niedziela, 26 lutego 2017

Przebiły się




Po kilku ciepłych, niemal wiosennych dniach, nagle spadło kilka centymetrów śniegu. To mnie skłoniło do sprawdzenia co się dzieje w pobliskim lesie. Tym bardziej, że zza chmur zaczęło błyskać słońce. Odkąd pamiętam rosły tam wiosną dzikie przebiśniegi. Koniec lutego to trochę wczesna pora. Ale może? Poszliśmy zatem całą rodziną szukać, może jeszcze nie wiosny, ale przedwiośnia.
Zaczęło się ciekawie. Na starej gruszy pod domem po raz pierwszy w tym roku siedziało kilka szpaków. I nawet jakby próbowały trochę śpiewać. Jeden nawet mnie bezczelnie nabrał. Przez chwilę zaintonował piosenkę kosa. Dopiero po kilku sekundach, mając już brwi wysoko podniesione, zorientowałem się, iż jestem robiony w konia. Potem nad łąkami przeleciało kilka skowronków. Nie śpiewały jeszcze ale poćwierkiwały coś w skowrończym języku.
Mimo słońca było chłodno. Przenikliwy wiatr wciskał się pod kurtki.
Kiedy doszliśmy na miejsce, przeleciało nad nami kilka żurawi. Z trąbieniem, o którym mój przyjaciel mówił, że to jakby ktoś otwierał drzwi do nieba.

Krzyś nie wytrzymał i pobiegł przodem. Chciał być pierwszy.

- Chyba nie ma - krzyczy z daleka.

Szkoda. Choć pora na nie trochę wczesna. Jeszcze kilka dni temu wszystko zmarznięte było na kość.

- Są!! Są!! Maleńkie wychodzą spod śniegu - krzyczy nagle podekscytowany - i tu i tam! Pokazuje swoją łapką.

Faktycznie masa zielonych, może centymetrowych dzióbków wystaje spod śniegu. Miejscami widać nawet pąki kwiatowe. A w kilku miejscach były już prawie rozwinięte kwiaty.

Rzuciłem się do fotografowania. Przebiśniegów w śniegu nie widziałem już kilka lat. Zimy były jakieś takie niezimowe.

Wróciłem do domu zmarznięty i przemoczony. Godzina leżenia na mokrym śniegu nie wyszła moim ubraniom na dobre. Szczęściem do domu było blisko. Ledwie kilkaset metrów.
















piątek, 17 lutego 2017

417 lat temu...






Dokładnie 417 lat temu, 17 lutego 1600 roku na Campo de' Fiori, głównym placu Rzymu, zapłonął stos. W płomieniach zginął filozof, humanista i były dominikanin - Giordano Bruno. Prochy jego wrzucono do Tybru a wszystkie dzieła znalazły się na indeksie ksiąg zakazanych.

Czym Giordano zasłużył sobie na taki los? Nie dość, że poparł tego heretyka Kopernika, to jeszcze rozwinął jago myśl. Śmiał twierdzić, że gwiazdy na niebie są innymi słońcami, podobnymi do naszego. A dookoła tych słońc krążą podobne do Ziemi planety oraz, że istnieje na nich życie podobne do ziemskiego. Wszechświat według Bruno miał być nieskończony i jednorodny. Z gwiazdami i ich systemami planetarnymi równomiernie wypełniającymi nieskończoną przestrzeń. Zaś Ziemia i Słońce miały być jedynie jednymi z wielu podobnych ciał niebieskich.

Do tej pory uważano, że Wszechświat jest skończony i ograniczony sferą gwiazd. Wszystkie miały znajdować się w jednakowej odległości od znajdującej się w jego środku Ziemi. Planety i Słońce miały poruszać się po koncentrycznych sferach niebieskich, znajdujących się poniżej sfery gwiazd a nad centralnie położoną Ziemią.

Kopernikański przewrót, choć jedynie umieścił w centrum wszechświata Słońce zamiast Ziemi, zaś pozostałe elementy zostawił bez zmian i tak był trudny do przełknięcia. Dzieło "O obrotach sfer niebieskich" zniknęło z kościelnego Indeksu Ksiąg Zakazanych dopiero w 1835 roku. A pomysł Giordano Bruno był absolutnie rewolucyjny. I choć zaskakująco bliski współczesnym teoriom, nie miał szans na przełomie XVI i XVII wieku.

Lista przewinień Giordano Bruno była zresztą znacznie większa. Zawierała ponad 130 pozycji. Zarzucano mu niesubordynację wobec władzy kościelnej, podważanie dogmatów wiary. Pisał chociażby, że nikt nie może stosować wobec drugiego człowieka przymusu religijnego. Nie do przyjęcia były również społeczne poglądy myśliciela. Twierdził między innymi, że natura dała każdemu człowiekowi wspaniałe skrzydła a nauczyciel powinien pomagać w ich rozwijaniu. Potępiał kolonializm i opowiadał się za prawem każdego narodu do niepodległości i własnej kultury. W kilkadziesiąt lat po eksterminacji Azteków i Inków głosił iż: "lepiej by Indian w ogóle nie odkryto, bowiem w wyniku podbojów doszło do zakłócenia spokoju innych ludów oraz gwoli zyskom z handlu, podwojenia wszelkich niedostatków".

Został uwięziony przez Inkwizycję i po sześciu latach skazany na śmierć jako zatwardziały heretyk.

Podobno po wysłuchaniu wyroku rzekł: "wy, którzy mnie skazujecie, bardziej być może boicie się tego wyroku niż ja".

Dokumentacja procesu Giordano Bruno zaginęła w zawieruchach historii. Ślad po niej zaginął w 1817 roku w czasie przenoszenia archiwum pontyfikalnego z Francji do Rzymu. Niektórzy historycy uważają, że ze względu na kontrowersyjną zawartość została celowo zniszczona.

Gwoli ścisłości należy dodać, że nieliczni historycy kwestionują samą śmierć Bruno. Nie wiadomo jednak co miałoby się z nim stać po 1600 roku. Oryginalne dokumenty procesowe ostatni raz widziano 200 lat temu.