poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wariacje na Młodego i Aparat IV - Mały Wielki Wódz Ukryta Strzała





Najgorzej to mieć ojca fotografa. Zamiast się bawić, ciągle muszę przejeżdżać przed obiektywem, bo tata nie nadąża za mną biegać. Staram się szybko zrobić to o co prosi, by dał mi spokój i żebym mógł wrócić do dalszej zabawy w Indian.














Inne części "Wariacji"





piątek, 10 czerwca 2016

Niczym oczy starego domu





Stare drewniane domy. Zawsze miały dla mnie nieodparty urok. Wysmagane wiatrem i deszczem oraz wygrzane na słońcu drewno uzyskiwało niezwykłą i niepowtarzalną barwę i fakturę. Nie do podrobienia nawet przy pomocy najlepszych nawet farb w rękach najznamienitszych malarzy.

Zaś w drewnie niczym oczy wieczności tkwią przesycone żywicą sęki. Wpatrzone w przemijający świat, obserwują go z wyższością i obojętnością.

Zawsze się zastanawiam jakich historii były świadkami takie domy. Ile ludzkiego szczęścia i ile tragedii widziały. Jakich wydarzeń były niemym uczestnikiem.

Znalazłem kiedyś dom na Polesiu. Staruteńki, kryty czterospadową strzechą. Wyglądający jakby wprost przeniesiony z obrazów Chełmońskiego. Zbudowany był z bali prawie półmetrowej szerokości! Musiały być tu kiedyś  w okolicy potężne drzewa. Dziś ta okolica była prawie bezdrzewna. Jedynie kilka pomników przyrody zostało. A lasy? Nawet trudno je było nazwać lasami. Na podwórku mam dwa drzewa większe niż większość tam rosnących.

Zacząłem rozmawiać z mieszkającym tam samotnym starszym człowiekiem . Z rozmowy wynikało, że kiedy on był dzieckiem, to już ten dom był stary.

- A ile ma pan lat - pytam nieśmiało.

- A dziewięćdziesiąty mi idzie - odpowiada z uśmiechem

Kurczę...

Znajomy etnograf ocenił ten dom na około 200 lat. Wiecie co to oznacza? W czasie Powstania Listopadowego on już tu stał. Być może jacyś powstańcy zatrzymali się tu na chwilę. W czasie Powstania Styczniowego miał już kilkadziesiąt lat! Gdy po latach zaborów Polska odzyskała niepodległość był już bardzo starym domem - miał około 100 lat. Przez te lata zamieszkiwały go trzy lub cztery pokolenia ludzi!

A przeżył jeszcze II wojnę światową, lata komunizmu i jego upadek...

Gdyby dało się jakoś odczytać co widziało drewno budujące ten dom. Niestety... pozostaje on jedynie milczącym świadkiem, powoli chylącym się ku upadkowi.

I tylko czasami zastanawiam się czy podjechać w to miejsce? Czy też lepiej nie? Zachować lepiej wspomnienia.

Bo podejrzewam, że zastanę pusty plac i trochę próchniejących belek. Chyba - że trafił do jakiegoś skansenu.

I zawsze w takich przypadkach przypomina mi się, napisany chyba jeszcze w latach siedemdziesiątych, wiersz Józefa Barana:


Podnosi się kurtyna drzwi
tata przebrany za pana młodego
przenosi przez próg mamę
piękną jak lilia

z tyły publiczność goście weselni
kapela gra marsza
kurtyna opada

kurtyna podnosi się 
zapadają wieka trumien
znika dziadek wystrojony w garnitur
jak kamień w wodę babka wpada w wieczny sen
kurtyna opada

podnosi się 
krzyk siostry w kolebce
kurtyna 
podnosi się
brat z raczek
kurtyna
odmykają się moje powieki

kurtyna podnosi się 
z krzesła ojciec przebrany
za starego chłopa
błogosławi młodą parę kłania się
schodzi ze sceny podłogi
kurtyna

drzewa z sadu zaglądają na jednej nodze 
przez szyby klaszczą w liście
- to wszystko 
było wczoraj
upiera się matka