czwartek, 12 stycznia 2012

Na trzcinowiska skraju...

Korzystając z chwili nieco lepszej pogody i z tego, iż walczące ze mną wirusy na chwilę odpuściły, wybrałem się nad małe jeziorko, które od lat zimą zamieszkałe było przez kaczki. Na ogół przez krzyżówki i kilka łabędzi ale trafiały się czasem i rodzynki. A to jakaś czernica, mandarynka, zabłąkane łyski... raz nawet widziałem świstuna!!!
I przyznam się, że szedłem bez przekonania. Nie spodziewając się dziś niczego ciekawego. Ale kiedy usiadłem sobie na brzegu, dostrzegłem pięknie oświetloną, niskim, zimowym słońcem kępę trzcin, rozmigotane odbicia w wodzie i pływające w tym kaczki... Początkowo trochę się bały ale siedziałem spokojnie więc w końcu przestały zwracać na mnie uwagę.
Zrobiłem kilkanaście zdjęć i słońce schowało się za chmury. Teraz czekam na kolejny pogodny dzień  mając nadzieję, że nikt kępy trzcin nie wytnie, nie spali albo nie zrobi czegoś równie paskudnego...














3 komentarze:

  1. Nie poskąpiłeś złota na te fotografie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. super !
    Wyglądają jakby pływały w płynnym złocie

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie ja.. to Mamuśka Natura... ja tam tylko przypadkiem przechodziłem :)

    OdpowiedzUsuń