czwartek, 27 lutego 2014

Wylazły bardziej...




Po kilku dniach ponownie wybrałem się na  przebiśniee... e... znaczy przebiliście. Zaledwie parę dni temu wyglądały tak: "Wylazły..."
Tym razem nie musiałem ich szukać, widać je było z daleka. Niektóre nawet zdążyły zakwitnąć. Czyżby to już definitywny koniec zimy? Czy też tegoroczna pogoda spłata nam kolejny figiel i w kwietniu lub maju sypnie śniegiem? Swoją drogą poranek 4 maja sprzed trzech lat wyglądał tak:

Majowy poranek 2011

Hmmm...
















wtorek, 25 lutego 2014

Opowieść o starych drzewach X



Zima była... powiedziałbym raczej, zaistniała, przez chwilę. I Ale pomimo to po trzech latach oczekiwań, udało się mi zrobić jakimś cudem zimową wersję "Opowieści o starych drzewach". W zeszłym roku chociaż zima była długa i śnieżna, pogoda nie chciała mi sprzyjać. Ktoś policzył, że było wtedy zaledwie kilkanaście słonecznych dni. A próby, jakie zrobiłem przy pochmurnej pogodzie były... i tu przemilczę... znaczy, nie nadawały się do pokazania. Rok wcześniej zaś prawie nie było śniegu.
Teraz wreszcie się udało. Słońce, drzewa i ja znaleźliśmy się w jednym czasie i miejscu.












Poprzednie części "Opowieści o starych drzewach":




Opowieść o starych drzewach IX

piątek, 21 lutego 2014

"Nadejszła... i odejszła..."




Zima przyszła w lutym. Na razie wszystko wskazuje na to, że na chwilę. Chyba, że znowu czeka nas Wielkanoc w śniegu.
Ale jak już się zjawiła, to z całym rozmachem. W dzień było kilkanaście stopni mrozu. Nocami zaś temperatura spadała poniżej - 20. Wisła zaczęła więc w szybkim tempie zamarzać. I dosłownie po kilku dniach, jak to mawiają w moich okolicach - stanęła.

- I jak tam panie Robercie, Wisła stoi?
- Stoi...
 Taka wymiana zdań dla kogoś niewtajemniczonego może wyglądać zabawnie.

Albo taka:
- Był pan nad Wisłą? Idzie woda?
- Idzie, idzie...
To znowu oznacza, że poziom wody w rzece się podnosi i zbliża się powódź. Takie właśnie rozmowy nieraz toczyłem... nadwiślańskie klimaty...

A zanim zdążyłem uporządkować i obrobić zimowe zdjęcia, Wisła... poszła, znaczy lody puściły.





No więc Wisła w moich okolicach stanęła

 Tu i ówdzie zostały niezamarznięte oczka, na których gromadziły się ptaki.

Najwięcej było łabędzi i kaczek...

...widocznych z daleka w podnoszących się oparach 

Jak okiem sięgnąć na rzece lód...







wtorek, 18 lutego 2014

Wylazły...




Środek lutego, sobota rano... wybrałem się do pobliskiego lasu. Chciałem odwiedzić zaprzyjaźnione przebiśniegi i sprawdzić jak się czują rosnące nieopodal wawrzynki.
Doszedłem na miejsce, rozejrzałem się... no i... nic jeszcze nie ma. Już chciałem się zawinąć i ruszać dalej, gdy dostrzegłem coś maleńkiego, zielonego... Nachyliłem się i... jest! Paskudztwo jedno... a obok drugie, trzecie... Nie ma nawet centymetra wysokości ale wyłazi z ziemi... Kilka sztuk nawet przebijało się przez resztki śniegu! Jakby nie miały co robić.

Wawrzynki na szczęście jeszcze nie zakwitły. Dopiero są nabrzmiałe pąki.

Dzień później usłyszałem pierwsze skowronki. Pięć sztuk przeleciało nad moją głową, poćwierkując sobie po swojemu. Znad pobliskich stawów dobiegały głosy żurawi. Kilka razy pojawiły się też gęsi.
W lesie podśpiewywały sikorki i jakieś inne kowaliki.

Czyżby na razie koniec z zimowymi zdjęciami? Nawet się nie nacieszyłem zimą... Kiedyś to bywało tak (link) i to w najlepszym razie na początku marca.