niedziela, 7 grudnia 2014

Koniki polskie - odmiana wodna...



To aż nieprawdopodobne ale te zdjęcia przeleżały w zagubionej szufladzie czy właściwie w zagubionym klastrze dysku aż cztery lata. Znalazłem je przypadkiem szukając zupełnie czegoś innego. Robiłem je biegając po rozlewisku w spoodniobutach. Ze zwykłych woderów zrezygnowałem dzień wcześniej. Gdy klęknąłem, przymierzając się do zdjęcia, okazały się być... za krótkie. Same konie ochlapały mnie zresztą parę razy bardzo skutecznie. Najzabawniej było gdy któryś zagapił się i nie zauważył, że reszta odeszła gdzieś dalej na drugą stronę rozlewiska. Puszczał się wtedy malowniczym galopem, chlapiąc na potęgę i czasem przebiegając tuż obok mnie. Raz nawet musiałem się obrócić tyłem, bojąc się o całość aparatu. Niby sprzęt ma jakieś uszczelnienia od wody ale lepiej tego nie sprawdzać...

W sumie spędziłem wtedy kilka pracowitych dni niemal od rana do wieczora fotografując zaprzyjaźniony tabun koników polskich. Nie mając nawet czasu i sił by dobrze obejrzeć powstałe fotografie. Wieczorami padałem na nos i zbierałem siły do porannej pobudki i dalszej pracy.
I w tym całym zamieszaniu, zdjęcia z jednego dnia pozostały nieruszone na dyskach. Teraz wygrzebane z czeluści niepamięci mogą cieszyć oko...























1 komentarz:

  1. Rzeczywiście cieszą oko - i koniki, i zdjęcia piękne! :-)

    OdpowiedzUsuń