sobota, 14 marca 2015

Śnieżycowatość bieszczadzka...





Czaiłem się wiele lat by je sfotografować. Ale ciągle były gdzieś daleko. O wiele za daleko od Doliny Środkowej Wisły. W końcu udało się... wiosną 2014 roku. Pogoda szczęśliwie miała dopisywać więc zapakowałem rozmaite sprzęty do życia niezbędne i piękną gwiaździstą nocą ruszyłem w drogę. Zajechałem do bieszczadzkich przyjaciół i pytam ich:

- Gdzie są śnieżyce?

A oni zdziwieni...

- No... wszędzie.

Jeśli tak, to pozostawało pokrążyć dokoła z aparatem. Kilka kolejnych poranków i wieczorów spędziłem przy śnieżycach usiłując znaleźć ten właściwy punkt widzenia.

I jedynie straciłem okazję do fotografowania niebieskich żab nad Biebrzą. Były dokładnie w tym samym czasie. Pierwszego dnia zmagania się ze śnieżycami dotarła do mnie wiadomość od Biebrzańskiej Wiedźmy (zainteresowani wiedzą o kogo chodzi):

- Dawaj! Są całe tysiące!
- Rany Julek. Jam w Bieszczadach!
- ups...

Nie dałem już rady... pozostałem przy śnieżycach. Przejechanie ponad 700 km i powrót w Bieszczady było ponad moje siły. A niebieskożabienie trwa krótko. Tydzień najwyżej...

Może w tym roku się uda.





















6 komentarzy: