poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wesołych Świąt...



Pogoda jaka jest każdy widzi... Zima wyraźnie zapomniała o tej części świata. Niewykluczone, że za parę lat zima zmieni się w porę deszczową i wypatrywać będziemy w Wigilię nie pierwszej gwiazdki a pierwszej kropli deszczu. Swoją drogą przez wiele ostatnich lat ten dzień bywał pochmurny. Nawet jeśli było śnieżnie i mroźnie. Wypatrywanie w naszym kraju pierwszej gwiazdki było więc czysto symboliczne. Ledwie małych kilka razy pamiętam gwieździste niebo nad choinką. Czyżby kiedyś grudniowa pogoda była inna?

W każdym razie mimo aury bardziej Wielkanocnej niż Bożonarodzeniowej... czego by tu życzyć...


Hmmm...

Białego Bożego Narodzenia i zielonej Wielkanocy,
Szczęścia liczonego co najmniej w kopach albo mendlach,
(teraz wszyscy sprawdzają w googlach co to kopa i mendel :) )
Abyśmy mogli powiedzieć, że kolejny rok był dla nas lepszy...
Końskiego zdrowia... a w szczególności żadnych problemów z kręgosłupem,
Zawsze działających pikseli, czystej matrycy i wiecznie naładowanych akumulatorów...
Zdolnych dzieci i... wnuków,
Żebyśmy zawsze mieli do kogo się przytulić,
Żadnych wieści ze świata polityki i niechaj politycy tankują za swoje...
hmmm...

Ach... i umiarkowania w świątecznym jedzeniu i piciu...

I zgodnie z aurą - pastuszek z Betlejem tym razem bez owieczek, które już pobieżały...






piątek, 19 grudnia 2014

Koniki polskie - zrobione na szaro...




Niedawno zostałem wkręcony w małą zabawę na fejsie. Miałem pokazać 5 czarno - białych zdjęć koników polskich. Każdego dnia po jednym przez kolejne dni. Podrapałem się po głowie, zawinąłem parę zwojów mózgowych w prawo a potem w lewo i postanowiłem zrobić to trochę nie wprost. Wybrać zdjęcia, które będą wymagały od oglądającego chwili zastanowienia... co też tam właściwie jest. Na sam koniec dorzuciłem zdjęcie źrebaka od tyłu,  gdzie widać trochę więcej. Tak w ramach wyjaśnienia.

Przypomniałem sobie dawne czasy kiedy pracowałem na materiałach czarno - białych, bo... innych w Polsce wtedy nie było. A właściwie były, tylko ceny miały zaporowe. Czy ktoś sobie wyobraża dziś, że za jeden film Kodaka czy Fuji trzeba było dać około połowy przeciętnego miesięcznego dochodu Polaka? Potem ten film jeszcze wywołać... A film taki, dla wyjaśnienia dzieciom epoki cyfrowej, zawierał 36-37 klatek!

Postanowiłem zebrać wszystkie te zdjęcia w jednym miejscu i dorzucić jeszcze kilka innych. By nie zaginęły w czeluściach fejsowej tablicy...
Zapraszam do oglądania koników polskich zrobionych na szaro...
























niedziela, 14 grudnia 2014

Opowieść o starych drzewach XI



Aby znaleźć iglaste drzewa pasujące do "Opowieści o starych drzewach" musiałem wybrać się w... Bieszczady. Dopiero tam znalazłem duże świerki samotnie rosnące na stokach gór. Pozostało tylko wybrać te najlepsze. 
Zapraszam do oglądania kolejnej odsłony "Opowieści o starych drzewach". 


Poprzednie części, gdyby ktoś chciał,  można obejrzeć tu:






Zaś pewne kulisy powstawania i skąd wziął się pomysł zdradzam w jednym z ostatnich numerów internetowego czasopisma:




















niedziela, 7 grudnia 2014

Koniki polskie - odmiana wodna...



To aż nieprawdopodobne ale te zdjęcia przeleżały w zagubionej szufladzie czy właściwie w zagubionym klastrze dysku aż cztery lata. Znalazłem je przypadkiem szukając zupełnie czegoś innego. Robiłem je biegając po rozlewisku w spoodniobutach. Ze zwykłych woderów zrezygnowałem dzień wcześniej. Gdy klęknąłem, przymierzając się do zdjęcia, okazały się być... za krótkie. Same konie ochlapały mnie zresztą parę razy bardzo skutecznie. Najzabawniej było gdy któryś zagapił się i nie zauważył, że reszta odeszła gdzieś dalej na drugą stronę rozlewiska. Puszczał się wtedy malowniczym galopem, chlapiąc na potęgę i czasem przebiegając tuż obok mnie. Raz nawet musiałem się obrócić tyłem, bojąc się o całość aparatu. Niby sprzęt ma jakieś uszczelnienia od wody ale lepiej tego nie sprawdzać...

W sumie spędziłem wtedy kilka pracowitych dni niemal od rana do wieczora fotografując zaprzyjaźniony tabun koników polskich. Nie mając nawet czasu i sił by dobrze obejrzeć powstałe fotografie. Wieczorami padałem na nos i zbierałem siły do porannej pobudki i dalszej pracy.
I w tym całym zamieszaniu, zdjęcia z jednego dnia pozostały nieruszone na dyskach. Teraz wygrzebane z czeluści niepamięci mogą cieszyć oko...