piątek, 29 czerwca 2012

Koniki polskie - oko w oko



To wcale nie jest sielanka i przytulanie się łepkami. W końskim języku takie wpatrywanie to próba sił. Ten, kto groźniej patrzy - wygrywa.






niedziela, 24 czerwca 2012

Wisła - Śmieszne bijatyki


Pisałem już wcześniej (Śmieszne latawice), że w kolonii śmieszek cały czas coś się dzieje. Hałas, rozgardiasz, ciągłe awantury. Z jednej strony ptaki chronią się nawzajem i gdy dostrzegą coś, ruszają na wroga hurmem. Mało kto wytrzymuje atak stada hałaśliwych i wyjątkowo upie... eee... męczących ptaków. Warto w takim momencie rozejrzeć się co wzbudziło taką reakcję mew. Kilka razy w ten sposób wytropiłem bielika, sowę czy lisa...

Z drugiej strony praktycznie każde lądowanie przy gnieździe kończy się jeśli nie awanturą, to przynajmniej sąsiedzką pyskówką. Niby śmieszki mają swoje terytoria dookoła gniazd ale czasami tak małe, że tylko na wyciągnięcie dzioba.

Bywało, że po całym dniu pracy w kolonii śmieszek huczało mi w głowie tak, że nawet nie miałem ochoty włączać radia w samochodzie.



- Orzesz bandyto...  zabieraj swoje lotki z mojej ziemi...!!!

- Ty kupo starych piór... ten kawałek jest mój!!!

- Hej... spadać!!! To mój kawałek piasku!!!


piątek, 22 czerwca 2012

Sosny... Strach się bać !!!



W tym roku przeoczyłem kwitnienie sosen. Wszystko odbyło się tak błyskawicznie... Jednego dnia kwiaty były jeszcze zielone i nierozwinięte. A gdy po tygodniu przyjechałem ponownie... było już po ptakach... znaczy po kwiatach. Wszystkie były uschnięte na wiórki! Jak długo w tym roku kwitły sosny? Dzień? Dwa? Trzy? Nie wiem. Ale takiego roku jeszcze nie przeżyłem. Zawsze to trwało znacznie dłużej.

Sosna jest najczęściej rosnącym drzewem w polskich lasach. Do tego jest wiatropylna. A wiatropylność wymaga ogromnych ilości lekkiego pyłku. Ogromna ilość drzew przemnożona przez ogromną ilość pyłku daje czasem nam... efekt taki jak na zdjęciach jednego z mazurskich jezior. Pyłek wędruje z wiatrem na ogromne odległości.  Żółte plamy sosnowego pyłku widywałem nawet w kałużach w ścisłym centrum Warszawy. A tam do najbliższej kwitnącej sosny może być nawet kilkanaście kilometrów. Wyglądały tak, jakby ktoś rozlał żółtą farbę. I takie budziły skojarzenia, sadząc z komentarzy przechodniów. Podobnie zresztą było na Mazurach. Żółta plama przy brzegu spowodowała wręcz przerażenie wśród turystów. Skażenie.. bakterie... wirusy... chemia... Takie słyszałem głosy dookoła!










środa, 20 czerwca 2012

Koniki polskie - Spa...


Pielęgnacja futra - rzecz święta. Nie ma ten teges... w każdej chwili facet może na mnie spojrzeć i muszę być gotowa. 











środa, 13 czerwca 2012

Wisła - powodziowe kuliki...



Kuliki wielkie rzadko można spotkać nad Wisłą. Od lat w moich okolicach gnieździ się para, czasem dwie. Parę razy je fotografowałem. Ale któregoś roku zaprzyjaźnieni ornitolodzy donieśli:

- Mamy kulika na piasku. Ale jak chcesz coś zrobić to się śpiesz. Idzie wysoka woda. Wszystkie łachy raczej będą pod wodą!

No to rzuciłem wszystko i ruszyłem w drogę.

I faktycznie. Cztery kulikowe jaja leżały sobie niemal na czystym piasku. Prawie bez wyściółki. Normalnie jak białoczółki czy sieweczki! Niestety... poziom wody wzrósł w ciągu kilku ostatnich dni o ponad metr i gniazdo zbudowane daleko od brzegu znalazło się tuż przy nim. Co zresztą widać na zdjęciach. Jeśli woda podejdzie dwadzieścia - trzydzieści centymetrów wyżej - dojdzie do samego gniazda. A tu już popękane jaja... w jednym nawet dziura. Najdalej dwa trzy dni i powinny być pisklaki.

Nie było czasu do stracenia. Żeby zrobić zdjęcia praktycznie zakopałem się w piasku. Co ja piszę.. leżałem w wodzie bo wszystko już było podsiąknięte.

Kiedy późnym popołudniem oswobodzono mnie z ukrycia miałem zrobionych kilka rolek filmu i pomarszczoną skórę od wielogodzinnego siedzenia w wodzie. Zaś samo gniazdo...  no jaja zaczynały leżeć na mokrym piasku. Gdy spakowaliśmy cały sprzęt i wrzuciliśmy do łodzi, jaja kulika zaczynały leżeć w wodzie. Na żywioł nie ma rady... ale czy aby na pewno... Co prawda jestem zwolennikiem nie ingerowania w to co dzieje się w przyrodzie ale tym razem nie wytrzymałem. Jeśli nic nie zrobimy to i tak pisklęta w jajach zginą w ciągu godziny. A woda ma się podnosić jeszcze dalej. Zabezpieczyliśmy jaja i wszyscy zaczęliśmy sypać w miejscu gniazda górę z piasku. Czym się dało: wiosłami, rękami... z czyjejś koszuli zrobiliśmy worek i nosiliśmy piach z dalszej części wyspy. Usypaliśmy górkę niemal metrowej wysokości czyli przenieśliśmy dobry metr sześcienny piasku. Jeśli kuliki się tego nie przestraszą, to może będą miały szansę. Bez tego - żadnej. Właściwie to już byłoby po lęgu bo woda podniosła się o kolejnych kilka centymetrów.
Zbudowaliśmy na szczycie góry gniazdo, ułożyliśmy jaja i jak najszybciej odpłynęliśmy.

Przez następne dni ze względu na wysoki poziom wody nie mieliśmy szansy zajrzeć na kulikową łachę. Kiedy zdołaliśmy tam dotrzeć ponownie po ptakach nie było ani śladu. Nasza góra była ale nie dało się ustalić czy coś pomogła i dokąd dochodziła woda.

Od znajomych ornitologów, dysponujących lepszym sprzętem pływackim, dowiedzieliśmy się później, że kuliki przeżyły. Nie przestraszyły się nowo powstałego wzgórza. Woda wzrosła jeszcze o jakieś pół metra i naszej konstrukcji nie zalała. Widzieli później parę razy jak kulik z młodymi biega po łasze...





Gniazdo kulika wielkiego na piasku  - widziałem coś takiego raz w życiu . Nawet jest skromniejsze niż mewy czy rybitwy. 

Szef (szefowa)? przyszedł i robi swoje porządki.

Wysiadywanie to fascynujące zajęcie.

Gdy jeden ptak był zajęty "jajami", drugi spacerował sobie po pobliskich łachach... 

... i próbował znaleźć coś jadalnego. Za kulikiem widać stojące już w wodzie młode zarośla  topolowe. 




niedziela, 10 czerwca 2012

Wisła - majowy wieczór...


I jeżeli spontaniczna to rzecz
I jeżeli oczywista to rzecz
I jeżeli naturalna to rzecz

Weź

To co się tu daje
W imię słońca
I jego gońca:
Skowronka gwiżdżącego, amen



         Edward Stachura "Komunia"















wtorek, 5 czerwca 2012

Wieczór nad Jeziorem Dargin.


Z opisywaniem chmur
musiałabym się bardzo śpieszyć -
już po ułamku chwili
przestają być te, zaczynają być inne

Ich właściwością jest
nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.

Nie obciążone pamięcią o niczym
unoszą się bez trudu nad faktami.

(...)


                     Wisława Szymborska











piątek, 1 czerwca 2012

Zaklinacz koni III



- Ejjjj!!! Futrzaki... co jest? Człowieczka w trawie nie widzieliście ?? 

- Hej... zobacz... umiem chodzić jak ty  !!!

- Co mi tu dmucha w ucho...?  czekaj spokojnie na swoją kolej.!

- Wiesz.. gorąco dziś strasznie, nic się nie chce. Choć walniemy się  na tej łące ...

- ...o tak właśnie! 

- W kaczy kuper... komary gryzą. Machnę kopytkiem, może je odpędzę ...
- Faktycznie... trochę ci pomogę... też machnę... 
- Dooobraaaaa... śpijmy dalej...
- kolorowych snów...

- Chrrrrrr... chrrrrr... 

- Chrrrrrrrrrrrrrrrrr....





 Poprzednie części przygód Młodego i koni:

Zaklinacz koni 

Zaklinacz koni II