poprzedzierać się trochę przez jakieś chabazie i inne chaszczowiska, nakarmić setki komarów... nie... nie setki, tysiące a może i dziesiątki tysięcy komarów.
I już. Byłem! Stałem na niewielkim cypelku. Po mojej prawej stronie płynął San, po lewej Wisła. A ja gdzieś pomiędzy...
![]() |
| Po jednej stronie wierzbowego krzaka Wisła... |
![]() |
| ... po drugiej San sobie płynie. |
A nade mną... nie niebo gwieździste tylko komary. Czy mają coś wspólnego z prawem moralnym. Ciekawe co Immanuel by na to powiedział.?
Właśnie sprawdziłem... staruszek Immanuel miał urodziny tego samego dnia co ja...
30 września 2020
Polowanie na kometę
Odkrycie z 27 marca 2020 roku przeszło bez echa. Kto by tam zajmował się jakimiś kometami, zauważonymi przez krążący na orbicie teleskop. Tym bardziej, że świat zajęty był epidemią koronawirusa. W Polsce drugi tydzień były zamknięte urzędy, szkoły, muzea czy restauracje. Życie zamarło. Po zazwyczaj pełnym ludzi Placu Zamkowym w Warszawie, przemykały najwyżej pojedyncze osoby.
Jako pierwszy użył tego słowa, można powiedzieć wymyślił to określenie... Arystoteles - nazwał tak właśnie gwiazdy z włosami.
A kiedy szukałem informacji i kometach, najbardziej zaskoczyło mnie to, że włosy komety, znaczy jej ogon nie jest z tyłu! Nie powstaje za nią! Jest efektem działania wiatru słonecznego i jest skierowany w stronę... przeciwną niż słońce! A sama kometa wtedy leci sobie jakby bokiem w stosunku do moich i powszechnych wyobrażeń.
Nowy gość dostrzeżony niedawno na niebie
Był to kometa pierwszej wielkości i mocy
Zjawił się na zachodzie leciał ku północy
Ach... i jeszcze mam na koniec gorący apel do rowerzystów. Kiedy wracałem do domu spotkałem na szosie w środku nocy trzy całkowicie nieoświetlone rowery. Nawet nie było tych małych światełek odblaskowych w pedałach. Ja wiem, że jest ryzyko - jest zabawa. Ale może znajdźcie sobie inny sposób na zabawę. Zagrajcie w rosyjską ruletkę, skaczcie z mostów do wody albo... nie wiem co jeszcze. Ale nie ukrywajcie się w ciemności przed jadącymi samochodami. To żadna przyjemność mieć was potem na sumieniu.
25 lipca 2020
W zwierciadle niejasno...
Refleksy na wodzie? Coś w nich jest, co zawsze przyciągało mój wzrok i myśl, działało na wyobraźnię. Refleksy wywołujące refleksje...? Patrzyłem na odbicia wiekowych drzew, rozedrgane, lśniące w słońcu trzciny, wpatrywałem się w migoczące na falach drobiny światła... Rozmyślałem sam nie wiem o czym...
Góra
chmury pękały czarne
coraz czarniejsze
jakby koni frygijskich groźne tabuny
aż grom
przeszył obraz nie dokończony jeszcze
....
Edward Stachura - Metamorfoza
Nawet płynąc sobie przez jezioro czy rzekę patrzyłem na migoczące tuż przed moimi oczami obrazy. Dziwne, tajemnicze, jakby gdzieś tam się skrywał inny świat...
Alicjo? Jesteś tam...?
19 lipca 2020
Wisła - festiwal chmur i kolorów...
Pogoda ostatnio przynosi wiele niespodzianek. Burze, upały, przelotne deszczyki, ulewy i inne zjawiska pogodowe tworzą na niebie niesamowite spektakle. Czasami zupełnie niespodziewane. Ileż to razy wyglądałem przez okno, stwierdzałem, że nie zanosi się na nic ciekawego... a godzinę potem plułem sobie w brodę. Albo ruszałem w teren i kończyło się na spacerze wzdłuż brzegu. Tak... ostatnie tygodnie były bardzo pracowite. Ale też nie pamiętam bym kiedyś w tak krótkim czasie zrobił tak wiele różnorodnych zdjęć. Te tu pokazane, to zaledwie drobny wycinek.
Ale z drugiej strony opłaciłem to własną krwią. Dosłownie! Takiej ilości komarów nie widziałem od dawna. Przypomniały mi się praktyki terenowe w Białowieży. Robiliśmy wtedy zawody, kto ile komarów trafi na swoim kolanie za jednym uderzeniem ręki. Mój rekord wynosił dziewięć, rekord wszechpraktyk - jedenaście...
11 lipca 2020
Zagadka na dzień dobry...
Dziś mała zagadka. No właśnie... co to jest? Nie musiałem nigdzie daleko chodzić. Temat do zdjęcia znalazlem na własnym podwórku...
Ktoś wie? Ktoś rozpoznaje?
Hę?
Ciekaw jestem pomysłów...
05 lipca 2020
Koników polskich rozmowy...
Pewnego dnia na pewnej łące...
![]() |
| Hej... wstawaj... fajne jedzenie znalazłem! |
![]() |
| Zobacz... listeczki z gruszeczki na miedzy. Może tej, o którą Rzędzian z sąsiadem się procesował... |
![]() |
| Chrrr... chrrr... cicho tam! Ten to tylko o jedzeniu... |
![]() |
| No wstawaj, wstawaj... rusz ten koński zadek... |
![]() |
| Listeczki z gruszeczki czekają... zobacz jakie fajne i jakie smaczne... |
![]() |
19 września 2019
Wisła - wieczorem komary wychodzą z ukryć...
...A fotografowie jadą w teren. Myślałem, że tego dnia nie zrobię już żadnego zdjęcia. Co prawda wieczór zapowiadał się ciekawie - chmury na niebie były imponujące. Jednak kiedy dojechałam nad Wisłę, chmury postanowiły być jeszcze bardziej imponujące i... zakryły całe niebo. Za to całkiem niespodziewanie pojawiły się całe stada wygłodniałych... komarów. I to w ilościach takich, jakby wszystkie z całej gminy umówiły się właśnie w tym miejscu na berka gryzionego. Pod domem, ledwie kilka kilometrów dalej, nie miałem ich w tym roku wcale. A tu... wchodziły do oczu, nosa... nawet jednego zjadłem, gdy zasapany po wdrapaniu się na stromą skarpę, wziąłem głębszy oddech.
I już chciałem wracać. Myślałem, że jedyne co dziś mnie nad Wisłą spotka, to berek z komarami, gdy równie nagle jak przyszły, chmury się rozeszły. Błysnęły kolory, przejrzały się w wodzie.
Wyciągnąłem więc schowany do tej pory sprzęt i próbowałem nie zwracać uwagi na latające dookoła małe wredoty. Kiepsko to niezwracanie wychodziło. Z daleka musiało wyglądać to zabawnie. Na środku łachy stoi statyw a dookoła niego biega facet i macha rękami, jakby chciał... podfrunąć.
30 sierpnia 2019
Mewy srebrzyste - męki rodzicielstwa...
Gdzieś nad polskim morzem, zdarzyć się mogło to gdziekolwiek, łaziły sobie po plaży mewy. Głównie mewy srebrzyste ale było też trochę siwych i śmieszek. Oczywiście mewy srebrzyste, jak zwykle robiły najwięcej zamieszania. Największe i najgłośniej krzyczące. Słychać je było nawet kilkaset metrów od brzegu. Głosy ich pewnie znacie, choć nie wiecie, że znacie. W każdym filmie, którego akcja dzieje się nad morzem, słychać je w tle.
Nad samym brzegiem było sporo tegorocznych młodych i trochę dorosłych ptaków. I praktycznie się nie bały ludzi, plątały się pod nogami niczym miejskie gołębie. Złapałem aparat i zrobiłem kilka zdjęć. Takich zwyczajnych. Stoją sobie mewy, chodzą sobie mewy... Kilka ptaków miało obrączki, więc zrobiłem jeszcze im zdjęcia dokumentacyjne. Odczytam potem w domu i wyślę informację do Stacji Ornitologicznej. Przydadzą się im.
I nagle słyszę głos proszący mew. Jest bardzo charakterystyczny, takie jakby miauknięcia. I bardzo podobny u wszystkich gatunków, a przynajmniej u tych, które znam. Mewy siwe odzywają się tak samo, śmieszki - trochę bardziej piskliwie.
Obracam się i widzę jak tegoroczne młode biegają za... rodzicem. Na moje oko to samica. Młode, mające już co najmniej trzy miesiące, nie różniły się od dorosłych rozmiarami. Tylko upierzenie miały inne - szarobrązowe. Na białe będą musiały poczekać trzy czy cztery lata.
No i te dwa bachory, zamiast samemu czegoś sobie poszukać, biegały za matką i napraszały się wręcz namolnie. Pochylały się w proszącym geście i stukały dziobem w dziób, łapały za pióra... w którymś momencie złapały uciekającą samicę za ogon i przez chwilę jechały po piasku jak na nartach. A ona? Miałem wrażenie, że najchętniej spuściła by im porządny łomot. Odsuwała się, odbiegała kawałek, raz nawet odleciała o kilka metrów. Nic to nie dało. Dorastające dzieci były nieugięte. Ale dzięki temu mam całą serię ciekawych zdjęć.
Fotografowanie skończyło się gdy jakiś pies przybyły ze spacerowiczami spłoszył ptaki. Ludzi wytrzymywały, psa już nie.
Tak na marginesie powiem, że czasami nie rozumiem ludzi. Wyobraźcie sobie sytuację. Leżę na piasku z aparatem i długim obiektywem. Ze trzy metry od wody. Po samym brzegu chodzi fotografowana mewa. I większość osób przechodzi prawie po mnie. Jedna rodzina przeszła tak blisko, że prawie obsypali mi piaskiem obiektyw... No nie wiem, ja bym kogoś takiego obszedł dookoła. Jeszcze lepsza sytuacja zdarzyła mi się wieczorem. Zmierzchało już, miałem rozstawiony statyw. Na nim aparat skierowany na morze i leżące w wodzie kamienie. Od brzegu jestem tuż, tuż. Już mam naciskać spust gdy nagle przed obiektyw wchodzi mi rodzina z dwójką małych dzieci. Wyciągają telefony i zaczynają strzelać sobie selfiki... i tak przez 10 minut? Złapałem za statyw, bo bałem się, że go przewrócą. Ledwie się między mną a tym brzegiem mieścili. I tak... w promieniu kilkudziesięciu metrów było praktycznie pusto... ni człowieka. Bezmyślność, głupota, złośliwość?
I wtedy przypominała mi się sytuacja z Francji. Robiłem zdjęcia na Montmartrze i przyszedł mi do głowy taki pomysł. Na drugim planie obrazy na straganach a na pierwszym idący spacerowicze. Dałem dłuższy czas by zaakcentować ich ruch - ludzie mieli być trochę rozmyci. I tu pojawił się problem. Bo co podnosiłem aparat do oka, to wszyscy stawali albo się wręcz się odsuwali bym mógł to zdjęcie zrobić. I jeszcze się do mnie uśmiechali. Ba... zatrzymywały się nawet samochody i kierowcy czekali aż skończę! Widać co kraj, to obyczaj.
Obiecywałem sobie kiedyś, że nic mnie już nie zdziwi... ale to jakoś nie działa.
![]() |
| Mamo... głodny jestem... jeeeeść... jeeeść! |
![]() |
| Daj coś do jedzenia... no daj... no daj... no daj... |
![]() |
| I mnie też, i mnie też... |
![]() |
| No weź mamooo , jeść... jeść, jeść! |
![]() |
| Będę grzecznym dzieckiem, nawet podrapie cię po brzuszku... |
![]() |
| ...o właśnie tak, zobacz! |
![]() |
| Aaa...poszłyyyy baaaachoryryry - mama się trochę wkurzyła. |
![]() |
| Mamo, mamo... nie ucieeeekaaaj!! Jeść nam się chce!!! |




















































