niedziela, 1 kwietnia 2012

Opowieści spod karmnika - kowaliki...



Długo trwało, zanim kowaliki przekonały się do mojej stołówki. Byłem już po chyba kilkudziesięciu godzinach spędzonych w ukryciu. Słyszałem je jak odzywają się w pobliskim lesie. Nieraz bardzo blisko. Najbliższe drzewa znajdowały się dosłownie kilkanaście metrów od karmnika i ukrycia. Ale nie wychyliły zza drzew nawet czubka dzioba. Myślałem, że nic nowego nie uda się mi w tym roku sfotografować, bo to już początek marca i lada moment ptaki zajmą się ważniejszymi sprawami.

Aż tu nagle, gdy przyglądałem się trznadlom zajadającym rozsypane na ziemi proso, usłyszałem furkot a potem łomot. Z karmika powieszonego na żerdce wysypywała się kukurydza, słonecznik, pszenica i co tam jeszcze było... a w środku szalał niebiesko-rudy ptaszek z bandycką przepaską na oku. Zachowywał się niczym barbarzyńcy w Rzymie, rozrzucając wszystko na prawo i lewo w poszukiwaniu czegoś lepszego...

Od tej pory już jakoś poszło. Kowaliki zaczęły pojawiać się regularnie. Tylko, że zamiast odwzajemnić się współpracą za dostarczany słonecznik (jadły wyłącznie jego), poruszały się tak błyskawicznie, że nawet autofokus nie nadążał z ustawieniem ostrości. Najczęściej po prostu wlatywały do wnętrza karmnika, robiły tam straszny hurgot i odlatywały prosto do lasu. Nawet jeśli przysiadały na jakimś przygotowanym do tego patyku, to trwało to mgnienie oka. Postanowiłem więc być podstępny. W szczelinach starego pnia drzewa, który leżał pod karmikiem, poukrywałem tu i ówdzie smakowite ziarna słonecznika. I to trochę pomogło. Ale i tak na większości zdjęć mam ich ogonki albo nieostre głowy, bo własnie ptaki przeskoczyły o pięć centymetrów... Ale cóż, już Ansel Adams mawiał, iż najlepszym przyjacielem fotografa jest kosz na śmieci.




Kowalik to jedyny nasz ptak, który potrafi biegać po pniu drzewa nawet głową w dół. Żadne dzięcioły czy pełzacze tego nie umieją .  


Napchać dziób słonecznikiem i...


... zwiewać. W tym kowaliki były najlepsze!


Zadek kowalika. Dopiero trzeba zdjęcia, by zobaczyć jak pięknie jest ubarwiony. Kiedy ptak biega po pniu drzewa ta jego część jest niewidoczna.
Noż w kaczy kuper... nigdy nie przypuszczałem, że będę zachwycał się... pupą  kowalika :)



5 komentarzy:

  1. Ale rzeczywiście :) pupę ma uroczą :) Zachwycam się i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie takie same kuperki mają;'D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pupcia kowalika to chyba nagroda za te wszystkie, które w koszu wylądowały;)

    OdpowiedzUsuń