piątek, 29 marca 2013

Wesołych Świąt Wielkanocnych




Zastanawiałem się jakie zdjęcie wybrać na tegoroczne święta wielkanocne. Żadne baranki i bazie mi nie pasowały. Wokół zimno i śnieg leży. Dwa czy trzy dni temu termometr za oknem pokazał -16 stopni. Po różnych rozmyślaniach uznałem, że walczący o życie przebiśnieg będzie chyba najlepszy. Maleńki zielonobiały kiełek ledwie co wystający spod śniegu i z nadzieją na lepsze jutro wpatrzony w słońce.

Zatem wszystkiego najlepszego w tą dziwną tegoroczną Wielkanoc, stada żółtych kurczaczków biegających po domu, zająca ukrytego za fotelem, rzeżuchy porastającej to i tamto...
A gdyby okazało się, że w lany poniedziałek wszystko zamarza, zawsze można obrzucać się śnieżkami lub walczyć na sople...

Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego - Wszystkim 








niedziela, 17 marca 2013

Koniki polskie - zapoznanie




Odnalazłem je przypadkiem, robiąc porządki w komputerze i na dyskach. Pochodzą sprzed dwóch lat. Zapodziały się w cyfrowej szufladzie pamięci i popadły w zapomnienie, zagubione w niezmierzonych czeluściach klastrów. W swej surowej postaci marnowały się. Czekały cierpliwie nieobrobione na swoją kolej. Aż do dziś... bo dziś to one świętują swój czas... Monitor skalibrowany, fotoszop odpalony, można się brać z końmi za bary.

Pierwsze zdjęcie powstało może z pół godziny po narodzinach. Źrebak jeszcze ledwo stoi na nogach. Na kolejnych radzi sobie coraz lepiej. Gdy młode konie rodzą się w tabunie w warunkach naturalnych a nie w stajni, dorosłe konie zapoznają się z nowym członkiem stada. Na ostatnich zdjęciach z jednej strony jest matka (ta z jaśniejszą grzywką) a z drugiej dominująca klacz w tabunie czyli szefowa wszystkich szefów. Ona oczywiście musi mieć na wszystko baczenie...


















piątek, 15 marca 2013

Cerkiewka na końcu świata...





Koterka - niewielkie uroczysko niedaleko wsi Tokary tuż przy białoruskiej granicy. Ot... kawałek grzęzawiska ukrytego wśród drzew. A tam...maleńka, zagubiona w lasach niebieska cerkiewka.

Nie byłem w Koterce nigdy, więc goszcząc w Janowie Podlaskim, postanowiłem tam się wybrać. Popatrzyłem na mapę i ruszyłem przed siebie. Droga wyglądała na nieskomplikowaną zrezygnowałem zatem z gepeesa. W końcu w zeszłym stuleciu nie było tego wynalazku a i tak trafiałem wszędzie gdzie chciałem. Dojechałem do Zabuża, przepłynąłem promem do Mielnika. Jakaś kręta droga z tradycyjnym w Polsce minimalnym oznakowaniem, wyprowadziła mnie na szosę prowadzącą prosto do granicy. Jadąc przez piękne lasy, minąłem tabliczkę z napisem Tokary.... i rozglądałem się coraz bardziej zaniepokojony. Czyżbym zabłądził? Minęło już chyba parę kilometrów a znanej mi ze zdjęć cerkiewki nie widać. Wkoło lasy i lasy. Nagle dostrzegłem przed sobą szlaban w poprzek i znaki zakazujące wjazdu, wchodzenia, oddychania i czegoś tam pewnie jeszcze. Dojeżdżałem i zwalniając myślałem, że jednak będę musiał zawrócić, gdy niespodziewanie tuż przed szlabanem dostrzegłem drogę w bok, malutki parking i dalej poszukiwaną przeze mnie cerkiewkę. Wrażenie jest niesamowite. Wysiadam z samochodu. Jestem tu zupełnie sam. Dookoła cisza i jakaś nierealność. Mimo widocznych między drzewami słupów i płotów granicznych mam poczucie oddalenia od świata. Coś gdzieś tam się dzieje, lecą reklamy w telewizji, ktoś poleca margarynę zamiast masła, ktoś produkuje obuwie o kształcie piękniejszym... Ja jestem tu, wśród drzew i ciszy, gdzie powietrze ma inny smak.

Historia powstania cerkwi na bagiennym uroczysku jest niezwykła. Bagiennym całkiem dosłownie, bo kiedy wszedłem na trawę, by sfotografować stojące dokoła krzyże, znalazłem się nagle po kostki w wodzie.
Jeszcze od strony parkingu jest w miarę sucho ale dalej stoi woda i do bocznej bramy od strony wsi Tokary wchodzi się po kładce nad wodą.
 Otóż 160 lat temu Eufrozyna Iwaszczuk, mieszkanka pobliskiej wsi, wybrała się na uroczysko Koterka zbierać szczaw. Nie wiedziała jeszcze, iż dzięki temu szczawiowi wejdzie do historii, podobnie jak całkiem niedawno poseł Niesiołowski. Nagle pojawiła się przed nią nieznana kobieta i co tu dużo mówić, op... eee... opatyczyła biedną Eufrozynę, iż ta zajmuje się pracą, miast dzień święty święcić. Bo był to akurat trzeci dzień Świętej Trójcy - jedno z ważniejszych świąt prawosławia. Następnie nakazała, by mieszkańcy wraz proboszczem ustawili tu krzyż i modlili się o przebaczenie. Na koniec postraszyła morowym powietrzem mającym być karą za grzechy rozmaite i... zniknęła.
Wieść o spotkaniu obiegła okolicę lotem błyskawicy. Postawiono krzyż i wkrótce do Koterki zaczęto masowo pielgrzymować. Ówczesne źródła podają informację nawet o tysiącach osób dziennie.
W końcu sprawą zainteresowały się cerkiewne władze.  Coś jednak hierarchom się nie spodobało, gdyż nakazali usunięcie krzyża. Nadal jednak do Koterki pielgrzymowało wiele osób. A w miejscu po krzyżu pojawiło się istniejące do dziś źródełko. Woda z niego ma mieć cudowne właściwości. Trzeba było aż połowy wieku zabiegów, by uzyskać oficjalną zgodę na pielgrzymki i budowę cerkwi. W 1909 położono kamień węgielny, trzy lata później odbyła się konsekracja.

Po II wojnie światowej wieś Tokary została podzielona granicą. Uroczysko Koterka i cerkiew znalazły się dosłownie 300 metrów od granicy. Najpierw radzieckiej a dziś białoruskiej.

I tylko taka refleksja mi się nasunęła. Gdyby Eufrozyna była bardziej przewidująca i zrobiła zapas szczawiu przed świętami, dziś na uroczysku Koterka pewnie byłoby tylko grzęzawisko.





Kiedyś to była ruchliwa droga prowadząca do miasteczka Wysokie Litewskie (dziś jedynie Vysokije), gdzie do tej pory są ruiny pałacu Sapiehów. A dziś to... koniec świata... a tuż przed nim po lewej stronie..

... stoi maleńka niebieska cerkiewka!

Turyści zaglądają tu sporadycznie. Przez 3 godziny jakie spędziłem w tym miejscu  pojawiły się trzy  rodziny i patrol  pograniczników.

Do tej bramy droga wiedzie po kładce przez bagna


Źródełko z wodą o cudownych właściwościach zostało obudowane altanką z ręczną pompą.  





wtorek, 12 marca 2013

Kolejny lans...




Miło się mi pochwalić, że dostrzeżono moje prace w corocznym konkursie Okręgu Mazowieckiego Związku Polskich Fotografów Przyrody. Otrzymały dwie nagrody i jedno wyróżnienie.

Wystawę pokonkursową można oglądać w Muzeum Ziemi w Warszawie do 7 kwietnia 2013


Szanowna komisja nie zauważyła zestawu o jaszczurkach przyłapanych in flagranti, które uważam za najciekawsze zeszłoroczne swoje zdjęcia. Ale cóż.. każdy ocenia po swojemu.
Jaszczury zostały docenione za to w nieco inny sposób. Z wystawy na płocie Parku Dreszera w Warszawie ktoś buchnął własnie ich zdjęcie!