czwartek, 30 października 2014

Ważki również pozdrawiają poznańskie osiołki...




Byłem w drodze. Jak prawie zawsze latem. Co to znaczy być w drodze? Potrafi to chyba zrozumieć tylko pułkownik Lawrence i Edek Stachura.
Dzień był upalny... ba, upalny to mało powiedziane. Temperatura zniechęcała do jakiejkolwiek aktywności poza jedną. Wyciągnąłem więc mapę i poszukałem najbliższego, dobrze rokującego jeziorka, które by dawało nadzieję na ochłodę. Nawet nie było daleko. Po kilkunastu kilometrach zobaczyłem wodę i polną drogę prowadzącą tuż nad brzeg. Zjechałem, zaparkowałem i rozejrzałem się dookoła. Miejsce było urokliwe acz niestety tradycyjnie zaśmiecone. Opisałem kiedyś podobną sytuację w opowieści "Nasi tu byli". Tu... też byli! Wyciągnąłem z samochodu duży foliowy wór i trochę posprzątałem dookoła. Zabiorę go ze sobą i zostawię przy najbliższej okazji w jakimś gminnym śmietniku gdzieś dalej po drodze.


Wtedy przypomniała się mi opowieść zasłyszana w jednym z parków krajobrazowych. W pobliżu zamieszkał gość z Anglii. Zachwycił się polską przyrodą, lasami, bagnami, jeziorami... tylko te śmieci wszędzie! Postanowił pomóc. Zaopatrzył się w wielkie worki i codziennie podrzucał jeden czy dwa pełne pod płot Ośrodka Edukacji Ekologicznej w Parku. I zaczął być... problem. Szef Parku  powiedział mi jednego razu:
- Robert, co ja mam zrobić. Nie mam dodatkowych funduszy na wywóz śmieci. Pracownicy po cichu zabierają worki i wyrzucają do swoich domowych śmietników. Ale to i tak mało. Anglik ma niespożyte siły. Aby legalnie usunąć dodatkowe śmieci, musiałbym znaleźć prawie półtora tysiąca miesięcznie a budżet i tak trzeszczy i piszczy. Brakuje pieniędzy na wszystko... Przecież mu nie powiem by przestał sprzątać okoliczne lasy tylko dlatego, że ja nie mam za co wywieźć śmieci...
No to zabrałem i ja dwustulitrowy wór i wyrzuciłem do swojego śmietnika.


Woda była przyjemnie chłodna, cień pod drzewami dawał odpoczynek. Ponieważ upał robił się coraz większy, postawiłem nie wychodzić z wody do wieczora i zanocować sobie nad jeziorem. Może rano uda się coś ciekawego sfotografować. Ludzie, którzy przyjechali w środku dnia również szukać ochłody, przed wieczorem odjechali.

Wstałem o świcie. Był miły chłodek. Na jeziorze pływały perkozy. Po drugiej stronie zatoki stadko kormoranów suszyło skrzydła. Ale wszystko zbyt daleko na zdjęcia. Usiadłem więc na brzegu, ciesząc się chwilą. I wtedy dostrzegłem tuż przed sobą chmarę ważek składających do wody jaja. Dokładnie w tym miejscu gdzie wczoraj pływałem.
Poszedłem więc do samochodu po aparat, powoli wszedłem do wody i zająłem się fotografowaniem. Po jakiejś godzinie, gdy zrobiło się cieplej ważki zaczęły znikać. Niedługo zresztą potem przyjechali pierwsi plażowicze i wszelakie zwierzęta zniknęły z widoku. Ale zdjęcia zostały.

A że od czasu afery z poznańskimi osiołkami wszystko się mi kojarzy, to ważki też pozdrawiają i solidaryzują się z osiołkami. Natura górą!














wtorek, 28 października 2014

Święto Konika Polskiego w Wojnowie





Gospodarstwo Majdan tuż obok Wojnowa to miejsce magiczne. Absolutnie i całkowicie. Kto był, ten wie. Kto nie był, niech żałuje.
Od 14 lat w połowie sierpnia, gospodarze Majdanu Anna i Sławomir Niedbalscy z pomocą rodziny i wielu znajomych organizują Święto Konika Polskiego. Atmosfera iście rodzinna i niepowtarzalny klimat tych spotkań z konikiem polskim sprawia, iż każdy kto raz tu przyjedzie, z przyjemnością wracać już będzie stale.

W trakcie Święta Konika Polskiego odbywa się Wszechstronny Konkurs Konika Polskiego będący jednocześnie memoriałem profesora Tadeusza Vetulaniego. Składa się z trzech części: leśnego rajdu terenowego, próby terenowej w trakcie której trzeba pokonać rozmaite czasem wymyślne przeszkody oraz wyścigu na dystansie 400 metrów. 

Od tego roku WKKP jest dopuszczony jako alternatywna wierzchowa próba dzielności. 
Dla zainteresowanych dokładny regulamin jest na stronie "koniki polskie"









Przygotowania do rajdu terenowego "Szumi dokoła las"...

Masaż przed osiodłaniem należy się koniowi jak psu buda.

Rajd terenowy odbywa się w pobliskim lesie.

...trzeba przebyć 20 kilometrów w czasie nie dłuższym niż dwie godziny.

A wszystko to pod czujnym okiem weterynarzy. Jeżeli w punkcie kontrolnym koń będzie miał zbyt wysokie tętno, zostaje zdyskwalifikowany. Po rajdzie koniki są polewane chłodną wodą. I zasłużony tego dnia odpoczynek...  

Drugiego dnia kolejne zmagania. Rano przegląd weterynaryjny i start do próby terenowej "Na mazurskim szlaku".

Przeszkody na próbie terenowej...

...wymagają również sprawności od jeźdźców. To kółko należało wcześniej podnieść niemal z ziemi i to bez zsiadania z konia.

Między przeszkodami można było się trochę rozpędzić...


...i hop...



Chyba całkiem nieźle wyszło...


My też nie będziemy gorsi...

Naprzód! Już widać metę...

Jeszcze tylko wyścig "Z rozwianą grzywą" na dystansie 400 metrów... 

...i to już koniec rywalizacji. Ostatni etap WKKP dobiegł końca.

W tym roku drobnym dodatkiem do całej imprezy była wystawa moich zdjęć koników polskich. Pogoda co prawda tego dnia zrobiła psikusa, bo w czasie festynu porządnie się rozpadało, ale za to tłumy zwiedzających tym liczniej ją odwiedziły.









sobota, 4 października 2014

Koniki polskie pozdrawiają poznańskie osiołki....



W naszym końskim stadzie też wszystko przebiega zgodnie z naturą. Nikt nas nie rozdziela ani nie krytykuje. Szczęśliwie jesteśmy daleko od polityków i p'osłów wszelakiej maści. Instynkt, swoboda i matka natura robią swoje. By życie trwać mogło nieprzerwanie a na świecie znów po 11 miesiącach zawitał nowy członek stada.
Życie jednak jest piękne...