środa, 24 czerwca 2015

Chmurne szaleństwo...





... Szliśmy dalej przez jesienne ścierniska, przez nasypy żółtych piasków, aż ku dalekim borom sosnowym. Szliśmy bez celu określonego, naprzód i nazad, za wrażeniami za obrazami, gadając z ziemią , która głucha dla mieszczan, tysiącami głosów szeptała nam do ucha...

                                                                                                       
                                                                                                     Stanisław Witkiewicz



Świt nie był zbyt ciekawy. Prawie nie robiłem zdjęć, tylko siedziałem na brzegu i chłonąłem atmosferę. I już miałem wracać do domu gdy na bezchmurnym do tej pory niebie, pojawiły się pierwsze chmury. Potem następne i następne. Gnały z ogromną prędkością choć tu na dole trwała zupełna cisza.

Przypomniał mi się wiersz Leśmiana:

Coś srebrnego dzieje się w chmur dali
Wicher do drzwi puka jakby przyniósł list
Myśmy długo na siebie czekali
Jaki ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świt?



Po chwili nade mną rozkłębily się niesamowite chmury. Biegałem z aparatem jak opętany, bo sytuacja zmieniała się z każdą minutą.

W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych, 
Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,
Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,
Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale
....

Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze,
Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie
I w pierś moją uderzy - i cały się zaskrzę,
I łące nagle drogę rozwidnię do siebie.  

To znowu Leśmian...


Widowisko trwało może z kwadrans. Potem zwyciężyły chmury. Zakryły słońce na wiele godzin. Wieczorem zaczęło kropić...

















6 komentarzy:

  1. Świetne :) Zwłaszcza ostatnie zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, to też i moje ulubione. Dlatego dałem je na końcu jak wisienkę na torcie ;)

      Usuń
  2. Mnie podobają się wszystkie, uwielbiam takie niebo szkoda tylko, że gdy takie jest to ja nie mam czasu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to tak jak ze wszystkim. Trzeba się znaleźć we właściwym miejscu i czasie... Miałem tego dnia więcej szczęścia niż rozumu. A ile razy wzdychałem siarczyście do św. Tadeusza (czyli patrona spraw beznadziejnych) gdy niebo było jak z bajki a ja... w centrum Warszawy alb innym, równie niefajnym miejscu...

      Usuń
  3. Piękne. Plus wiersze. Rewelacja.. :)

    OdpowiedzUsuń