29 kwietnia 2026

(Nie)pochwała głupoty

 




Jestże, na Boga żywego, coś szczęśliwszego od tego nasienia ludzkiego, które powszechnie nazywają głuptakami. błaznami, półgłówkami, kapuścianymi głąbami?


Erazm z Rotterdamu - "Pochwała głupoty"




W słoneczny sobotni poranek ruszyliśmy na objazd nadwiślańskich brzegów, zatrzymując się co kilka kilometrów i sprawdzając jak przedwiośnie wygląda w tym roku. Po raz kolejny zjechaliśmy nad rzekę tam gdzie niedawno znalazłem pień starego drzewa, najprawdopodobniej ścięty przez bobry setki lat temu. Opisałem to tu: "Była Wisła, w Wiśle pieniek..."

Wyjechaliśmy zza zakrętu polnej drogi i aż z wrażenia nacisnąłem hamulec. Samochód stanął prawie w miejscu. Przed nami, przez setki metrów rozciągał się niemal monochromatyczny krajobraz. Ktoś chyba postanowił wypalić nadbrzeżne, suche trawy i... spalił kilka hektarów łęgowych zarośli. Na moje niewprawne oko co najmniej 5 hektarów. 

Zacisnąłem zęby i klnąc po cichu pod nosem wyciągnąłem aparat. Pożar musiał być całkiem niedawno. Wszędzie unosił się przykry zapach spalenizny. Zwęglona trawa chrupała mi pod nogami. I panowała niemal cisza, zaczynające właśnie wiosenne śpiewy ptaki, przeniosły się gdzieś dalej.



Sądząc z nadpalenia kory, płomienie w tym miejscu sięgały trzech czy czterech metrów. Nic się ludzie nie uczą. Kilka lat temu w naszej okolicy spłonął drewniany dom. Starsza kobieta postanowiła zrobić wiosenne porządki i wypalić trochę traw dookoła podwórka, została bez dachu nad głową. Rok czy dwa wcześniej i kilka wsi dalej pożar suchych traw podsycany przez silny wiatr przeniósł się na drewniany dom. A, że stał on blisko szosy, to mijałem jego zwęglone pozostałości jeszcze przez wiele miesięcy.  





Stare topole, sądząc po średnicy, powinny mieć dobrze ponad sto lat. Przeżyły pierwszą wojnę światową, odzyskanie niepodległości, drugą wojnę światową. Czy przetrwają pożar z 2026 roku przekonamy się za kilka miesięcy. 





I po co to komu? To, że ginie wtedy mnóstwo zwierząt: owadów, pajęczaków, gryzoni, ryjówek, jeży, jaszczurek, żab, węży a nawet zajęcy czy saren to... no wiem, zgodnie ze starą zasadą chłop żywemu nie przepuści, nawet dziś na ogół na wsiach to na nikim nie robi wrażenia. 

Kiedyś lata temu w czasie wędrówki po nadwiślańskich łąkach, spotkaliśmy grabiącą skoszoną trawę, babcię. I jakoś tak nawiązała się rozmowa o tym, co tu robimy. Starsi ludzie na wsiach często są ciekawi. No i opowiadamy, że robimy zdjęcia, które potem można zobaczyć w różnych książkach i że właśnie przed chwilą sfotografowaliśmy dużego zaskrońca i że niełatwo takiego spotkać. A babcia na to:

- Tak. tak... teraz to tych wężów mało, kiedyś to było. Tak... Jak my robili sianokosy, to mąż i 30 potrafił utłuc jednego dnia. 





Legendy wiejskie mówią, że w ten sposób się użyźnia, bo popiół jest jak nawóz. Ale cóż, są to tylko legendy. Dzieje się dokładnie odwrotnie. Po pierwsze wypalanie niszcząc pokrywę roślinną powoduje szybsze wysychanie gleby i większą podatność na erozję wietrzną i wodną. Innymi słowy mówiąc, jak zawieje wiatr, to wywieje suche, powierzchniowe warstwy gleby gdzieś dalej. Czasem o wiele kilometrów. Co jakiś czas docierają informacje o pyle znad Sahary, który pojawia się nad Europą. To właśnie jest to zjawisko. 





Co dzieje się dalej w czasie pożaru? Wysoka, sięgająca czasem nawet kilkuset stopni temperatura, wyjaławia powierzchniową warstwę gleby, zabija żyjące tam mikroorganizmy: bakterie i grzyby.  A one niestety pełnią tam ważną funkcję. Uczestniczą między innymi w - uwaga będzie mądre słowo - humifikacji. Czyli przetwarzaniu martwej materii organicznej na próchnicę. Próchnica odpowiada zaś za żyzność gleby. Ma zdolność do gromadzenia wody, więc gleba wolniej wysycha z racji na swoją strukturę, przeciwdziała też erozji. 
Ale kto by tam wierzył w jakieś tam bakterie glebotwórcze. Bakterie psze pana to powodują choroby, taką grypę albo inną cholerę... i trza je tępić. 
Nawet w szkołach o pożytecznej roli większości bakterii i dziś niewiele się wspomina. Dużo większą wagę program przykłada do bakterii chorobotwórczych, choć stanowią one nawet nie jeden procent wszystkich żyjących na świecie bakterii. 
Nie wiem czy wiecie ale dorosły zdrowy człowiek, wewnątrz i na skórze nawet dwa kilogramy różnych bakterii. Ogromna większość z nich jest dla nas pożyteczna. Bakterie jelitowe między innymi stymulują i wspomagają procesy odpornościowe. 





A co się dzieje jeszcze dalej? Próchnica w glebie jest wszak związkiem organicznym i w wysokiej temperaturze również ulega zniszczeniu. A jak napisałem wcześniej odpowiada ona za żyzność gleby. W efekcie regeneracja gleby, odtworzenie flory bakteryjnej i zniszczonej próchnicy może trwać wiele lat. Jeżeli pożar był powierzchniowy i warstwa próchniczna nie została zbyt uszkodzona, regeneracja trwa zaledwie kilka lat. Jeżeli był to głęboki pożar, a ten na taki wygląda i stu lat może być mało.  Tak dla porównania, w przeciętnych warunkach w naszym klimacie jeden centymetr pełnowartościowej gleby powstaje w ciągu... 100 do 500 lat!
Jak gdzieś przeczytałem, gleba jest środowiskiem życia, które łatwo zniszczyć  a jej otworzenie wymaga czasu geologicznego a nie ludzkiego.  




Szczęściem w nieszczęściu spalony teren był otoczony polnymi drogami. Płomienie nie zdołały przedostać się dalej. Gdyby nie to, spłonęłoby nie kilka a kilkanaście lub więcej hektarów. 

Tak dla wyjaśnienia... mam nadzieję, że wszyscy wiedzą, iż grypa jest chorobą wirusową i nie wywołują jej bakterie ;)






02 kwietnia 2026

Była Wisła, w Wiśle pieniek...

 


Na kępie kędyś w ciszy śpiewa

Żab rechczących chór dobrany --

Majestatycznie szumią drzewa, 

Toczy się sennie nurt wiślany...


Noc idzie cicha ponad rzeką,

W wód się przegląda srebrnej toni,

A gdzieś na łące, hen daleko

Orkiestra  świerszczów dzwoni, dzwoni...


Zdzisław Dębicki "Nox vadit"





Są miejsca nad Wisłą, które odwiedzam regularnie, przynajmniej kilka razy w roku. Mam takie swoje ulubione. Jedne są bliżej, inne dalej. To, do którego wybrałem się tym razem, mam od mojego domu ze dwadzieścia kilometrów. Tu właśnie kilak lat temu fotografowałem kometę. Opisałem tę historię tu: KLIK

Jesień już się kończyła, miałem trochę nadziei na ostatnie żółte liście ale już wszystko straciło swoje barwy. Ruszyłem sobie piechotą wzdłuż brzegu. Kiedyś miejsce było niemal niedostępne, trawy sięgały powyżej kolan. Z takich wiosennych i letnich wycieczek wracałem mokry od rosy, jakbym po prostu wskoczył w ubraniu do wody po pas. Teraz trawa była niska, bo ktoś zaczął tu wypasać konie. Dzięki temu łatwiej było iść ale niestety wraz z dostępnością, pojawiły się śmieci i inne ślady ludzkiej obecności. 

Spadł też bardzo poziom wody. Na środku wiślanej odnogi pojawił się piasek. Może nie był to suchy ląd, bo trzeba było brodzić w mule i mokrym piasku ale dało się przejść nawet w trekkingowych butach. Więc zszedłem sobie ze skarpy i powędrowałem w miejsce gdzie jeszcze niedawno musiałbym brodzić w wodzie. 

I tak szedłem sobie czasem po piasku, czasem mlaszcząc butami w rzadkim błocku. Szukałem miejsc gdzie można by zaczepić kompozycję i sfotografować późnojesienny wiślany krajobraz. 

I nagle na samym środku nowego lądu trafiłem na wystający z piasku i wody pieniek! Spory, średnicy około pół metra, stary i... zgryziony przez bobry! Kawał drzewa. Włączyły mi się dodatkowe komórki mózgowe i przeszły w tryb analizy rzeczywistości. 

Przyjeżdżam tu mniej więcej od trzydziestu lat. Zawsze w tym miejscu była sobie odnoga Wisły. I nie było żadnych drzew w środku rzeki. 

Bobry pojawiły się w tych okolicach gdzieś w połowie lat 90 XX wieku. Jakieś 10 lat wcześniej, w ramach reintrodukcji tego gatunku wypuszczono 27 sztuk w okolicach ujścia Pilicy i Wilgi. To zaledwie kilkanaście kilometrów stąd. 

A wcześniej? Wcześniej bobrów tu nie było. To znaczy były ale dużo, dużo wcześniej. W 1881 roku Józef Łoziński autor książki "Zwierzęta łowne. Bóbr" napisał: "Czy i gdzie on dzisiaj u nas istnieje, nie wiadomo. Zdaje się, że należy do zwierząt zupełnie wytępionych, nigdzie o nim wzmianki nie znajdujemy". 

Długo ich w Polsce prawie nie było. Po II wojnie światowej doliczono się zaledwie 8 bobrów mieszkających sobie na Suwalszczyźnie... 

Więc co? Drzewo zostało ścięte przez bobry jeszcze wcześniej? Ile? Sto lat, dwieście, trzysta?

Zacząłem buszować po Internecie w poszukiwaniu starych map. Nie było łatwo. 



Do czasów końca II wojny światowej okolica prezentowała się podobnie. Jeśli były jakieś przesunięcia brzegu, to niewielkie. Miejsce, gdzie rosło drzewo, było cały czas gdzieś na środku wiślanej odnogi. 
Na mapach z dwudziestolecia międzywojennego nie było jednej z pobliskich wysp. Jej fragment widać po lewej stronie na górze trzeciego zdjęcia. Powstała prawdopodobnie po wybudowaniu ostrogi i nieczynnej dziś przystani dla promów.  Jakieś dwieście metrów na wschód cały czas były pozostałości starorzecza i wyglądały cały czas podobnie, wiec musiały być znacznie starsze. Może, setki lat temu gdy tam była jakaś odnoga, drzewo akurat znajdowało się na wyspie? Przez prawie 40 lat, kiedy fotografuję nadwiślańską przyrodę, widziałem wiele. Czasem po kilku latach okolica była nie do poznania. Jedne wyspy znikały w nurcie rzeki, inne powstawały, zarastały topolowo-wierzbowymi zaroślami. Inne łączyły się z brzegiem albo jakiś kaprys natury podzielił w czasie wysokiej wody wyspę na części. 
Znam takie miejsca gdzie z brzegu sprzed 20 lat została niewielka skarpa a potem kilometr lądu biegnącego gdzieś w głąb rzeki. 


Sięgnąłem głębiej w nurt historii... Niestety mapy z XIX czy XVIII wieku a przynajmniej te do których dotarłem, były zbyt mało precyzyjne, by stwierdzić czy był w tym miejscu ląd czy nie. Jedynie "Plany rzeki Wisły w granicach Królestwa Polskiego według pomiarów i sprawdzeń w latach 1860 -1866" delikatnie sugerują, że w tym miejscu mógłby być wtedy ląd....  

Przy okazji dowiedziałem się, że dwieście lat temu sąsiednia wieś była na... wyspie, czy jak to mówią w okolicy na kępie. Do dziś ma w nazwie słowo "Kępa". Ślady po dawnej odnodze można znaleźć i teraz. Idący dookoła wsi szereg małych stawików i bagienek oraz wąski pas drzew w miejscu, gdzie dawnej płynęła woda. 

Jakby ktoś miał dostęp do starych map okolic Maciejowic to polecam się pamięci. Może kiedyś coś jeszcze uda się ustalić. 


Zdjęcie pochodzi ze stycznia 2021 roku. Znaleziony pieniek powinien być mniej więcej trochę na lewo od środka kadru.



Nadwiślański współczesny bóbr...