piątek, 30 marca 2012

W olsie przedwiośnie...



Sczerniały dachy i pola 
Na drodze błoto do kolan, 
Gołębie gruchają dziś głośniej:
Przedwiośnie!
Przedwiośnie!
I wróble ćwierkają inaczej
I wrona inaczej dziś kracze...

                     Maria Terlikowska













niedziela, 25 marca 2012

Opowieści spod karmnika - narąbany gość...


Dzięcioł duży... nie dość, że codziennie musiał się nieźle narąbać, to jeszcze ewidentnie leciał sobie ze mną w kulki. Przylatywał do darmowej stołówki, tylko wtedy, gdy w ukryciu mnie nie było. Ile razy podchodziłem czy przejeżdżałem samochodem pobliską drogą, widziałem jak wsuwa słoninę. Wchodziłem do ukrycia... dzięcioła ani na lekarstwo. Nawet po dobrych kilku godzinach siedzenia. I to bez względu na to czy wchodziłem sam czy też ktoś mnie odprowadzał, by zamaskować moje pozostanie. Taki twardogłowy cwaniak. 
Przez cały czas zaledwie kilka razy był łaskaw się pojawić i zapozować do zdjęcia. I to tak, że zanim zdążyłem ostrożnie obrócić obiektyw do pionowego kadru, machał skrzydłem w moją stronę i odlatywał z furkotem. W ciągu kilkudziesięciu godzin jakie spędziłem w ukryciu, widziałem go z bliska ze trzy razy i zrobiłem zaledwie kilka zdjęć. 

Kiedyś odwiedzała mnie para dzięciołów średnich. Ale od kilku lat ich nie ma. W pobliskim lesie mieszka też, dzięcioł czarny. Ale zlekceważył moje starania całkowicie. Choć w marcu zaczął już zawzięcie głosować, w zasięgu obiektywu  nie zobaczyłem nawet kawałka dzioba. 









piątek, 23 marca 2012

Opowieści spod karmnika - dzwońcu jeden!


Dzwoniec odwiedził mnie raz. Jeden jedyny. I był twardzielem. Usiadł na drucie od elektrycznego pastucha grodzącego pobliską łąkę. Nawet nie próbował niczego skosztować. Siedział tylko i patrzył się na wszystko z wyższością i pogardą widoczną w paciorkowatych oczkach. Zaprezentował swój znacznie potężniejszy niż u trznadli dziób. Po minucie machnął skrzydłami i tyle go widziano. Z plebsem jadać nie będzie... 
Nieobecność dzwońców tej zimy nieco mnie zdziwiła. Zawsze kręciło się ich trochę. Wiosną para czy dwie gnieździła się w okolicy. Ale cóż. Matka Natura bywa nieprzewidywalna. 


czwartek, 22 marca 2012

Opowieści spod karmnika - sznertle...



Jesienią postanowiłem zejść na złą drogę i skorumpować ptaki pod domem. Miałem w tym swój niecny cel. Liczyłem, że skorumpowane ptaki dadzą się mi sfotografować.
Wybrałem kilka miejsc w których powinno być dobre światło o różnych porach dnia. Przygotowałem słoninę i rozmaite ziarnowate łakocie...  Rozstawiłem ukrycia. Podałem do stołu. Pozostało czekać.

Ale Matka Natura postanowiła być przewrotna. Minął grudzień a tu zimy ani śladu. Ciepło... Pożywienia w lesie pod dostatkiem i nikt nie chciał dać się skorumpować. Słonina wisi, słonecznik, proso i kukurydza też nie znika.

W połowie stycznia nadal nic się nie zmieniło. Kilka dziobnięć na słoninie i tyle. Ptaków w pobliżu jak na lekarstwo. Zacząłem się zastanawiać co zrobić z pełnym workiem przygotowanego pokarmu.

Przyszła druga połowa stycznia. Dwudziestostopniowy mróz skuł ziemię. Liczyłem, że teraz ktoś się skusi na moje frykasy. A tu nadal nic. Ba, nawet ptaków zrobiło się jeszcze mniej! Może nagły spadek temperatury spowodował, że się wyniosły gdzieś w cieplejsze rejony Europy? Nie wiem. Ale od lat nie miałem ich tak niewiele ich wokół domu. Kiedyś na każdej wywieszonej słoninie potrafiło siedzieć kilkanaście sikorek. Do karmików przychodziły mazurki, trznadle, dzwońce, sójki, dzięcioły, sikory. Zdarzały się grubodzioby, czyżyki i na przedwiośniu nawet zięby.  A teraz... nic! Czasem tylko jakaś samotna bogatka czy modraszka. Od niemal trzech miesięcy nikt nie chce dać się skorumpować. Zastanawiałem się coraz poważniej co zrobić. Pod koniec lutego miała przyjechać grupa osób na warsztaty fotografii przyrodniczej. I fotografowanie z ukryć przy karnikach jest w planie. Kupiłem dodatkowych kilka kilogramów słoniny i porozwieszałem wszędzie dokoła. Jedynie co zyskałem to kilka sikorek pojawiających się tuż przy samym domu.

I paradoksalnie, dopiero w lutym, kiedy mrozy zelżały zaczęło pojawić się trochę ptaków. Im było cieplej i bliżej wiosny tym było ich więcej ale... tylko przy jednej stołówce. Pozostałe przygotowane miejsca świeciły pustkami. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Może to efekt nietypowej jesiennej zimy... może miejsce nie pasowało ptakom z jakiejś nieznanej mi przyczyny...  a może jeszcze co innego. Jedyne co przychodzi mi do głowy to zacytować mistrza Bułhakowa.. "a diabli wiedzą".

W każdym razie przynajmniej w jednym miejscu można się było wziąć do pracy. Początek zimowego fotografowania przy karmikach w drugiej połowie lutego. Nieprawdopodobne. Ale jednak.




Pierwszego dnia ptaki zawiodły niemal na całej linii... zaczęło wiać z taką siłą, że bałem się o całość mojego ukrycia. Jeśli cokolwiek przylatywało to na zbyt krótko. Wiatr nie pozwalał im utrzymać się dłużej niż chwilę. Dopiero pod koniec, kiedy słońce zaczęło świecić od tylu pojawił się trznadel. Przycupnął po zawietrznej  stronie małej sosny i kępy traw.

Tu widać, że dziób łuszczaków jest bardziej skomplikowanym urządzeniem  niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Dolna część jest znacznie szersza i tworzy jakby korytko do trzymania obieranego z łupiny nasionka.



Wiosna coraz bliżej. Trznadle, które jeszcze niedawno trzymały się  w jednym stadku zaczynają patrzeć na siebie... wilkiem. Na zdjęciu samiec straszy swojego kolegę, który śmiał podejść zbyt blisko.  Niedługo ptaki podzielą między siebie skrawki terenu i zajmą się... robieniem jaj. 

Trznadel ma poważny życiowy problem. Gdzie zbudować gniazdo i z jak zdobyć samicę...  

No! I niech mi tu który podejdzie to zaraz zarobi w dziób!




Dla niewtajemniczonych... sznertlami nazywał trznadle Cyzio czyli Janusz Czecz asystent i przyjaciel  Włodzimierza Puchalskiego. Historia opisana jest w "Wyspie kormoranów"


wtorek, 20 marca 2012

Brzezina





Bywają ognie - podobne do ciszy,
Co na przechodnia w zaroślach czatuje...
Takich się ogniów nie widzi, lecz słyszy - 
Nawet nie słyszy, lecz raczej zgaduje. 

Bolesław Leśmian











niedziela, 18 marca 2012

Wieczorem w lesie...

Wybrałem się do lasu, sprawdzić jak się miewają zaprzyjaźnione przebiśniegi. Wokoło śpiewały sikory i drozdy. Dzięcioły bębniły w najlepsze. Czasem jakiś kowalik przemknął po pniu. Gdzieś w oddali trąbiły żurawie. Po raz pierwszy w tym roku usłyszałem też grzywacze.
A przebiśniegi... rosły sobie w najlepsze. Drżąc czasem z przejęcia, że już ciepło i wiosennie...










niedziela, 11 marca 2012

Nad Mazowsza równiną...


... wierzby rosły od dawna. Od dziesiątków i setek lat. Mieszkały w nich rozmaite czarty i demony. Oraz szpaki, sikory, czasem dudki i masa innych stworzeń. Szybko rosły i były dla mieszkańców wsi i miasteczek źródłem taniego opału. Ostatnio jest ich coraz mniej i mniej. Tam gdzie jeszcze kilkanaście lat temu były piękne wierzbowe aleje - dziś jest pusto... Jak dowiedział się mój przyjaciel od gospodarza wycinającego piękną starą przydrożną wierzbę - "trzeba iść z duchem czasu".

Ale nawet jeśli wierzba jest niemal całkiem przepróchniała jej duch patrzy na wszystko dokoła z ponadczasową wyższością... 











sobota, 10 marca 2012

Lans 2


Miło mi poinformować, że moje zdjęcia otrzymały dwa wyróżnienia w konkursie na "Fotografa Roku 2012" Okręgu Mazowieckiego Związku Polskich Fotografów Przyrody.

Jednym z nich jest "Dąb" będący częścią "Opowieści o starych drzewach", którą można obejrzeć tu:








A drugie to zestaw zdjęć: "Wiosenne poranki", który również można obejrzeć na blogu pod tytułem:









W imieniu taty dyplomy i nagrody odbiera... Młody :)



Informacja na stronie Związku Polskich Fotografów Przyrody:





czwartek, 8 marca 2012

Coś drgnęło...

Jeszcze niedawno zimno było jak (nie obrażając psów) w psiarni...  Do tego wiatr wywiewający resztki ciepła nawet spod wiatroszczelnego ubrania. Włóczenie się po lesie czy nad Wisłą nie przyniosło praktycznie żadnych zdjęć.

Za to teraz... powoli ... coś... zaczyna się dziać...

Kilka dni temu słyszałem skowronki. Latały sobie nad łąkami i poćwierkiwały nieśmiało. Przy starych wierzbach zaczęły skwierczeć pierwsze szpaki. No i zaczęły podśpiewywać trznadle. Na razie bardzo cicho i niepewnie, jakby zaskoczone, że po zimie odzyskały głos. Za to bogatki dzwonią zawzięcie i prężą swoje żółte brzuszki. Wydawało mi się też, że słyszałem w lesie jakiegoś drozda... Pojawiły się gęsi latające wzdłuż Wisły sporymi kluczami. Czasem się trafi jakieś stado łabędzi...  Śmieszki zaczęły prezentować godowe ubarwienie i chwalić się swoimi czekoladowymi łepkami.





Odwiedziny u zaprzyjaźnionych leśnych przebiśniegów stały się moją wiosenną tradycją. Z czystym sumieniem mogę  napisać - zaprzyjaźnionych - bo odwiedzam je corocznie od kilkunastu lat. W tym roku co prawda zamiast przebiśniegów zobaczyłem przebiliście... Dwa czy trzy nawet próbowały kwitnąć, co jest sporym osiągnięciem. Kilka dni wcześniej nie było ich wcale...  

Niedaleko w leszczynowym zagajniku też coś się zmieniło. Na szczytach krzewów wszystkie kwiaty były już rozwinięte i żółte. Nie mogłem ich sfotografować bo musiałbym umieć latać... albo wjechać do lasu ciężarówką z podnośnikiem. Na dole, gdzie chłodniej, kwiaty dopiero zaczynały pękać. Ale jeszcze kilka ciepłych dni i wiosna zejdzie niżej.  

Wawrzynki latoś nie obrodziły. Zresztą  od kilku lat coraz mizerniej wyglądają. Coś przestała im moja okolica pasować. Z kilkunastu stanowisk dziś zostało ledwie kilka. I to tych najbardziej rachitycznych. Może zmiana stosunków wodnych po wybudowaniu w pobliżu stawów retencyjnych im zaszkodziła? Nie wiem? Ale to była jedyna większa środowiskowa zmiana w okolicy... A może coś innego czego ułomnymi ludzkimi zmysłami nie jesteśmy w stanie zauważyć.

Wierzby na zacisznej i nasłonecznionej polanie  już wybuchły  kotkami.  Od lat wiem, że jeśli chcę nacieszyć oczy wiosennymi baziami to najpierw trzeba pójść właśnie tam i jak zwykle się nie zawiodłem...   Z oddali wszystko błyszczało jakby ktoś obsypał gałęzie brokatem.


poniedziałek, 5 marca 2012

Koniki (morsy) polskie...

Pielęgnacja futra to rzecz święta. Ale czasem wymaga ogromnych poświeceń...


 Na wyleniałą grzywę!!! Strasznie zimna dziś woda w tej wannie...

Dobraaaaaaa... wchodzę! Zimno w kopytka... ojojoj!!

Stoją tam inni na brzegu??  To trzeba trzymać fason... 

Oj... i w brzuszek też zimno !!! Ale nic to... trza być twardym nie miętkim...

Aaaaaaaaaaaaaaaa... Aleeeeeeeeeee jeeeeesteeem twaaaardaaaaaaaaaaaaa !!!  Jeeeeeeeeeeeeee!!!


piątek, 2 marca 2012

Koniki (hipopotamy) polskie


Zeszłoroczne przedwiośnie... śniegi dopiero co zeszły. Mróz odpuścił. Na łąkach potworzyły się potężne rozlewiska. W górze świergolą skowronki i pitolą czajki. A ja się kręcę po okolicy i szukam tematu do zdjęć. I niespodziewanie przecieram oczy... hipopotam jak żywy... na Mazowszu... No ja cię kurczę i ten teges... I po co mam jechać gdzieś do Afryki?